Młody Rycerz Niepokalanej (9)
We wrześniu 1943 r. w czasie obławy na partyzantów, żołnierzy Armii Krajowej w Chmielniku Rzeszowskim, Niemcy otoczyli przed świtem nasz dom i zabudowania. Wybijając karabinami okna i drzwi, wtargnęli do środka. Z krzykiem i biciem wyrzucili nas z łóżek na dwór, bosych i w byle jakim odzieniu, mimo że była to noc mroźna.
Przeprowadzali bardzo szczegółową rewizję w poszukiwaniu partyzantów, broni, prasy podziemnej i tajnych dokumentów. Wyrywali podłogi, przewracali i niszczyli meble, zaglądali w każdą szczelinę.
Byłam łączniczką oddziału Armii Krajowej. W przeddzień wieczór otrzymałam kilka gazetek prasy podziemnej oraz tajne pisma, które miałam przekazać dalej rankiem. Przed świtem miałam sen, że Niemcy otaczają nasz dom, wpadają przez okna do środka i przeprowadzają rewizję. Obudziwszy się, natychmiast wzięłam plik tajnej poczty, wyszłam na dwór, by go gdzieś ukryć. Było jeszcze ciemno i nie widziałam nikogo, odnosiłam jednak wrażenie, że ktoś mię śledzi. Wróciłam do domu, ukryłam pakiet w łóżku, zdając sobie sprawę, że nie jest to dobre zabezpieczenie.
Po kilkunastu minutach Niemcy byli już w naszym domu. Chodziło im głównie o mojego starszego, 20-letniego brata Stefana, dowódcę grupy bojowo-odwetowej. Choć głównym schronieniem dla poszukiwanych była leśna ziemianka, pewne okoliczności sprawiły, że tej tragicznej nocy brat z jednym towarzyszem broni ukryli się w naszej stodole w małym schowku pod słomą, o czym nie wiedzieliśmy. Wystarczyło wysunąć jedną wiązkę słomy, by wejść do środka. Mimo że Niemcy "przekopali" całą stodołę i znaleźli pewne sprzęty wojskowe, chłopców nie odkryli.
W domu w szufladach kredensu znajdowały się pudełka z nabojami, pochodzącymi ze zrzutów z samolotów angielskich.
Gdy w domu odbywały się rewizje, Niemcy wyprowadzili moich rodziców, mnie z siostrą i młodszym bratem pod ścianę do sąsiedniej rodziny, również związanej z Armią Krajową, grożąc, że jeśli znajdą jakiekolwiek dowody przynależności do ruchu oporu, wszyscy będziemy rozstrzelani.
Gestapowcy byli w posiadaniu zdjęć kilkudziesięciu żołnierzy z oddziału Armii Krajowej. Wśród bicia i katowania przesłuchiwali nas z żądaniem podania nazwisk poszczególnych żołnierzy, wśród których byli także członkowie naszych rodzin.
Ponieważ nie wydaliśmy nikogo, Niemcy kazali nam przygotować się na śmierć, gdyż będziemy rozstrzelani. Z dwóch stron ustawiono dwa karabiny maszynowe, szczuto nas wytresowanymi psami.
W tej tragicznej, beznadziejnej sytuacji modliliśmy się gorąco do Panny Łaskawej o ratunek. Prosiłam Ją, by nie znaleźli poczty podziemnej z aktualną datą, wskazującą na nasze czynne powiązania z partyzantką. Przyrzekłam Pannie Łaskawej, że jeśli nas ocali, ogłoszę to w "Rycerzu Niepokalanej" jako cud.
Niemcy, aby udowodnić nam, że kłamiemy nie rozpoznając żadnego z partyzantów, wysłali ze zdjęciami kilku żołnierzy po świadków, którzy już wcześniej dokonali rozpoznania - do konfrontacji. Gdy żołnierze Wehrmachtu przechodzili obok naszego domu, właśnie wyszedł z ukrycia mój poszukiwany brat, korzystając z chwiliowego wyciszenia. Natknął się na Niemców, którzy zaczęli mu się pilnie przyglądać. Nie stracił jednak zimnej krwi, wydał im po niemiecku zdecydowanym głosem jakiś rozkaz i szedł dalej. Niemcy zdezorientowali się, gdyż w obławie było kilku "tajniaków" w cywilu, a brat miał na nogach buty niemieckiego oficera. Udało się też ujść cało drugiemu partyzantowi.
