Urodziłam się w roku 1938 na wsi. Rodzice moi byli katolikami. Ojciec otrzymywał miesięcznik "Rycerz Niepokalanej". Kiedy podrosłam, lubiłam go czytać. Po wojnie przez krótki czas też otrzymywał ojciec "Rycerza" oraz kalendarz. W maju odmawiał ojciec wspólnie z nami litanię, a w październiku różaniec.
Wojnę przeżyliśmy razem całą rodziną. - rodzice i ja. Tylko krótkie rozłączenie: tatusia brali na okopy. Po wojnie rodzice jakoś dość szybko doszli do normalnego życia i przezwyciężyli zniszczenia wojenne. Przybyła mi siostra. W roku 1945 poszłam do szkoły: ukończyłam najpierw podstawową, a później średnią. W tym czasie praktykowałam "pierwsze piątki" i "pierwsze soboty" - czyli w te dni przystępowałam do spowiedzi i Komunii świętej. Gdy byłam panną, modliłam się do Matki Bożej o dobrego męża.
Zostałam wysłuchana: mąż mój nie pije, jest wierzącym i praktykującym katolikiem.
Mam troje dzieci: proszę ustawicznie Matkę Bożą o pomoc w ich wychowaniu. Najstarszy syn urodził się ze skazą: miał czerwone plamy na twarzy. Dużo modliłam się, aby te plamy znikły. I rzeczywiście - po kilku dniach dziecko było czyste na twarzy. Matce Bożej zawdzięczam wiele łask: Uzdrowienie ręki mego męża, utrzymanie zgody w rodzinie. Zostałam wysłuchana i poczuwam się do obowiązku nie tylko wdzięczności, ale i do takiego wychowania dzieci, żeby im przekazać moje nabożeństwo do Matki Bożej, tak jak ja otrzymałam je w spadku po rodzicach. Bo uważam, że tylko w ten sposób moje osobiste nabożeństwo maryjne przyniesie korzyść duchową moim dzieciom i bliskim.
