Święty Franciszek z Asyżu - dziś
Miłość św. Franciszka do Maryi zachwycała wielu badaczy franciszkanizmu, wywoływała w nich szczery podziw, cisnęła się pod ich pióro. Nieliczni jednak trafiali w dziesiątkę. W swoich mniej lub bardziej krytycznych opracowaniach zamieszczali to wszystko, co różnorodne tradycje franciszkańskie mówiły o pobożności maryjnej Świętego, nie troszcząc się zbytnio ani badając autentyczność faktów. Co gorsze, wielu rozpatrywało tę pobożność jako rzeczywistość samą w sobie, bez tła, bez układu odniesienia, a więc niejako wymontowaną z całokształtu życia duchowego Franciszka i Kościoła. Dopiero w Roku Maryjnym 1954 ukazały się dwie znakomite krytyczne monografie pióra o. Kajetana Essera i o. Oktawiana à Rieden. Obaj autorzy oparli się na solidnym fundamencie historycznym, na pismach Franciszka, a tylko w formie dopowiedzenia na niektórych źródłach franciszkańskich w. XIII. Można więc śmiało i pełnymi rękami czerpać z rezultatów prac tych dwóch badaczy życia św. Franciszka.
Podejmując problem nabożeństwa maryjnego św. Franciszka, trzeba od razu powiedzieć, że Święty nie zajmował się profesjonalnie teologią, aczkolwiek szanował "teologów jako tych, którzy dają nam ducha i życie". Nie można zatem oczekiwać od niego przejrzystej nauki o Maryi, sformułowanej według metody traktatów teologicznych, a tym bardziej całościowego lub wręcz systematycznego ujęcia tego problemu. Franciszek był synem swojej epoki: z ufnością i wiarą przejął od Kościoła prawdy o Matce Bożej i na nich oparł swoje nabożeństwo. Wyraził je w krótkich modlitwach, o nadzwyczajnej głębi i pięknie, i w nielicznych sformułowaniach, które w kontekście odgrywają drugorzędną, epizodyczną rolę. Franciszek nie wspomina o Maryi w swoim Testamencie i w Regule ostatecznej. Nie znajdujemy w jego pismach żadnej wzmianki o Niepokalanym Poczęciu lub o Maryi jako Współodkupicielce, a tylko kilka słów odnoszących się do Jej królewskości. Zadziwiające: jedyny tekst, w którym Franciszek wzywa swoich braci do oddawania szczególnej czci Maryi, jest źródłem o wątpliwej autentyczności: "...byśmy odprawiać mogli nabożeństwo i chwalić Boga i Matkę Jego świętą, którą stale błagamy, by była naszą Rzeczniczką. Rozkazuję tedy wszystkim braciom moim, którzy są teraz i będą w przyszłości, wielbić Ją zawsze i czcić na wszystkich drogach, wszystkimi sposoby, jak mogą, i być dla Niej z najwyższą czcią i poddaniem. Pragnę też, by byli zawsze Jej wiernymi sługami". Tekst ten zawiera wspaniałe wezwanie, ale występuje tylko w dwóch XV-wiecznych wariantach Kwiatków, będących prawdopodobnie odzwierciedleniem rozkwitu maryjnego w zakonie, kultu, który rozwinął się z zasiewu samego Założyciela.
Trzeba zatem powiedzieć, że nabożeństwo do Matki Jezusa nie jest dla Franciszka sprawą pierwszoplanową albo centralną. Duchowość Świętego jest wybitnie chrystocentryczna. W centrum jest ubogi i ukrzyżowany Chrystus, Słowo Wcielone. Franciszek naprawdę niewiele powiedział i napisał o Maryi. Jednakże to, co zostawił, dziś jeszcze zasługuje na szczególną uwagę, bowiem w tej spuściźnie uwidacznia się nadzwyczaj oryginalny styl i osobowość autora.
Rzecz charakterystyczna: maryjne nabożeństwo św. Franciszka jest w swoich podstawowych założeniach zupełnie proste. Kamieniem węgielnym jest tu wcielenie Syna Bożego, a w tym istotna rola Maryi jako Matki: "...Dziewica Maryja odbiera, i słusznie, taką cześć, ponieważ nosiła Go w swoim najświętszym łonie". Franciszek chętnie zamyśla się nad boskim macierzyństwem Maryi, "z której to łona Chrystus przyjął prawdziwe ciało naszego człowieczeństwa i naszej ułomności".
