Matka Boża w moim życiu (6)

Dobrze zapamiętałem środę popielcową 1927 roku. Ksiądz posypywał głowy wiernych popiołem i wypowiadał nad każdym słowa: "Pamiętaj, człowiecze, że prochem jesteś i w proch się obrócisz". Długo się zastanawiałem, aż wreszcie postanowiłem: wstąpię do zakonu. Zgłosiłem się do jezuitów, ale niestety, otrzymałem odpowiedź odmowną. Wówczas sprawę swego powołania powierzyłem Matce Bożej, ufny, że Ona najlepiej nią pokieruje. W majowym numerze Rycerza Niepokalanej następnego roku ukazał się apel skierowany do młodych chłopców pragnących poświęcić swoje życie sprawie Niepokalanej w charakterze braci zakonnych w Niepokalanowie. W dniu 28 czerwca wysłałem zgłoszenie, a już 2 lipca otrzymałem od o. Maksymiliana odpowiedź pozytywną. W opłotkach Niepokalanowa znalazłem się po piętnastu dniach. Czułem się szczęśliwy mimo spartańskiego trybu życia, jaki wtedy panował w tym klasztorze. Po upływie czterech lat spotkała mnie wielka niespodzianka. Przełożony klasztoru - na pisemny wniosek o. Maksymiliana - zaproponował mi wyjazd na misje do Japonii. Wyraziłem swoją zgodę bez żadnego "ale", ufny w opiekę Niepokalanej.

Misja w Nagasaki, którą zapoczątkował o. Maksymilian w kwietniu 1930 roku, znajdowała się jeszcze w powijakach. Warunki życia były o wiele trudniejsze niż w Niepokalanowie polskim. Nieznajomość języka japońskiego pogłębiała uciążliwość naszego położenia. Najwyraźniej towarzyszyła mi łaska Niepokalanej, krzepiła mnie na duchu i dawała siłę do radosnego znoszenia cierpień i niewygód. Zrozumiałem, że wszelkie wyrzeczenia, składane codziennie Bogu przez ręce Niepokalanej, mogą stać się źródłem wielkiego wewnętrznego pokoju. Za wielką łaskę poczytuję sobie, że dane mi było rozwijać swe duchowe życie pod okiem i kierunkiem tak wielkiego czciciela Niepokalanej, jakim był o. Maksymilian Kolbe.

U schyłku swego życia, mając za sobą przeszło 50-letnią pracę misyjną w Japonii, cieszyłbym się ogromnie, gdybym wiedział, że rosną szeregi zakonne w Niepokalanowie, że liczni młodzi chłopcy na ciche wezwanie Niepokalanej są gotowi poświęcić swoje życie dla sprawy Jej Syna i kontynuować dzieło zapoczątkowane i rozwijane przez o. Maksymiliana. Wtedy spokojnie mógłbym zamknąć swoje oczy i odejść, oczywiście nie na "emeryturę", ale tam, gdzie mógłbym wespół ze św. Maksymilianem "obiema rękami" wspomagać tych, którzy dla chwały Niepokalanej będą się trudzić na ziemi.


Młodzieńcze

Jeśli chcesz dzielić z nami radość poświęcenia się Bogu i Niepokalanej, głosić Pokój i Dobro, służyć w braciach najbardziej potrzebujących ubogiemu i ukrzyżowanemu Panu, napisz pod jednym z tych adresów:

Kuria [...]

[s. 316]