RYCERZ NIEPOKALANEJ (8)
Drogi Bracie!
Mówisz, że zawiodłeś się na najbliższych i teraz jesteś sam. Czujesz się niepotrzebny, unikasz ludzi, pozornie uciekasz przed problemami, które "nic Cię nie obchodzą", a przecież zamknięty w kilku ścianach swojego małego "ja" chciałbyś znaleźć jakieś wyjście z tej sytuacji.
Mylisz się twierdząc, że nie ma idei i ideałów, że "pojęcia Są tylko wyrazami" i ludzkość zapomniała, co znaczy miłość.
Pragnę dzisiaj podzielić się z Tobą pewną radosną wiadomością: jest ktoś, kto nas kocha, Ciebie i mnie. On jest wielkim władcą, rządzi całym światem, i tak bardzo troszczy się o wszystko, że zauważywszy nadłamaną polną trawę, dokładnie w to miejsce upuszcza kroplę rosy, aby zaleczyć ranę. Wszystko, co żyje, oddaje Mu cześć! On jest Bogiem. Kiedy przedstawiał się Mojżeszowi, powiedział: "Jestem, który Jestem" (Wj 3,14). To Jego imię, bo On jest, zawsze i wszędzie. Wiesz, oprócz tego, że nas kocha, dla każdego ma również wspaniały plan. Widzisz, jest Ktoś, kto już wcześniej pomyślał o tym, co jest dla Ciebie najlepsze.
Ja sama zmarnowałam wiele czasu, zanim do tego doszłam. Kiedyś bardzo często użalałam się nad sobą i wymyślałam różne skomplikowane sytuacje, występując w nich w roli skrzywdzonej przez... no właśnie, przez kogo?
Nieustanne zabieganie o "jakieś" (a więc żadne) wypełnienie pustki, ciągłe pytanie, co będę robić jutro, za rok, za dziesięć lat... doprowadziło do tego, że w pewnym momencie poczułam się samotna i szalenie nieszczęśliwa, bo nic nie wiedziałam. Stan taki trwał dopóty, dopóki podczas modlitwy nie odkryłam w Piśmie świętym słów, skierowanych do każdego z nas: "Albowiem tak Bóg umiłował świat, że Syna swego jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne" (J 3,16).
Miałam wrażenie, że znalazłam się w nieznanym mieście i kiedy zrezygnowana szukałam pomocy, bo nie wiedziałam, jak się w nim poruszać, niespodziewanie ktoś dał mi do ręki jego plan. Jaka radość! I wdzięczność dla Osoby, która pomyślała o mnie i zatroszczyła się o to, abym nie zbłądziła. Czy wiesz o tym, że nie musisz już szukać bez celu? Czy wierzysz, że Bóg ofiarował nam swego Syna, abyśmy nie chodzili w ciemności? A może na Twojej półce z książkami leży gdzieś Pismo Św[ięte]? Zajrzyj tam, a przekonasz się, jak cenne rady i wskazówki ono zawiera. To Jezus zostawił nam coś w rodzaju przewodnika po labiryncie codzienności, to On mówi do nas przez proroków i apostołów na jego kartach.
Pomyśl, jak bardzo nas kocha, skoro przyszedł po to, abyśmy mieli prawdziwe życie. Miłować tak, jak On - nikt nigdy nie umiał i umieć nie będzie.
Ktoś kiedyś powiedział, że "kochać, to pragnąć dobra drugiego człowieka". A Bóg pragnie naszego dobra: Twojego i mojego. Jeśli Mu zaufasz, sam się o tym przekonasz.
Obok praw fizycznych, które rządzą światem materialnym, istnieją także prawa duchowe, które regulują nasz stosunek do Boga.
Bóg miłuje Ciebie i ma dla Twojego życia wspaniały plan.
(Podane teksty biblijne należy w miarę możliwości czytać łącznie z kontekstem bezpośrednio z Biblii).
Miłość Boża
"Albowiem tak Bóg umiłował świat, że Syna swego jednorodzonego dal, aby każdy, kto weń wierzy, nie zginął, ale miał żywot wieczny" (J 3,16).
