Listy z misji franciszkańskich

Nadzieja na zbiory - spalona

Ruiri, 29 lutego 1988

Ave Maria!

Kochani Przyjaciele Misji!

Po ukazaniu się mego listu w jednym z numerów "Rycerza", otrzymaliśmy wiele listów, a we wszystkich czuje się ten sam żar miłości, gotowej służyć Chrystusowi w braciach. I za to pragniemy wyrazić naszą wdzięczność, bo przecież w ten sposób nie jesteśmy sami: mimo odległości wszyscy wspólnie pracujemy w Winnicy Pańskiej.

Ostatnia pora deszczowa całkiem nie dopisała. Cała nadzieja na zbiory została spalona tropikalnym słońcem. Wszelkie zapasy wyczerpały się. Resztę ziarna wsiano w ziemię i z nadzieją patrzono w przyszłość. Dziękowano Bogu za deszcz, który przyjęto jak najcenniejszy dar. Jednak gdy zboże było w połowie wzrostu, słońce zaczęło beztrosko wyrywać ostatnie krople pokarmu z ziemi i roślin, a także nadzieję z ludzkich serc i oczu. Po ponad miesięcznej przerwie przyszedł deszcz, ale już nie zdołał wskrzesić życia spalonego słońcem. A więc znowu nie ma zbiorów. Łzy bezradności kręcą się w oczach, gdy spojrzymy na pola, na których sterczą zeschłe, bezowocne badyle kukurydzy. Dziesiątki ludzi przychodzi do naszej misji żebrząc o pomoc. Sporo dzieci przestało chodzić do szkoły z powodu głodu. A do następnej pory deszczowej pozostał jeszcze miesiąc, do ewentualnych zaś zbiorów jeszcze pięć miesięcy. Ale co siać, gdy każde ziarnko kukurydzy czy fasoli jest na wagę złota dla głodujących? Lęk ogarnia ludzi, gdy pomyślą o jutrze. Jak przetrwać? Co dać maleńkim dzieciom, które jeszcze nic nie rozumieją? Jak wytłumaczyć im, że muszą głodować?

Odwiedziłem najbiedniejszych w ich domach. Wróciłem zdruzgotany. Maleńka lepianka z gliny, pełna dziur, pokryta sianem. Pośrodku palenisko, gdzie gotuje się trochę kukurydzy, którą rano rozdałem w misji. W rogu łóżko, to znaczy duży karton rozłożony na glinianej podłodze, jakaś podziurawiona szmata, strasznie brudna, służąca za okrycie. Na tym łóżku śpią wszyscy razem, to znaczy wdowa i siedmioro dzieci. Prócz tego łóżka, paleniska i jednego garnka nie ma nic więcej. Proponuję reperację domu lub nawet budowę nowego. Jednak wdowa wyjaśnia mi, że właściciel nie zgodzi się na to, gdyż pozwolił im mieszkać tylko na jakiś czas. A sami nie mają nawet skrawka ziemi, na której można by pobudować maleńki domek.

Gdziekolwiek zatrzymałem się, wszędzie podobna nędza. Nie jestem w stanie opisać tego, co dzieje się w sercu, gdy widzi się taką nędzę, a tym bardziej, gdy nie jesteśmy w stanie jej zaradzić.

Kochani Przyjaciele, dziękujemy Wam całym sercem za Waszą współpracę z nami, zwłaszcza poprzez wytrwałą i żarliwą modlitwę. Wierzymy, że jesteście niejako naszymi rękami, którymi rozdajemy pokarm głodnym. Jesteście naszymi stopami spieszącymi do naszych braci, by im służyć. Dziękujemy Wam za Wasze dobre serca!

Szczerze Wam oddany w Chrystusie Zmartwychwstałym

o. Rajmund Marszałkowski franciszkanin

Franciscan Conventual Friars Ruiri Catholic Mission
P. O. Box 472 MERU - Kenya (Africa)

Po karnawale brazylijskim - powódź

Novo Gama, 24 marca 1988

...U nas od 21 marca - kalendarzowa jesień. Tymczasem jest to początek pory suchej, która trwać będzie do końca września. I faktycznie deszcze ustały. A trzeba przyznać, że w tym roku padały obficie. Jak na pewno wiecie z telewizji, były tu ogromne powodzie. Ja jednak widzę w tym, co się tu wydarzyło, przestrogę Bożą. Przed Środą Popielcową odbywa się słynny karnawał brazylijski. Co tu się dzieje, tego opisać się nie da. Gorzej, że w tym roku prze[okł. s. 3]dłużono karnawał na pierwsze dni Wielkiego Postu. W Środę Popielcową w Rio de Janeiro było pożegnanie Figury Matki Bożej Fatimskiej, która od Bożego Narodzenia odwiedzała stolice stanowe i większe miasta. Żegnali Matkę Bożą tylko ludzie starzy, a młodzi tańczyli na ulicach. Na 19 i 20 lutego wyznaczono tańce dla szkół zwycięskich w Rio de Janeiro. I właśnie w tych dniach przyszła katastrofa. Miasto zostało zalane wodą. Zginęło bardzo dużo ludzi. Tysiące domów uległo zawaleniu. Potem przyszły epidemie i znów ludzie umierali. W naszym rejonie, dzięki Bogu, nie było powodzi.

Od 8 do 12 lutego w Jardim da Imaculada odbywał się zjazd przedstawicieli franciszkanów Ameryki Łacińskiej. Obrady były bardzo interesujące. Wielką radością dla nas jest zamianowanie pierwszego franciszkanina, o. Ludwika D’Andrea, Włocha, na stolicę biskupią w Caxias (stan Maranhao). Już się zwrócił oficjalnie do naszej kustodii z prośbą o założenie domu w jego diecezji. Misja włoska w Maranhao także blaga, aby przyjść im z pomocą. W tej właśnie misji pracował obecny biskup; drugi misjonarz utonął ratując grupę młodzieży. W obecnej chwili nie mamy możliwości przyjść z pomocą Włochom...

o. Mirosław Kramek