W samych początkach chrześcijaństwa, kiedy to raz po raz wybuchały prześladowania pierwszych wyznawców Chrystusa, szczególnym kultem otaczano męczenników, którzy przelali krew w obronie wiary. Ich ciała grzebane były w katakumbach, gdzie zbierano się na wspólne modlitwy, a na ich grobach sprawowano Ofiarę eucharystyczną. Uważano też ich za świętych, gdyż oddali oni za ukrzyżowanego Mistrza z Nazaretu to, co mieli najcenniejszego - własne życie.
W następnych wiekach, po edykcie mediolańskim z r. 313, zazwyczaj miejscowi biskupi udzielali pozwolenia na oddawanie publicznej czci sługom Bożym. Niejednokrotnie takie pozwolenie sprowadzało się do wyrażenia zgody na rozpowszechniony już kult wśród wiernych na terenie danej diecezji. Jednak i w takich wypadkach najpierw przeprowadzano postępowanie dowodowe, którego celem było stwierdzenie świętości życia kandydata na ołtarze i praktykowania przez niego cnót w stopniu niezwykłym, czyli heroicznym. Kiedy zaś chciano rozszerzyć kult na cały Kościół, zwracano się z prośbą do Stolicy Apostolskiej. Ze względu na to, że nie we wszystkich wypadkach postępowanie dowodowe było przeprowadzane z należytą sumiennością i wnikliwością, papież Aleksander III wydał w r. 1170 dekret zastrzegając beatyfikację Stolicy Apostolskiej. Natomiast Sykstus V wszystkie sprawy dotyczące beatyfikacji i kanonizacji sług Bożych powierzył założonej przez siebie w r. 1558 Kongregacji Świętych Obrzędów.
W ciągu pierwszego tysiąclecia nie istniała wyraźna różnica między beatyfikacją a kanonizacją. Nie było też jasno sprecyzowanych ustaw, które by normowały postępowanie w tej dziedzinie. Jednak z biegiem czasu różni papieże zaczęli dokładniej określać cały sposób postępowania, a ostateczne przepisy dotyczące spraw beatyfikacyjnych i kanonizacyjnych wydał w r. 1634 Urban VIII.
Podstawowa zasada mówi, że publiczny kult wolno oddawać tylko tym zmarłym, których Kościół zaliczył w poczet świętych lub błogosławionych. Kościół natomiast nikogo nie zalicza w poczet świętych lub błogosławionych, dopóki gruntownie nie zbada jego ziemskiego życia. Odpowiednie postępowanie odbywa się w formie ścisłego procesu sądowego, prowadzonego z niezwykłą dokładnością i obiektywizmem. W sprawie przyznania lub uznania publicznego kultu jakiegoś sługi Bożego właściwym sędzią jest wyłącznie papież. Proces przygotowujący tego rodzaju orzeczenie jest zastrzeżony odnośnej kongregacji, zwanej dziś [229]Kongregacją do Spraw Świętych. Kanonizować można tylko takiego sługę Bożego, który oficjalnie został zaliczony w poczet błogosławionych.
Beatyfikacja Maksymiliana Marii Kolbego odbyła się w Rzymie prawie przed 11 laty (17 X 1971) i odbiła się szerokim echem w całym chrześcijańskim świecie. Dokonał jej osobiście papież Paweł VI, co stanowiło wyjątkowe wydarzenie; wskazywało to na znaczenie, jakie tej beatyfikacji przypisywał sam następca św. Piotra. Mówiło się wówczas w wiecznym mieście, że cała uroczystość dorównywała właściwie kanonizacji.
W bieżącym roku 10 października odbyła się kanonizacja bł. Maksymiliana. Wydarzenie to trzeba uważać za wyjątkowy dar nieba dla współczesnego świata, a w szczególności dla Narodu polskiego. Nastąpiło ono bowiem w czasie rozpoczętego jubileuszu 600-lecia pobytu cudownego obrazu Matki Bożej Częstochowskiej na Jasnej Górze. Chyba można to uważać za wymowny znak Niepokalanej Dziewicy, wynagradzający Jej sługę koroną chwały. Przecież wszystko, czego dokonał Maksymilian, zmierzało, jak sam się często wyrażał, do zdobycia całego świata dla Boga przez pośrednictwo Maryi. Tak nas radująca kanonizacja miała miejsce tuż po zakończeniu obchodów jubileuszowych poświęconych 800-leciu urodzin św. Franciszka z Asyżu, co znów przypomina bliskość naszego Świętego ideałom umbryjskiego Biedaczyny.
Oby ta kanonizacja przyczyniła się do rozszerzenia i umocnienia braterstwa w dzisiejszym, rozdartym nienawiścią świecie oraz do zrozumienia tej podstawowej prawdy, podkreślanej wielokrotnie przez Ojca Świętego Jana Pawła Il, że droga Kościoła, a więc i droga każdego chrześcijanina, wiedzie przez drugiego człowieka, że do Boga dochodzi się przez bliźniego i z bliźnim, czego znamienny przykład dał św. Maksymilian Maria Kolbe.