Boży plan
Chrystus Pan mówi: "Ja przyszedłem po to, aby owce miały życie i miały je w obfitości" (chodzi tu o życie mające pełną wartość i cel [J 10,10]).
Dlaczego jednak większość ludzi nie posiada życia w obfitości?
M.
Stalowa Wola, 11 VI 1984 r.
Droga Redakcjo,
Po przeczytaniu czerwcowego "Rycerza" postanowiłam napisać, by podzielić się swoimi myślami, uwagami na temat artykułu "Trudna miłość Agaty". Nie wiem, dlaczego połączyłam go z "Prawem miłości w małżeństwie". Wydaje mi się, że te dwie na pozór odrębne wypowiedzi nawzajem się uzupełniają i stanowią jedną całość.
Problem poruszony przez autorkę listu, Agatę, może wydawać się błahy a zarazem ważny i trudny. Ważny, gdyż taka jest spra{-241-}wa wyboru, wartościowania, a trudny ze względu na złożoność sytuacji i różne alternatywy jego rozwiązania. Bardzo słuszną rzeczą wydaje mi się poruszenie w ogóle takiej kwestii, gdy rzeczywiście wiele ludzi przeżywa wewnętrzne rozterki, rozdarcia i nie jest w stanie im podołać.
Rytm dzisiejszego życia zdaje się zaprzeczać możliwości życia duchowego, wewnętrznego, ale jednak tak nie jest. Są ludzie, którzy przyjmują życie zwyczajnie takim, jakim ono jest ze wszystkimi jego barwami. Śmiem sądzić, iż w większości są to ludzie powierzchowni, choć praktyczni, pożyteczni. Drugi rodzaj stanowią ci bardziej wewnętrzni i oni to najczęściej plączą swe życie we własnych myślach, niepewnościach i wpadają w pułapkę zastawioną przez swoją osobowość. Pomoc nie jest rzeczą łatwą, gdyż szukając "za" i "przeciw", chcąc rozgraniczyć prawdę od fałszu, dobro od zła, prawdę i fikcję, można zgubić tę granicę i wtedy człowiek nie wie nic. Trudno jest wtedy żyć, jeżeli zgubi się granicę między właściwym wyborem a wyborem z przypadku czy też z pomyłki, z niewłaściwego odczytania swojej drogi życiowej, swojego powołania czy też sprawy tak delikatnej jak przyjaźń. Chociaż sprawdza się ona w trudnościach, to jednak pomyłka pozostawi gorycz, rozczarowanie. Druga przyjaźń może okazać się tym bardziej trudna, gdy w grę wchodzi właśnie sprawa wyboru, "hierarchii wartości", gdy się chce prawidłowo odczytać Boże plany w stosunku do swojej osoby, by później je realizować.
Na pewno przed trudnym wyborem stanął Jacek: chce być lojalny wobec dziewczyny, a równocześnie pragnie słuchać głosu Boga, który tyle miejsca zajmuje w jego duszy. Jacek nie chce popełnić błędu, rozminąć się z właściwym powołaniem, chce być wierny Bogu, lecz nie wie, nie jest pewny, czego Bóg od niego oczekuje. Myślę, że zrozumienie przyjdzie samo z czasem. Nie musi to być nadzwyczajne objawienie, lecz coś, co pozwoli zadecydować. Musi jednak pamiętać, że człowiek nigdy nie jest pewny słuszności swojej decyzji. Ma jednak wolną wolę i może wybierać. Bóg nie staje na drodze, nie krępuje nikomu rąk, a daje wolność, możliwość wyboru. To tylko człowiek może się "uwięzić" w ciasnych ramach swojej ograniczoności. Jacek, który potrafi tak rozmawiać z Bogiem, modlić się, chyba jest wyczulony na każdą Bożą interwencję w ludzkie życie, jego życie. Może otrzyma tę łaskę poznania. To dobrze, że jest cierpliwy i wierny, że nie aklamuje swojej dziewczyny. Po przemyśleniu powinien się z ufnością rzucić w przyszłość i iść wybraną przez siebie drogą nie oglądając się wstecz ani nie żałując, ufając, że jest to dobry wybór. Tylko wtedy będzie on rzeczywiście trafny, da satysfakcję i zadowolenie. Bo przecież nikt oprócz Boga nie zna odpowiedzi na pytanie - co jest słuszne, prawdziwe? Nam pozostaje tylko ufność, pokora i modlitwa.