W godzinach popołudniowych, gdy zrewidowano już pozostałe wytypowane domy we wsi, [258]oficerowie gestapo zmienili decyzję. Schwytanych żołnierzy Armii Krajowej oraz ojców nie ujętych żołnierzy po skatowaniu wrzucili na samochody i wywieźli. Z mojej rodziny zabrali zmasakrowanych ojca i 15-letniego brata. Mnie z mamą i siostrą zwolnili, zabronili jednak powrotu do domu. Ostrzegli, że będą tu jeszcze wracać i jeśli zastaną nas w domu, to spalą nas w nim żywcem.
Po wyjeździe kolumny samochodów niemieckich wróciłyśmy do domu, by się w co przyodziać. Stwierdziłyśmy, że Niemcy zabrali nam wszystko, co miało jakąś wartość. Pierwsze kroki skierowałam do łóżka, by sprawdzić, czy poczta podziemna wpadła w ich ręce, gdyż obawiałam się, że za nią rozstrzelają zamiast mnie ojca lub brata. W tym wypadku byłam gotowa zgłosić się i wziąć winę na siebie. Jakież było moje zdumienie, gdy za pierwszym dotknięciem rozrzuconej po ziemi pościeli wypadł poszukiwany pakiet. Z szuflad kredensu zabrano nakrycia stołowe, natomiast szuflady z nabojami były pozasuwane. Nie znaleźli też skrzynki z maskami gazowymi. Przyszły mi na myśl słowa: "Pan Bóg zasłonił ich oczy".
Niemcy wpadali jeszcze kilkanaście razy do nas na rewizje, by dostać w swe ręce mego brata, gdyż wiedzieli, że został na tym terenie ze swoją drużyną. Ponieważ czynili to zwykle wieczorami, więc do późnych godzin nocnych kryłyśmy się z matką i siostrą zamknięte w kościele, modląc się u stóp Panny Łaskawej.
Ludzie bali się przyjąć nas do swego domu albo nawet przenocować w stodole, by nie spalono ich budynków.
Pewnej nocy, gdy zaryzykowałyśmy spędzenie nocy w domu, około północy usłyszałyśmy głosy zbliżających się pijanych żołnierzy niemieckich. Zaszyłyśmy się z matką i siostrą w najciemniejszy kącik i odmawiałyśmy różaniec, polecając się Matce Najświętszej. Przez wybite okna Niemcy pozaglądali do trzech pokoi, czwarty, w którym znajdowałyśmy się, ominęli. I tej nocy doznałyśmy cudownej opieki Matki Najświętszej, że nas nie znaleźli i domu nie podpalili.
W miesiąc po obławie zginął mój starszy brat w walce z Niemcami, wydany przez zdrajców, którym obiecano nagrodę. Ojciec i brat młodszy, więzieni jako zakładnicy, ponieważ nikogo nie wydali (warunkiem wypuszczenia na wolność było zidentyfikowanie chociaż jednego partyzanta), zostali wywiezieni do obozów koncentracyjnych w Oświęcimiu i Oranienburgu z wyrokiem do końca wojny. Mimo że wielokrotnie śmierć zaglądała im w oczy i po ludzku sądząc nie mieli szans przeżycia (brat kompletnie wyczerpany próbował kilkakrotnie ucieczki, kilkakrotnie był łapany i skazywany na śmierć, dopiero pod koniec wojny zdołał uciec) - Panna Łaskawa sprawiła, że po wojnie wrócili szczęśliwie do domu.
W życiu naszym mieliśmy jeszcze wiele innych dowodów opieki Panny Łaskawej, za co składam Jej również i tą drogą najserdeczniejsze podziękowanie.

