Matka Boża w moim życiu (5)

Chciałbym opowiedzieć o moim życiu, w którym były piękne okresy, lecz były i upadki, a nawet zobojętnienie na głos Boży, na matczyną opiekę Niepokalanej. Byłem głuchy i nieczuty na głos sumienia.

Pochodzę z rodziny religijnej, praktykującej, wielodzietnej (15 rodzeństwa). Rodzice wpajali mi od dzieciństwa zasady wiary katolickiej. W gimnazjum byłem prezesem Kółka Eucharystycznego, długi czas ministrantem w parafii katedralnej. Następnie przez dwa lata przebywałem w Małym Seminarium Misyjnym w Niepokalanowie, gdzie spotkałem bł. Maksymiliana. W tym klasztorze rozpocząłem nowicjat, ale po paru miesiącach wskutek jakiegoś nieporozumienia musiałem go opuścić. Czułem się załamany, zgnieciony... Wstąpiłem do pewnego zgromadzenia, ale w studiach teologicznych przeszkodziła mi wojna.

Załamałem się wówczas zupełnie, chociaż zachowałem przy sobie różaniec, otrzymany kiedyś od o. Maksymiliana. Przestałem się modlić. Po wojnie ożeniłem się, ale było to małżeństwo nieudane. Odszedłem od mej żony i zawarłem związek cywilny z inną kobietą. Zniechęciłem się do Kościoła katolickiego, gdyż w pewnych okolicznościach doznałem krzywdy od jego przedstawicieli.

Po pewnym czasie znowu usłyszałem o o. Maksymilianie i o jego dobrowolnej śmierci za kogoś innego w obozie oświęcimskim. Poczułem wyrzuty sumienia. Przypomniały mi się jego słowa, które kiedyś usłyszałem w Małym Seminarium.

W październiku 1971 r. postanowiłem zmienić swoje życie, gdyż oprócz innych trudności popadłem w nałóg pijaństwa. Walka ze sobą trwała przeszło dwa Lata. Ostatecznie, dzięki pomocy bł[ogosławionego] Sługi Matki Bożej Niepokalanej, przezwyciężyłem się, odzyskałem chęć do życia, a w pewnym stopniu i zdrowie, mocno nadszarpnięte w czasie wojny.

Rozważając swoje dotychczasowe życie dochodzę do wniosku, że jest ono zmarnowane... Zgrzeszyłem, bardzo zgrzeszyłem... Pragnę szczerze odwiedzić Niepokalanów, ale w tej chwili nie czuję się godny; abym mógł wstąpić w progi sanktuarium Maryi.

Ufam Szafarce łask i Temu, który się Jej całkowicie aż do unicestwienia poświęcił, że doczekam chwili, w której do Niej i ja powrócę, do Niej i do Jej Syna, którego kapłanem zostać pragnąłem.