Matka Boża w moim życiu (28)

Marzyłam od dziewczęcych lat o szczęśliwym ułożeniu sobie życia. Często modliłam się do Matki Bożej Częstochowskiej o dobrego męża. Widziałam nawet w moim otoczeniu konkretnego kandydata. Modlitwy moje jednak nie zostały wówczas wysłuchane - jak mi się zdawało. Obecnie po latach uważam to za łaskę. Mój "wybrany a niedoszły" popadł w nałóg pijaństwa i unieszczęśliwił inną kobietę. A ja tymczasem poznałam innego chłopca, religijnego i przystojnego. Jesteśmy szczęśliwym małżeństwem od trzynastu lat. Mamy dwie córeczki. On okazał się kochającym mężem i troskliwym ojcem. W intencji uproszenia szczęśliwego rozwiązania, gdy przypadła moja pierwsza ciąża, odbył pielgrzymkę do Częstochowy. Urodziłam ładną dziewczynkę, ale lekarz twierdził, że w mojej sytuacji nie widzi możliwości urodzenia drugiego dziecka. My zaś pragnęliśmy mieć większą rodzinę.

Tym razem kłopoty rozpoczęły się już w drugim miesiącu. Groziło mi poronienie. Mimo sugestii lekarza nie usunęłam ciąży. Z powodu nieustannego krwawienia spędziłam pewien czas w szpitalu. Modliliśmy się bardzo gorąco w tej intencji. Nasza wiara nie dopuszczała mimo wszystko obawy, że płód nie żyje.

Po tygodniu mogłam wyjść ze szpitala. Ze względu jednak na moje zdrowie mąż przejął obowiązki opieki nad dwuipółletnią córeczką, a mnie otoczył prawie . pielęgniarską troskliwością. We właściwym czasie urodziłam drugą córeczkę, mimo iż lekarz "nie dawał gwarancji utrzymania się ciąży". Ale były wielkie, o wiele jeszcze poważniejsze niż przedtem, komplikacje. Tylko opiece Matki Boskiej Częstochowskiej zawdzięczam, że wszystko znowu skończyło się szczęśliwie dla mnie i dla dziecka. Gorąco się wtedy o to modliłam.

Po trzech latach spotkał nas nowy cios, oto młodsza córeczka zaczęła się jąkać. Nie pomogły ćwiczenia z logopedii. Nasze wieczorne modlitwy rodzinne zwykle kończyły się ulubioną przez nas modlitewką: "Pod Twoją obronę". Ale wówczas dołączyliśmy nową modlitwę dla moich córeczek - różaniec. Byliśmy też z córeczką w Częstochowie, a ja pojechałam nawet do Lourdes, prosząc o łaskę dobrej wymowy dla dziecka. Stamtąd przywiozłam cudowną wodę. Córeczka piła ją i odmawiała różaniec. I wybłagała sobie łaskę - jąkanie ustąpiło. Dziecko zapamiętało sobie tę łaskę i źródło, z którego płynęły łaski dla naszej rodziny. Jest wdzięczna Matce Najświętszej.

Kiedyś mąż z córeczkami, wracając samochodem, zabrał ze sobą jednego z franciszkanów, oczekujących przy szosie "na okazję". Ten z wdzięczności przysłał nam "Rycerza Niepokalanej". I odtąd, nie zaniedbując naszej modlitwy do Matki Bożej Częstochowskiej, postanowiliśmy prosić o łaski również św. Maksymiliana. Staramy się też Im dziękować, jeżeli znowu Bóg zsyła nam jakieś dobrodziejstwo, bo wierzymy w Ich wstawiennictwo za nami.

Grafika tytułowa