Czy Jacek jest postacią pozytywną? Wydaje mi się, że tak. Przemawia za tym jego cierpliwość, wytrwałość, chęć przebaczenia, pragnienie realizowania Bożych planów i próby wprowadzenia ich w życie. Co prawda realiści mogliby mu zarzucić "kobiecą naturę" ze względu na brak zdecydowania, stanowczości. Jednak są to [242]sprawy zbyt ważne, by przeciąć je jednym zamachem bez zastanowienia.
Pozostaje tylko postać Agaty. Wspaniale, że oboje potrafią się zrozumieć i są prawdziwi wobec siebie. Miłość Agaty jest wystawiona na próbę. Nie wolno jej w żadnym wypadku decydować za Jacka czy podświadomie go zmuszać. Jego decyzja musi dojrzeć i być indywidualna. Myślę, iż Agata, jeżeli kocha, może śmiało jakiś czas zaczekać, aż sprawy dla niej nabiorą konkretnych kształtów. Wszak Jacek poślubi ją, jeśli w ogóle wybierze małżeństwo. Czy wybierze? Tego nikt nie wie i to zależy tylko od niego. Musi dokładnie przeanalizować swoje predyspozycje, pragnienia. Nie może się bać przyszłości, konsekwencji swojego czynu, bo do świętości można dojść każdą drogą. Trzeba tylko usilnie walczyć o realizację w życiu tego, co się nosi w sercu. Nie jest to łatwa walka.
Czy Agata straci czas, jeżeli Jacek jej nie wybierze? Myślę, że nie. Dlaczego? Ukazał jej Boga, a poza tym z listu wynika, iż jest jeszcze młoda i od Jacka dzielą ją kilometry; pomimo spotkań a nawet spędzonych wspólnie rekolekcji odważę się stwierdzić, że nie znają się dostatecznie dobrze. Listy są wspólną rzeczą, można poznać duszę człowieka, lecz wzajemne obcowanie ze sobą (stałe) może okazać, czy mamy na tyle mocy, by zaakceptować drugiego człowieka. (Nikt nie jest bez wad). Zastanawiające jest na przykład, że listy dla Agaty są czymś tak ważnym, a sama osoba partnera traktowana nieraz wręcz odwrotnie. Dlaczego? Może Agata kocha swój wymarzony ideał a nie kogoś, kto chciałby się jej ofiarować? (Jacek). "Któregoś dnia przyjechał do mnie... i wtedy runął mały, szczęśliwy światek". Jednak na to pytanie musi odpowiedzieć sobie sama zainteresowana. Ważne jest bowiem dostosowanie wartości noszonych w sercu do życia w rzeczywistości. -"Po przyjeździe z rekolekcji było mi dosyć trudno żyć znowu zwykłym, szarym życiem, pełnym zmartwień i kłopotów" - stwierdza.
To wspaniale, że Agata i Jacek poznawali się w takich warunkach, ale czyż nie jest to poznanie jednostronne, delikatne, nie potwierdzone realnym trudnym życiem pełnym problemów? Czy zdołają wytrwać w Bogu, w tych pięknych przedsięwzięciach? Czy czują się na tyle mocni? Co Jackowi podoba się w osobie Agaty (czy) i za co ją kocha? Na te i inne pytania byłaby pełna odpowiedź, gdyby Agata i Jacek próbowali więcej przebywać ze sobą, widzieć się w różnych życiowych sytuacjach - nie tylko na oazie. Wtedy można myśleć o małżeństwie.
A co by było, gdyby Jacek wybrał małżeństwo, a osoba Agaty byłaby zaskoczeniem? Trudno jest pisać o czyichś sprawach, tym bardziej tych, których się dostatecznie nie zna.
Starałam się odpowiedzieć na pytanie postawione przed listem, lecz czy mi się choć trochę udało, czy zostałam zrozumiana, nie wiem. Zdaję sobie sprawę, że pogmatwałam to wszystko, ale trudno dać jednoznaczną, krótką odpowiedź.
Szczęść Boże!
Krystyna

