Matka Boża w moim życiu (9)

Od najmłodszych lat miałam szczególne nabożeństwo do Najświętszej Maryi Panny. Zawdzięczałam to może i temu, że moja matka otrzymywała "Rycerza Niepokalanej" i ja, gdy tylko mogłam, czytałam go najchętniej, choć los tak ułożył moje życie, że nie widywałam matki zbyt często.

Obecnie, gdy mam już prawie 60 lat, widzę wyraźniej, że cały czas pozostawałam pod opieką. Matki Bożej i Jej zawdzięczam życie własne i mojej rodziny.

W czasie wojny kilka razy cudem uniknęłam śmierci i cało wyszłam z obozu w Majdanku. Po wojnie życie moje nie było łatwe. Borykałam się z różnymi trudnościami, ale zawsze kończyło się to pomyślnie.

Poślubiłam dobrego człowieka. Wychowaliśmy trzech synów tak, jak potrafiliśmy i jak okoliczności pozwalały.

Przeszłam kilka ciężkich chorób, m.in. i gruźlicę, z której też się wyleczyłam. Dwaj moi synowie przeszli w dzieciństwie śmiertelne choroby, pomimo których, dzięki modlitwom do Najświętszej Matki Bożej, zostali szczęśliwie uratowani.

Najciężej dotknęła nas ręka Boża, gdy po urodzeniu trzeciego dziecka rozchorowałam się tak ciężko, że po wielomiesięcznym pobycie w szpitalu nie było poprawy, a lekarze orzekli, że już nigdy nie wstanę z łóżka. Dzieci moje miały wtedy od pół roku do 7 lat. Mąż, opiekując się dziećmi i pracując zarobkowo, przez wiele miesięcy był okropnie przemęczony. Nie mogłam być ciężarem dla rodziny, modliłam się więc jak najgoręcej do Matki Bożej o zdrowie lub śmierć. Rozpoczęłam nowennę do Najświętszej Maryi Panny. Trzeciego lub czwartego dnia nowenny, w czasie modlitwy, doznałam przedziwnego uczucia. Ogarnęło mnie tak wielkie szczęście, że nie da się tego wyrazić żadnymi ludzkimi słowami. Pomyślałam, że umieram, ale jednocześnie zdawałam sobie sprawę, że nie jestem tego godną, bo od kilku miesięcy nie byłam u spowiedzi, a jestem przecież zwyczajnym grzesznym człowiekiem. Przedziwne uczucie po pewnym czasie przeminęło. Wtedy dokończyłam modlitwę nowennową. Po modlitwie przeznaczonej na każdy dzień podawany był przykład cudownego uleczenia. Na ten dzień przypadł przykład uleczenia młodej kobiety, której lekarze nie mogli już pomóc, a uleczona została dzięki modlitwie do Najświętszej Maryi Panny. Kobieta ta w czasie modlitwy doznała przedziwnego przeżycia szczęścia, podobnie jak ja! Zrozumiałam, że i mnie spotyka taka sama łaska. Było to późnym wieczorem.

Następnego dnia rano przyszła opiekująca się mną sąsiadka (mąż miał wtedy pracę terenową.) i ze zdziwieniem zobaczyła, że siedzę na łóżku ze spuszczonymi nogami, chociaż dotychczas nie miałam siły siadać sama. Po kilku dniach zaczęłam chodzić po pokoju. Siły i zdrowie wracały z dnia na dzień. Dodać muszę, że od jakiegoś czasu lekarze zabronili mi przyjmowania jakichkolwiek leków, bo organizm był już nimi przesycony.

Po pewnym czasie pojechałam do przychodni reumatologicznej. Lekarz (żyje jeszcze), który mnie znał, osłupiał na mój widok. Patrzył na mnie i powtarzał: "Pani tutaj! To pani? To po prostu niemożliwe!!!"

Wróciłam do zdrowia i przez wiele lat pracowałam zarobkowo, opiekując się jednocześnie domem i dziećmi.

Opieka Matki Bożej trwa nadal nad naszą rodziną. Synowie i mąż kilka razy przechodzili ciężkie choroby. Jeden z nich wyszedł cało z sześciu wypadków samochodowych, choć w każdym mógł stracić życie lub zostać kaleką.

Czując się zobowiązaną wobec Matki Bożej za tyle łask, choć niczym na nie nie zasłużyłam, zapisałam się przed rokiem do Rycerstwa Niepokalanej, aby w taki sposób podziękować Jej za opiekę nad naszą rodziną.