Oj, wy, kobiety! Dokąd chcecie iść? Tak wcześnie!
Martwicie się, kto odsunie kamień, który zagrodził wejście do grobu Pana.
Dlaczego nie poprosicie muskularnych mężczyzn?
Idziecie same. Zapomniałyście, że przy grobie są strażnicy.
Może ci sami, co biczowali, krzyżowali.
Ich nauczono bić. Oni znają swój fach.
Cios płazem miecza zadany może być bardzo niebezpieczny.
Przy grobie nie wolno robić zbiegowiska.
O Panu trzeba zapomnieć, skazać Go na niepamięć,
wyrwać z serca, dobrą gumką wytrzeć z historii.
Oj, wy, kobiety! Dokąd idziecie? Z motyką na słońce?
Co chcecie czynić? Gdzie wasz rozsądek? - Ten zdrowy.
Wbrew wszystkiemu poszłyście. Pana nie było w grobie.
Dał sobie radę z kamieniem, ze strażnikami.
Wiedziałyście, przeczuwałyście, że tak będzie?
Kto wam powiedział, że po Ukrzyżuj Go będzie Zmartwychwstał?
Kto was nauczył takiej ufności?
Nic nie pozostaje, tylko głęboko skłonić się waszej nadziei.
Szedłeś do Pana. Droga była wyboista, trudna.
Napotkałeś kamień. Nie dało się go ominąć.
Nie było objazdu.
Kamień przeszkadzał popatrzeć w oczy.
Własne. Dzieci. Rodziców. Innych ludzi.
Pamiętasz? Pan zrzucił go z twego serca w przepaść.
Wtedy. Przy konfesjonale.
Wstałeś wcześnie. Niedziela. Jedyna w roku.
Tylko w owym dniu wstajesz tak rano.
Wiesz, że słońce wzejdzie o minutę wcześniej?
Spojrzysz na wschodzące słońce i zapytasz,
jaka będzie pogoda,
jakie są bazie tego roku, czy można nimi dotknąć policzka?
Czy serce zabije w rytmie dzwonu rezurekcyjnego?
Czy potrafi zaśpiewać - Wesoły nam dzień...
Oj, ty, chrześcijaninie!
Kłaniasz się nadziei kobiet ewangelicznych.
Wbrew wszystkiemu - znajdź w sobie nadzieję i skłoń się przed nią.
A potem podnieś czoło. I idź!
W radosną nadzieję ZMARTWYCHWSTANIA.
