Kolęda nocy wigilijnej

Wśród polskich kolęd, śpiewanych w okresie Bożego Narodzenia, znajduje się Cicha noc - kolęda ciesząca się wielką popularnością dzięki swym czarującym słowom i wspaniałej melodii. Jej początek datuje się od roku 1818.

Był dzień wigilijny. Ks. Józef Mohr, wikariusz we wsi alpejskiej Obendorf, przygotowywał się do kazania na Pasterkę. Ktoś zapukał. W drzwiach ukazała się wieśniaczka otulona grubą chustą. Zwróciła się do księdza z prośbą, by niezwłocznie udał się do ubogiej żony węglarza i pobłogosławił ją i jej nowo narodzone dziecko. Kiedy ks. Mohr przybył do skromnej izby, ujrzał na surowo ciosanym łożu młodą matkę, szczęśliwie uśmiechniętą i tulącą swoją dziecinę. Kapłan wzruszył się tą sceną - przypomniała mu fragment ewangeliczny o narodzeniu Jezusa w Betlejem, nad którym zastanawiał się przed opuszczeniem plebanii. Ochrzcił dziecię i pobłogosławił matkę. W drodze powrotnej spostrzegł, że we wszystkich domach trwają przygotowania do Wi[gi]lii.

Po Pasterce ks. Mohr usiadł przy biurku i zaczął pisać słowa nowej pieśni o cudzie nocy. betlejemskiej. Rano, w dzień Bożego Narodzenia, nauczyciel śpiewu w szkole wiejskiej i serdeczny przyjaciel ks. Mohra, organista Franciszek Gruber, [22]przeczytawszy utwór ułożył do słów melodię. Katolicki kapłan i protestancki organista nie przeczuwali jeszcze, że ich kolęda wkrótce podbije świat. Nie zyskałyby ona sławy w tak krótkim czasie, gdyby nie przypadek. Do tamtejszego kościoła przybył sławny organomistrz Karol Mauracher, by naprawić organy. Po skończonej pracy poprosił organistę 9 ich wypróbowanie. Gruber zagrał m.in. i tę pieśń, którą sam skomponował do słów ks. Mohra. Zachwycony organomistrz, po powrocie w swoje strony, nauczył dzieci tej nowej, uroczej i chwytającej za serce pieśni bożonarodzeniowej. Niebawem stała się ona tak popularna, że otrzymała nazwę "pieśni z nieba".

W tyrolskiej wsi najpiękniejs2e głosy miały dzieci rodziny Strasserów: Karolina, Józef, Andrzej i Amalia. Corocznie udawały się do Lipska, by sprzedawać cieszące się dużym popytem rękawiczki skórkowe, wyrabiane przez ich rodziców. W tym wielkim przemysłowym mieście czuły się bardzo zagubione. Dla dodania sobie odwagi często śpiewały różne pieśni, a m.in. kolędę Cicha noc, która wywierała duże wrażenie na przechodniach. Pewnego dnia przy śpiewających dzieciach zatrzymał się pan Pohlen, dyrektor generalny orkiestry królewskiej. Podarował im bilety wstępu na koncert, którym sam dyrygował w starym domu cechowym lipskich sukienników. Po swoim koncercie oznajmił melomanom, że z programem pieśni wystąpi jeszcze czwórka dzieci z najpiękniejszymi głosami, jakich od lat nie słyszał. Pierwszą pieśnią onieśmielonych dzieci była właśnie Cicha noc. Słuchacze zamarli przez chwilę w zachwycie, po czym zagrzmiała burza niemilknących oklasków.

- To było rzeczywiście bardzo piękne, wspaniałe - rzekł do dzieci obecny na koncercie król. - Nie słyszeliśmy nigdy takiej wigilijnej pieśni. Skąd ją znacie?

- To tyrolska pieśń ludowa - odpowiedział najśmielszy Józef.

- Może chcielibyście przybyć na zamek i nam ją zaśpiewać podczas nabożeństwa? - zapytała królowa.

I tak na Boże Narodzenie roku 1832, w czasie uroczystego nabożeństwa w królewskiej kaplicy w Pleissenburgu, dzieci ze wsi tyrolskiej śpiewały swą uroczą "pieśń z nieba":

Cicha noc, święta noc...
pok6j niesie ludziom wszem,
a u żłóbka Matka Święta
czuwa sama uśmiechnięta
nad Dzieciątka snem.

Sława tej kolędy zataczała coraz szersze kręgi, wszędzie budząc podziw i wzruszenie. W roku 1839 rozbrzmiewała już w Nowym Jorku. Dziś znana jest w ponad 50 językach i bez niej trudno sobie wyobrazić Boże Narodzenie.

A w kaplicy w Obendorfie i w Salzburgu odbywają się corocznie w wigilię Bożego Narodzenia specjalne nabożeństwa, w czasie których chóry wykonują w kilku językach Cichą noc, kolędę zwaną "pieśnią z nieba".

Grafika tytułowa art. Kolęda...