List z Nagasaki

15 marca 1990 r.

Maria!

Drodzy Bracia,

Chociaż jestem zajęty po uszy, pragnę napisać parę słów na Święta Wielkanocne. Zawitał tu okręt z pasażerami z Polski, od których otrzymałem Wasze medaliki. Oprowadziłem ich po klasztorze, bo o to bardzo prosili, a także po miejscu, gdzie spadła bomba atomowa. My w Japonii jesteśmy przekonani, że w Polsce jest bieda, a tu przyjechało aż 400 rodaków na wycieczkę. Więc chyba nie jest znów aż taka bieda, bo dosyć dobrze wyglądają. "Bóg zapłać" za medaliki.

U nas na 60-lecie przybycia o. Maksymiliana do Japonii będzie Msza św. w kościele w Oura. Odprawi ją kardynał Józef Satowaki. Poza tym nasza drukarnia ma wydać specjalny numer "Seibo no Kishi".

Przed tygodniem byli z telewizji z Tokio pod przewodem pewnego księdza Amerykanina, który wziął sobie za cel nadawać w telewizji 15-minutowe programy o katolicyzmie. Już to prowadzi od trzech lat i właśnie o. Wenanty Mizuura, redaktor "Rycerza", zaprosił ich tutaj, żeby i o nas coś ogłosili, a właściwie o o. Maksymilianie. Zgodzili się i przez cały dzień robili różne zdjęcia, a także i mnie wciągnęli, bym im udzielił wywiadu. Między innymi powiedziałem, że gdy nie było jeszcze w naszej drukarni falcówki, tośmy ręcznie łamali "Rycerza", tak że nieraz nawet krew wychodziła z palców. Dopiero jak przyszła falcówka, tośmy odetchnęli trochę. Ale pewnego dnia ta falcówka nie chciała pracować. Br. Romuald i ja usiłowaliśmy ją naprawić, ale się nie udało, więc w końcu zawołaliśmy o. Maksymiliana. Ten wchodząc powiedział: "Co, drogie dzieci, znów ten kusy wsadził swój ogon, co?". Zaczął ruszać to kółka, to taśmę, tu i tam się dotknął i w końcu mówi: "Spróbujcie, może już uciekł ten, co bruździ sprawie Niepokalanej". No i o dziwo... maszyna zaczęła świetnie pracować. O. Maksymilian uśmiechając się powiedział "Maria" i szybkim krokiem poszedł do swojej pracy. Myśmy stanęli jak wryci. To tylko święci mogą podobne rzeczy robić.

Jak to będzie w telewizji, to zrobię wideo i Wam poślę film.

W "Seibo no Kishi" też publikuję artykuły o o. Kolbem z moich pamiętników, tylko bardzo krótkie, bo nasz "Rycerz" w porównaniu z waszym jest mniejszy, więc trudno o dłuższy opis.

Brat Maciej podupadł na zdrowiu, do kościoła już nie chodzi, bo nogi spuchnięte, więc lekarz zakazał. Codziennie jeździ do szpitala na opatrunki.

Na razie zakańczam tę bazgraninę. Jak tutaj byli ci Polacy z okrętu, to mówili, że mi już jest trudno po polsku rozmawiać, czasem brakuje mi słów.

Pozdrawiam wszystkich i życzę radości wielkanocnej Niepokalanej.

Z prośbą o modlitwę za nas, grzeszników.