Dwadzieścia pięć lat temu w ubogiej dzielnicy stolicy Japonii, Tokio, zmarła młoda dziewczyna. Pogrzeb jej stał się wielką manifestacją mieszkańców tego osiedla, którzy w ten sposób okazywali swoją wdzięczność dla jej osoby.
Kim była Kitahara Reiko (rodzina nazywała ją Satoko), po przyjęciu chrztu zwana Elżbietą Marią? Dlaczego zwracała uwagę prasy, radia i pisarzy?
Urodzona 22 sierpnia 1929 roku w rodzinie profesora biologii i agronomii, pierwsze lata spędziła jak wszystkie inne dzieci w szkole, gdzie oprócz zwyczajnych podstawowych przedmiotów, uczyła się pisma artystycznego i muzyki. W czasie wojny pracowała w zakładach samolotowych mimo stosunkowo młodego wieku. Potem skończyła liceum, a następnie wydział farmacji. Pod wpływem hiszpańskich Sióstr Matki Bożej od wykupu niewolników poznała katolicyzm i w roku 1949 w uroczystość Chrystusa Króla została ochrzczona.
I dopiero wtedy zaczęła się prawdziwa przygoda jej życia: dzięki pośrednictwu polskiego misjonarza franciszkańskiego, brata Zenona Żebrowskiego, zetknęła się z tak zwanym "Miastem Mrówek". Było to osiedle najuboższych śmieciarzy, gałganiarzy, którzy zamieszkiwali nędzne szopy w części parku nad rzeką Sumi- da, w centrum Tokio. Początkowo miała tylko przygotować z dziećmi śpiewy na Boże Narodzenie, potem jednak zapragnęła pomóc tym ludziom i stała się sama śmieciarką, a nawet zamieszkała w "Miasteczku Mrówek".
Praca "zawodowa" stała się wkrótce tylko fragmentem jej szerokiej działalności charytatywnej i apostolskiej: nauczała dzieci, opiekowała się chorymi, interweniowała w urzędach, pomagała przy organizowaniu rozrywek. Po trzech latach pobytu napisała nawet książkę Chłopcy z Miasta Mrówek, następnie w prasie publikowała artykuły i wywiady, bijąc na alarm w sprawie bezdomnych i wydziedziczonych.
Ustawiczne prace wyczerpały szybko jej chorowity organizm, ale po rocznym odpoczynku w domu rodziców powróciła do ukochanego "miasteczka" i dalej służyła swoim najbiedniejszym bliźnim, aż zgasła w swym bezgranicznym poświęceniu dnia 23 stycznia 1958 roku.
Wszystkich uderzało jej głębokie umiłowanie modlitwy, zwłaszcza różańcowej, jej bezgraniczna ufność w pomoc Matki Bożej. Dzięki jej działalności kilkanaście osób z "Miasteczka Mrówek" przyjęło chrzest, a całe osiedle stało się właściwie gminą chrześcijańską, zwłaszcza od chwili, gdy zbudowano kościółek i grotę Matki Bożej Niepokalanej z Lourdes.
W notatniku swoim zapisała: "Ofiarowałam Panu wszystko, co mam i czym jestem. Niechaj się spełnia Jego wola, nie moja. Jeżeli pomyślę, że wszystko jest w rękach Opatrzności, serce moje nie traci spokoju. Dlaczego nie miałabym być zdolna do zniesienia upokorzeń i cierpień? Święci przeszli zwycięsko wszystkie próby! A Jezus sam, czy nie niósł Krzyża?... Elżbieto Mario, jak pięknie jest cierpieć i rozważać. Byleby tylko to było dla chwały Bożej. Cierp, pracuj i składaj wszystko w ofierze. Otom ja służebnica Pańska, niech mi się stanie wedle woli Twojej".
Od swej przyjaciółki, matki Marii od Aniołów, przejęła zasadę "uśmiechać się w każdej chwili życia". Zanotowała w swym pamiętniku: "Przemieniam wszystko w modlitwę, uśmiechając się zawsze, jak Matka Boża na obrazku".
W czasie Mszy św. żałobnej za duszę Elżbiety Marii, celebrans powiedział: "Świat chwali działalność Kitahary Reiko, ale nie powinno się zapominać o cierpieniach tej młodej dziewczyny w chorobie i w innych okolicznościach jej życia, ani też pomijać tego, że stawiła im czoło i przezwyciężyła je".
Jej życie było niby piękny bukiet ułożony z cierpienia, modlitwy, miłości bliźniego. Jej ożywiona działalność czerpała swą siłę z głębokiego wewnętrznego oddania się Bogu przez Niepokalaną Matkę Bożą. A wśród wszystkich wpływów na tę duszę nie zabrakło i pośredniego udziału świętego Maksymiliana Marii.
