Korona druga była czerwona

Opowiadanie o dwu koronach św. Maksymiliana słyszał prawie każdy, kto zna jego żywot. Specyficzny urok opowiadania sprawia, że jest ono bardzo popularne. Łatwo się je zapamiętuje i chętnie przyswaja, zwłaszcza wśród młodzieży.

Jest ono podobne do średniowiecznej baśni, w której realizm przeplata się z fantazją, a prawda z bajką. Opowiadania tego słucha się jak legendy z dawnych wieków, bo i tu świat doczesny styka się z nadprzyrodzonym. Lecz jeśli to opowiadanie miałoby się przyjąć za legendę, to za taką, która ma wpływ na dzień dzisiejszy. Nazwę bowiem "dwie korony" chętnie przyjmują chóry śpiewacze i młodzieżowe zespoły muzyczne. Dwu koron używają plastycy jako motywu dekoracyjnego na obwolutach i okładkach książek, na plakatach, odznakach itp.

Przypomnijmy sobie treść opowiadania. W liście z dnia 12 października 1941 r. matka św. Maksymiliana pisała: "Już przedtem wiedziałam z nadzwyczajnego zdarzenia z lat dziecięcych o. Maksymiliana, że umrze on śmiercią męczeńską. Nie pamiętam, czy to było już po pierwszej jego spowiedzi czy jeszcze wcześniej. Pewnego razu coś mi się u niego nie podobało. Powiedziałam mu: «Mundziu, nie wiem, co z ciebie będzie». Potem nie myślałam o tym. Ale zauważyłam, że dziecko zmieniło się nie do poznania.

Mieliśmy taki skryty ołtarzyk, do którego on często się wkradał i modlił się z płaczem. W całym zachowaniu się był ponad swój dziecinny wiek; zawsze skupiony, poważny, a na modlitwie zapłakany. Zaniepokoiłam się, czy czasem nie chory. Pytam go: «Co się z tobą dzieje? Mamusi musisz wszystko opowiedzieć». Drżący ze wzruszenia i ze łzami mówi: «Bardzo prosiłem Matkę Bożą, żeby mi powiedziała, co ze mnie będzie. Potem, gdy byłem w kościele, znowu Ją prosiłem. Wtedy ukazała mi się Matka Boża. Trzymała dwie korony: jedną białą, drugą czerwoną. Spojrzała na mnie z miłością i spytała, czy chcę te korony. Biała znaczy, że wytrwam w czystości, a czerwona, że będę męczennikiem. Odpowiedziałem, że chcę»".

Tyle relacja matki. Nie sposób dziś sprawdzić, ile w opowiadaniu zawiera się prawdy. Pani Kolbowa i wszyscy, którzy w tej sprawie mogliby dać jakieś wyjaśnienia, już odeszli z tego świata. Czasy, w których miało się to zdarzyć, należą do okrytej mrokiem przeszłości. Mroków tych nie zdoła już nic rozproszyć. Możemy jednak to opowiadanie rozważyć w świetle wydarzeń, które dokonały się niedawno, których jesteśmy świadkami i które nie ulegają wątpliwości.

Dobrze pamiętamy, że 17 października 1971 roku papież Paweł VI zaliczył Maksymiliana Marię Kolbego do tych wyznawców nauki Chrystusowej, którzy osiągnęli zbawienie i cieszą się szczęściem wiecznym w niebie, czyli ogłosił go błogosławionym.

Kościół św. przepisuje na każdy dzień odpowiedni kolor szat liturgicznych. Na dni, w których czci błogosławionych i świętych wyznawców, przeznaczył szaty koloru białego. Takiego właśnie koloru szat używano we Mszy św. o bł. Maksymilianie. Można więc w pewnym sensie powiedzieć, że w dniu beatyfikacji Maksymilian Maria Kolbe otrzymał koronę białą.

Natomiast 10 października [1982] r. Jan Paweł II w akcie kanonizacyjnym orzekł: "...uznajemy i ogłaszamy błogosławionego Maksymiliana Marię Kolbego świętym; wpisujemy go do katalogu świętych i postanawiamy, że jako święty męczennik ma być czczony pobożnie w całym Kościele Powszechnym". Przyznano więc o. Maksymilianowi chwałę męczenników. Dla męczenników zaś Kościół zarezerwował w liturgii kolor czerwony. Maksymilian Maria Kolbe otrzymał więc w niebie koronę chwały należną wyznawcom Chrystusowym oraz koronę świętych męczenników. Tu na ziemi dokonało się to poprzez dwa odrębne akty, w których za każdym razem najwyższy Pasterz podjął taką decyzję i ogłosił ją wszystkim wiernym. Stało się więc tak, jak słyszeliśmy w przytoczonym wyżej opowiadaniu matki Świętego: 10 października otrzymał drugą koronę, tę czerwoną. Nie wiem, czy wśród świętych Kościoła jest ktoś drugi, który byłby wyróżniony w taki właśnie sposób.

Byłoby pewnie za dużo dopatrywać się w beatyfikacji, a zwłaszcza w kanonizacji dowodu na potwierdzenie prawdziwości opowiadania o dwu koronach; zastanawiająca jest jednak jego zbieżność z faktami. Nie jest to jedyna rzecz dziwna. Mówią, że na świecie jest wiele rzeczy, o których filozofom nawet się nie śniło. Do nich należy zapewne i to, że nawet w takim wieku jak ten święci żyją wśród nas, my się o nich ocieramy, a Bóg przez nich ingeruje w nasze życie.