Matka Boża w moim życiu (29)

Moja Babcia i Mama potrafiły przejąć od swoich rodziców wiarę żarliwą i głoszoną raczej życiem aniżeli słowem, aniżeli strofowaniem młodych. Babcia uczyła mnie pacierza, modliliśmy się razem do Dobrego Boga.

W wieku przedszkolnym mieszkałem w wiosce, w górach. Jak inne dzieci pasałem krowy i owce, w wolnych chwilach bawiłem się z rów[n]ieśnikami. Pewnego razu prowadziłem konia z wodopoju trzymając go za uzdę, gdy nagle jeden ze starszych kolegów go postraszył. Nie wiedziałem, co się dalej stało, straciłem przytomność. Jak mi później opowiadano, koń poderwał się znienacka, a mnie samego stratowałby na miejscu, ale wyszedłem z opresji bez szwanku. Byłem pod jego kopytami, cud, że mnie nie zmiażdżył.

Z chłopakami chodziłem nad wodę. Patrzyłem, jak inni pływają Ja nie umiałem, trochę im zazdrościłem, patrząc jak oni się pluskają. Jeden z nich, dużo starszy ode mnie, poderwał się i wrzucił mnie do wody. W jednej chwili zawirowało mi w głowie, zobaczyłem gwiazdy i pęcherzyki powietrza ulatujące do góry. W tym momencie mocna dłoń uchwyciła mnie i wyciągnęła na powierzchnię. Oni mieli sporo uciechy, ja wiele strachu, ale śmierć była tuż, tuż; [378]gdyby tak prąd wody zniósł mnie trochę dalej, mogli mnie nie znaleźć.

Skończyłem szkołę, stałem się dorosłym człowiekiem. Nie wiedziałem, jak potoczy się moja droga życiowa: małżeństwo czy stan zakonny. Zacząłem pracować, pracy było wiele, nawet ponad miarę. Wraz z przyjęciem nowych obowiązków odszedłem od Boga. Ale Pan miał też swoje plany. Ja obiecywałem Mu, iż pójdę za Nim, ale były to mrzonki, nie tak łatwo bowiem wyrwać się ze świata, zerwać z nim całkowicie. Urok światowy przysłonił mi Mszę św., częstsze korzystanie z Sakramentów świętych. Trudno wyrazić ten okres czasu - niepokoje duszy, rozterki - po prostu koszmar. Ale "Najlepszy Pasterz" nie dał za wygraną, czekał długo, jest nierychliwy ale sprawiedliwy. Jednakże warto, bo: ..."większa jest radość w niebie z jednego grzesznika pokutę czyniącego, aniżeli z dziewięćdziesięciu dziewięciu sprawiedliwych".

Było to popołudniową porą. Jechałem samochodem; nie wiem, jak to się stało, jadący przede mną pojazdem chciał skręcić w lewo, sygnalizując kierunkowskazem, a odbił w prawo. Ułamki sekund, widok tych, którzy przede mną jechali w samochodzie i nagła decyzja - odbić w prawo, by wymanewrować między słupami betonowymi. Łatwo powiedzieć, trudniej wykonać. Przy szybkości blisko 90-100 km na godz. zderzyłem się ze słupem betonowym. Czułem smak krwi w ustach

potężną siłę, która mnie wyrzuciła z samochodu. Wyleciałem przez lewe drzwi na jezdnię, a słup zwalił się na ziemię; szczęście, że nikt nie jechał za mną. W jednym momencie zatrzymały się tramwaje, ludzie powychodzili i patrzyli - to niemożliwe, aby z tego rozbitego samochodu ktoś wyszedł cały. A jednak tak było - poza potłuczeniem - nic mi się nie stało.

Długo się wahałem, czy wstąpić do klasztoru; ten wypadek zrobił we mnie wyłom wewnętrzny, zacząłem inaczej myśleć. Ale właściwe nawrócenie przyszło w czerwcu 1979 r. Przyjechał wtedy do Polski - Biały Pielgrzym - Jan Paweł II; uczestniczyłem wspólnie z młodzieżą akademicką w tym spotkaniu i głęboko je przeżyłem. Broniłem się przed łaską powołania zakonnego: "Panie, nie!" Ale, gdy zobaczyłem bezpośredniość Ojca Świętego, łzy Węgierki wręczającej kwiaty, to i we mnie coś runęło wobec tego "Wielkiego Serca". Wtedy dokonała się w mej duszy przemiana, rzekłem: "Panie, oto idę, aby pełnić Wolę Twoją". Bardzo się odtąd modliłem i będę modlił się za tego, który mi pomógł zrealizować moje powołanie.

Piszę te słowa, bo mam wielki dług, którego nigdy nie spłacę.

Widzę tylu cierpiących, załamujących się pod ciężarem życia, matek ubolewających nad stratą swych synów, mężów "pijaków". Proszę Was, módlcie się, módlcie się wiele, bo że ja potrafiłem stać się inny, zawdzięczam modlitwie. Przesuwając paciorki wymawiałem "Zdrowaś Maryjo" i wkładałem w tę moją modlitwę całe swoje biedne serce, rozpacz, ból i niezaradność. Zostałem wysłuchany. A jeśli ktoś ma opory, by wstąpić na drogę życia zakonnego - niech się nie lęka, ale poleci się całkowicie Niepokalanej, i jeżeli będzie się Jej "napraszał" - na pewno zostanie wysłuchany.

Grafika tytułowa