Matka Boża w moim życiu (11)

Nie wiem, od czego zacząć. Tyle myśli. Jak je poukładać. Równocześnie czuję lęk, czy potrafię i czy jestem godna mówić o Niej. Imię moje: Zdzisława Maria, a męża: Czesław. Mamy trójkę udanych dzieci.

Gdy byłam jeszcze panienką, poznałam chłopca, którego pokochałam z wzajemnością. Rodzice jednak nie chcieli się zgodzić na nasze małżeństwo. W tym czasie po naszej parafii wędrował obraz Matki Bożej. Do Niej udałam się ze swoim strapieniem. Modliłam się ze łzami i prosiłam, aby pokierowała moim życiem tak, by mężem moim został ten, którego uzna za odpowiedniego. Po roku zawarłam związek małżeński z tym, którego kochałam. W dniu ślubu poszliśmy już razem przez Jej cudowny obraz dziękować za dobroć oraz prosić o łaski potrzebne w dalszym życiu.

Jako prezent od rodziców otrzymałam obraz cudownej Matki Bożej. Kiedy jest mi ciężko; patrzę wtedy na Jej oblicze, zapominam o słowach modlitwy, serce żywiej kołacze, do oczu cisną się łzy i nie wiem, co mam powiedzieć. Ona i tak mnie rozumie. Po chwili odchodzę do swoich obowiązków już weselsza.

Kiedy po dwu latach mieliśmy już dwu synków, doszło do kryzysu w naszym małżeństwie: kłótnie, niedomówienia, milczenie. Cóż tu począć? Wtedy akurat ksiądz proboszcz organizował pielgrzymkę na Jasną Górę. Poprosiłam męża, byśmy w niej wzięli udział. Zgodził się. I znów prośby do Matki Najdobrotliwszej o zgodę, miłość, zdrowie i jeszcze cicha prośba o córeczkę. Znów nas wysłuchała. Urodziłam córeczkę, może dla Niej, bo jest bardziej pobożna, chociaż synowie też: Robert był już u pierwszej Komunii św., a Wojtuś pójdzie w tym roku. Monika ma dopiero 4 lata.

W kwietniu przypadnie dziesiąta rocznica naszego ślubu. Proszę Cię, Matko, o łaski, o miłość i zgodę w rodzinie, by dzieci wyrosły na uczciwych ludzi. A jeśli które z nich Bóg zechce powołać do swojej służby, to tak je poprowadź, by stały się godne tego zaszczytu. Bądź zawsze w naszym życiu. Ty wiesz, czego nam potrzeba. Za wszystko dziękuję!