Jego cześć dla Maryi odznacza się dziecięcą prostotą. Widać to wyraźnie w tytułach, jakimi w swoich pismach określa Maryję: "święta Maryja", "Boża Rodzicielka", "Dziewica chwalebna", "najświętsza Matka" itd.
Rzadko traktuje Ją osobno, ale zazwyczaj wraz z Jej Boskim Synem. Sięgnijmy przykładowo po dwa teksty: "Dlaczego nie uznajecie prawdy i nie wierzycie w Syna Bożego? Oto uniża się On co dzień jak wtedy, gdy z tronu królewskiego zstąpił do łona Dziewicy"; "Ty sprawiłeś, że On, prawdziwy Bóg i prawdziwy Człowiek, narodził się z chwalebnej, błogosławionej, świętej Dziewicy". Więcej, mówi o Niej czasami w powiązaniu z innymi osobami Trójcy Świętej. W Pozdrowieniu błogosławionej Dziewicy Maryi stwier[293]dza, że Ona została "wybrana przez Ojca najświętszego z nieba", że Ją "uświęcił z najświętszym i umiłowanym Synem i Duchem Pocieszycielem". Dalej nazywa Maryję "Córką i Służebnicą... Ojca Niebieskiego, Matką najświętszego Pana naszego Jezusa Chrystusa, Oblubienicą Ducha Świętego".
Jego prostotę, naturalność, bezpośredniość można uchwycić także w zwięzłych, ale zdecydowanych aluzjach do królewskości Maryi. Bez obawy określa Ją jako "Królowę najświętszą", jako "Panią świętą".
Czarująca prostota emanuje ze słów Pozdrowienia błogosławionej Dziewicy Maryi. Tuż po powitaniu Matki Bożej jako "Królowej najświętszej... Bożej Rodzicielki... Dziewicy" dodaje: "W Tobie była i jest wszelka pełnia łaski i wszelkie dobro".
Franciszek nigdy nie teoretyzuje, nigdy nie operuje abstrakcjami. Stąd jego więź z Maryją zawsze jest bardzo żywa, konkretna, realistyczna. We wspaniałej modlitwie nazywa Ją "Pałacem", "Przybytkiem", "Mieszkaniem", "Szatą" Chrystusa. Dla Franciszka jest Ona zawsze wyjątkową postacią historyczną, tą, która w Palestynie uczestniczyła w dramacie wcielenia i odkupienia. Ten dramat wyraził on podczas słynnej pasterki r. 1223 w Greccio, w sposób bardzo konkretny i plastyczny. Jak podaje Tomasz z Celano, Franciszek "z niewysłowioną radością obchodził narodzenie Dziecięcia Jezus. Twierdził, że jest to święto nad świętami, bo wtedy Bóg, stawszy się Dziecięciem, zawisł u piersi ludzkich".
Posłuchajmy jeszcze tekstu Tomasza z Celano: "Matkę Jezusa darzył niewysłowioną miłością za to, że Pana majestatu uczyniła naszym bratem. Odprawiał dla Niej osobne chwalby, zanosił modlitwy, ofiarowywał uczucia, tak wiele ich i takich, że ludzki język nie zdoła wypowiedzieć", i św. Bonawentury: "Z Matką Pana naszego Jezusa Chrystusa związany był trudną do wyrażenia miłością, bo Ona to sprawiła, iż Pan majestatu stał się naszym bratem i dzięki Niej dostąpiliśmy miłosierdzia. Tę, której po Chrystusie ufał najbardziej, miał za Orędowniczkę swoją i swoich braci".
Liryczne Pozdrowienie błogosławionej Dziewicy chyba najlepiej oddaje radość, jaką Maryja przepełnia serce Franciszka. W tej modlitwie rozlega się niejako echo okrzyku św. Bernarda z Clairvaux: "Cały świat został oświetlony obecnością Maryi. Weźmy więc udział, moi bracia, w Jej radości i dzielmy się nią".

