Matka Boża w moim życiu (16)

Do Chrystusa dążyłam dość krętymi drogami. Wychowałam się w rodzinie licznej i bardzo biednej. Rodzice nie byli w stanie zapewnić nam dobrobytu, ale dali to, co dzisiaj uważam za najcenniejszy skarb. Dali nam Boga. Za to jestem im bardzo wdzięczna.

Od dzieciństwa marzyłam o życiu w klasztorze. Moje marzenia nie mogły się spełnić, gdyż nie miałam posagu ani wyprawy. Mogłam wyjechać do Belgii i tam wstąpić do jakiegoś zgromadzenia, gdzie przyjmowano kandydatki nawet z ubogich rodzin, ale na to się nie zdecydowałam.

Od dziecięcych lat znałam Matkę Bożą i to nie tylko z codziennej modlitwy, lecz bardziej osobiście. Umiałam z Nią rozmawiać jak dorosła osoba. Ile razy w swym dziecinnym życiu znalazłam się w trudnej sytuacji, szukałam u Niej pomocy i byłam wysłuchiwana.

Wyszłam za mąż. Początkowo byłam szczęśliwa. Życie ułożyło się pomyślnie. Wtedy zerwał się mój kontakt z Bogiem i z Matką Bożą: Nie byli mi już "potrzebni".

Praca zawodowa wymagała przykładu ateizmu. Dom, rodzina, mąż obojętny religijnie były wystarczającą motywacją, aby zdjąć krzyż ze ściany, nie klękać do modlitwy, nie tracić czasu na Mszę św., nie afiszować się zbytnio swoimi poglądami, swoją wiarą. Ale Bóg ułożył dla mnie inny plan życia. Stanął na drodze, którą oddalałam się od Niego, podał mi olbrzymi krzyż i kazał iść za sobą. Krzyżem był alkoholizm męża.

Życie domowe stało się piekłem. Wszystko, co dotychczas zbudowałam, zostało zniszczone. Pozostała materialna i moralna ruina. Myślałam, że już koniec, że nie wytrzymam, popełnię samobójstwo.

W tych najcięższych chwilach życia upadłam na kolana przed obrazem Matki Bożej i Serca Jezusowego. Modliłam się. Ale to nie była zwyczajna modlitwa. To był jęk zbolałej duszy wołającej o pomoc. Zostałam wysłuchana.

Dopiero dzisiaj zrozumiałam, że do Boga, do Jego Matki wróciłam przez krzyż. Teraz w każdej potrzebie błagam o pomoc Matkę Bożą, błagam Chrystusa ukrzyżowanego, który jest dla mnie wszystkim.

W świętym Maksymilianie znalazłam nowego opiekuna mojej rodziny. Gdy moją córkę dotknęła ciężka choroba i lekarze byli bezradni, poszłam po ratunek do Niepokalanej i św. Maksymiliana. Zwróciłam się do Nich z tak silną wiarą i z taką ufnością, iż ani minuty nie wątpiłam, że zostanę wysłuchana. Moja ufność została nagrodzona.

Przed laty sama zapadłam na ciężkie zapalenie dróg oddechowych. Do tego doszły nieżyty, stawy, zatoki, polipy, stany ropne w głowie, zawroty głowy, bó1 do utraty przytomności. Lekarz, który mnie leczył, był bezsilny. Skierował mnie na operację głowy. Bałam się tej operacji i postanowiłam szukać ratunku w Bogu. Przez 17 miesięcy modliłam się i prosiłam o zdrowie. W tym czasie nie szukałam żadnej pomocy u lekarzy, nie przyjmowałam lekarstw, nie poddawałam się żadnym zabiegom. Po prostu modliłam się i czekałam. I - do zdrowia powróciłam.

Kiedy wpadł mi w rękę "Rycerz Niepokalanej", postanowiłam opisać fragment mego życia, aby w ten sposób wyrazić wdzięczność Panu Bogu, a ludziom moim braciom i siostrom - dodać odwagi i skierować ich serca tam, gdzie mogą znaleźć pociechę i pomoc.