Rosyjski powieściopisarz Fiodor Dostojewski podjął w powieści Bracia Karamazow na nowo stary problem sensu cierpienia. W rozdziale pt. "Bunt" każe dwom braciom rozmawiać o cierpieniu dzieci. Mówi starszy, Iwan Karamazow:
- O wszystkich innych łzach ludzkich, którymi przesiąknięta jest na wskroś ziemia, nie powiem ani słowa... Mój ograniczony po euklidesowemu rozum mówi mi tylko jedno: jest cierpienie, a nie ma tych, którzy by zawinili.
Iwan nie chce się zgodzić ze zwykłym argumentem, że cierpienie niewinnych znajduje wytłumaczenie w "wyższej harmonii" rzeczy:
- Zbyt wysoką cenę wyznaczono za tę harmonię. Nie na moją kieszeń płacić aż tyle za wejście. Dlatego chcę jak najprędzej zwrócić mój bilet... Nie, ażebym nie uznawał Boga. Nie, Alosza... Ja zwracam Mu tylko z szacunkiem mój bilet.
Iwan nie chce się buntować. Nie rzuca w niebo przekleństw. Wie, że buntem żyć przecież nie można. Jednak ten niewierzący z miłości nie umie pogodzić się z cierpieniem niewinnych.
Alosza, młodszy Karamazow, nie podejmuje dyskusji. Nie ośmiela się szukać słowa, które ukazałoby bratu wyższy i głębszy sens tego cierpienia i wspaniałość Bożych planów, które wyprowadzają dobro również ze zła... Jedyną odpowiedź uznaje za sensowną: - w milczeniu wskazuje na cierpiącego Chrystusa i w milczeniu całuje buntujące się przed chwilą wargi brata.
Żydówka, Simone Weil, która - jak miliony z jej narodu - doświadczyła niezawinionej gehenny cierpienia, rozumie Iwana:
- Cokolwiek ofiarowano by mi za jedną łzę dziecka, nie ma nic, co byłabym gotowa przyjąć... Nic, zupełnie nic, co zdoła pomyśleć ludzki rozum.
* * *
Zaduszkowe nabożeństwo ekumeniczne pod kopulą mauzoleum osłaniającą prochy ofiar Majdanka. Listopad 1983 r. Rocznica apokaliptycznego dnia, w którym hitlerowcy w tym obozie, przy huczącej z gigantofonów muzyce, zastrzelili ponad 18 tysięcy Żydów. W czterdziestą rocznicę tamtej zbrodni wskrzeszono pamięć żydowskich dzieci, które trzęsąc się z zimna na mrozie, w samych koszulinach, czekały na swoją kolej.
- Zaraz wam będzie ciepło - pocieszał oprawca.
* * *
Młode małżeństwo, szczęśliwi rodzice dwojga udanych dzieci, z chrześcijańską radością oczekują na trzecie. Przychodzi na świat - kaleka. Wkrótce rozwieją się wszelkie nadzieje. Nigdy nie będzie biegało. Nie pójdzie do szkoły. Nie będzie jak inne dzieci. Nieuleczalne.
Kto wyjaśni sens śmierci tysięcy żydowskich dzieci?... Może wytłumaczę, że cierpienie prowadzi do większej duchowej dojrzałości? Jakiej i czyjej? I za jaką cenę?
Na przesiąkniętej niewinną krwią ziemi Majdanka powstanie ekumeniczna Świątynia Pokoju. Będą tam przychodzić ludzie różnych religii i przekonań, by wspólnie milczeć wobec tajemnicy cierpienia i by wspólnie zaradzać cierpieniu drugich. Chrześcijanie spotykać się będą pod krzyżem. Będzie im przypominał, że Bóg również doświadczył niezasłużonego cierpienia i że On jeden zna do głębi jego sens.
Nieszczęśliwym rodzicom kaleki trzeba by przesłać jakieś dobre słowo. Jakie słowo? Jaka mądrość je zna? Napiszę, że cierpienie pochodzi z ręki Boga? Czy nie zbluźnię? Powiem, że zło pochodzi z grzechu? Czy nie skrzywdzę? Czy nie przywołam myśli o zbiorowej odpowiedzialności?
Przeglądam moje stare kazania tłumaczące cierpiącym tajemnicę ich niedoli. Wstydzę się tych pewnych siebie wyjaśnień. Za prostych i za pewnych. Ten, kto nigdy naprawdę nie cierpiał, jakżeż łatwo spekuluje o wzniosłej tajemnicy cierpienia...
Włożę do koperty obrazek z Matką stojącą pod krzyżem Dziecka. Przeczytają może wypisane u dołu słowa:
"Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami!
I Ty, któraś współcierpiała, Matko Bolesna, przyczyń się za nami!"
Niepokalana, Królowa nieba, musi być i to jak najprędzej uznaną za Królową wszystkich ludzi i każdej duszy z osobna w Polsce i poza jej granicami na obydwu półkulach. Od tego, śmiemy twierdzić, zależy pokój i szczęście poszczególnych osób, rodzin, narodów, ludzkości.
Od dziś więc, bez wytchnienia, wszyscy, całą swą ufność położywszy nie w zlocie, ani w pysznej zarozumiałości, jak biedni masoni, ale, i to jedynie, w Niepokalanej, wszechmocnej potęgą Boskiego Syna, ofiarujmy czynem (modlitwą, umartwieniem i pracą) samych siebie "bez żadnego zastrzeżenia" Niepokalanej, by stać się narzędziem w Jej ręku do szerzenia w duszach wszystkich Jej królowania. Dołóżmy wszelkich sił, by Ona przez swego "Rycerza" i swój medalik zdobyła świat.
Św. Maksymilian M. Kolbe [s. 102]

