Materializm praktyczny

Zagrożenia duchowe

Świat funkcjonuje poprzez ścieranie się różnych ideologii, poprzez walkę postaw i cywilizacji. Są jednak ludzie, których ideologie nie obchodzą; zajęli się własnymi sprawami. Ideologie traktują instrumentalnie, wykorzystując je we własnym, przyziemnym interesie.

Jakże często widzimy ludzi, którzy co prawda w socjalizm nie wierzą, ale zapisali się do partii socjalistycznej, bo to przynosi korzyści. Co prawda kapitalizm jest im obcy, ale nawet gdy nie są biedni, piszą do znajomych na Zachodzie żebracze listy z ubolewaniem na naszą rzeczywistość, by wyłudzić paczkę. Ileż to ludzi wyjechało ostatnio na Zachód przyznając się fałszywie do działalności w "Solidarności" i prześladowania z tego tytułu, po to by uzyskać materialną pomoc władz kraju osiedlenia lub środowisk polonijnych. Bywają autentyczne emigracje polityczne lub zarobkowe, ale dziś istnieje przede wszystkim emigracja "konsumpcyjna".

Niektórzy Polacy nagle przypomnieli sobie, że mogliby się kwalifikować jako Niemcy z tytułu pochodzenia z Ziem Odzyskanych i wobec tego wyjeżdżają do RFN. Tam sami Niemcy określają ich jako " Volkswagen Deutsch". Nie niemiecki "patriotyzm" tam ich ściągnął, ale pragnienie dobrobytu. Jakoś nie słychać o "Trabant Deutsch".

Postawa czysto materialistyczna w życiu codziennym jest do zaobserwowania wszędzie. Jakże często słyszymy rozważania jedynie pod kątem tego, czy się coś opłaca. A co ja z tego będę miał? Oto podstawowe pytanie, gdy się kogoś prosi o współudział w jakiejś sprawie. Altruizm, ofiarność zanika. Dotyczy to zarówno bogatych, jak i biednych.

Kiedyś ludzie bogaci często poczuwali się do odpowiedzialności za sprawy publiczne. Nie tylko wspierali biedaków, ale i organizowali na własny koszt ogólnie potrzebne instytucje. Tak powstała Biblioteka Raczyńskich i Biblioteka Kórnicka, tak powstał Hotel Bazar w Poznaniu, taką była działalność dr. Marcinkowskiego, gen. Chłapowskiego i Hipolita Cegielskiego. Wielkopolska wiele zawdzięcza społecznej działalności ludzi zamożnych lat minionych.

Dzisiaj wyrasta nowe grono bogaczy, różnych rzemieślników czy ogrodników, czasami lekarzy czy artystów (tych, co się dorobili nieuczciwie, nie wspominam). Jest oczywiste, że w pierwszym pokoleniu, na dorobku, ludzie ci myślą o budowie domku, o zabezpieczeniu przyszłości dzieciom itd. Ale przecież jest tam już drugie pokolenie urodzone w dobrobycie. W środowiskach tych [204]ciągle brak postawy altruistycznej, postawy ofiarności dla dobra ogółu, świadomości, że można na własny koszt zrobić coś ogólnie pożytecznego, z czego osobiście żadnych nie uzyska się korzyści. Warunki do działania w zaborze pruskim wcale nie były łatwiejsze, ale powszechniejsza była ofiarność. Mniejsze były osobiste wymagania. Oczywiście byli tacy, którzy trwonili pieniądze na zbytki, ale byli też i ofiarni, również wśród bogatych.

W kapitalizmie obowiązuje zasada Smitha, że dobrobyt pochodzi z sumy tego, iż każdy dąży jak może do swojej korzyści materialnej. System ten funkcjonuje w sferze praktycznej podnosi średni poziom materialny, ale obniża duchowo, bo bazuje na egoizmie. W socjalizmie obowiązuje odgórne planowanie i wyrównywanie poziomu życia, co odbiera ekonomiczną motywację do lepszej, wydajniejszej pracy. Powszechnie oburzamy się na to wyrównanie, na utrzymywanie nierobów, a zarazem wzdychamy za kapitalizmem, za zasadą Smitha. Tymczasem rzecz w tym, że w życiu ekonomicznym też obowiązuje etyka, też potrzebna jest ofiarność i altruizm. Potrzebny jest ogólny klimat duchowy, który byłby przeciwieństwem materializmu. Miotamy się między socjalizmem a kapitalizmem, zamiast zgodnie z nauką Kościoła traktować pracę jako służbę drugim, służbę, która ma równocześnie zapewnić godziwe utrzymanie rodzinie. Motywacją niech będzie przede wszystkim zadowolenie z dobrze spełnionego obowiązku, z pożytku, jaki moja praca niesie rodzinie i innym.

Duch ofiarności winien obowiązywać nie tylko bogatych. Jest u nas sporo biedy, autentycznego niedostatku, może nie takiego jak w latach wojny czy w XIX w., ale też dającego się we znaki, szczególnie w rodzinach wielodzietnych. Ofiarność jednak obowiązuje wszystkich, niekoniecznie finansowa. Niekiedy ofiara z własnego czasu, pomoc słowem ma większą wagę. Między biedą a zbytkiem jest ogromna rzesza średnio zamożnych, których indywidualnie na wielkie rzeczy nie stać, ale razem z innymi zdziałać mogą wiele - byle nie zabrakło ofiarności. Bezinteresownie można służyć swą pracą, czasem czy groszem. Potrzeb wokoło jest mnóstwo - tylko rozglądać się. Tymczasem częściej wyciągamy rękę, by brać, niż dawać.