Jeszcze przeżycia z kanonizacji 10 X 1982

Plac św. Piotra. Ogromna rzesza Polaków z całego świata. Ze wszystkich zakątków zjechali rodacy dla tej jednej sprawy, której na imię św. Maksymilian.

Cierpliwie czekałem na wpuszczenie na Plac. Ścisła kontrola karabinierów. My, Polacy, nieczęsto mamy okazję brać udział w tak wielkim święcie całego narodu. A to, że Papież-Polak ogłosił całemu światu nowego polskiego świętego zdarzyło się jak dotychczas, tylko jeden raz!

Najrozmaitsze transparenty, flagi państwowe, herby miast i hasła. Przed ołtarzem figura Świętego z - brązu - dar Papieża dla Niepokalanowa. Halabardnicy na straży; stoją jak posągi wrośnięci: w stopnie, prowadzących do bazyliki św. Piotra, schodów z

Słonecznie. Plac - wypełniony pielgrzymami, a wszyscy jakby zauroczeni - patrzą w jeden punkt-w Ojca Świętego. Piotr naszych czasów, Wielki Papież, jak mówią Włosi, celebruje gigantyczną uroczystość - Mszę św. kanonizacyjną ze specjalnymi modlitwami i czytaniami. "Maksymilian nie umarł, ale oddał życie za: brata!... I dlatego pełnią mojej władzy apostolskie z postanowiłem, że Maksymilian Maria Kolbe, który w wyniku beatyfikacji był czczony jako wyznawca, winien odtąd doznawał czci również jako męczennik" - słowa Papieża kończące homilię. Znamienne to słowa. Maksymilian Święty i Męczennik. Sięgnął o dwie korony: białą i czerwoną.

Każdy na pewno - na swój sposób przeżywał tę uroczystość niecodzienną. Ja osobiście szukam ciszy niezatłoczonego kościoła. Trudno mi przeżywać tak wielkie [115]wydarzenia w atmosferze strzelających aparatów fotograficznych i kamer filmowych, łopoczących transparentów. Ale tak musiało być.

Dopiero potężny śpiew wszystkich Polaków w Hymnie nadziei: Boże, coś Polskę... wyzwolił we mnie jakieś szczególne odczucia i siły, które pomagają. Bez dyrygenta i batuty zanosiliśmy tę pieśń w jednym zgodnym zawołaniu i prośbie... Łzy kobiet i mężczyzn. Wszystkich, młodych i starszych, zespalało nas w jedno w czasie Mszy kanonizacyjnej. Później, po Anioł Pański z Papieżem, błogosławieństwo Ojca Świętego dla wszystkich obecnych na Placu i dla tych, co pozostali w kraju i prośba Ojca Świętego do wszystkich ludzi na świecie o modlitwy za nasz kraj...

Nikt nie śpieszył się z opuszczeniem placu św. Piotra. Pielgrzymi w małych grupkach spacerowali, głodni - posilali się, zmęczeni - odpoczywali wokół fontanny, a każdy myślami był wśród swoich bliskich w Polsce.

Chciałbym jeszcze opowiedzieć o dwu moich spotkaniach: z Mojżeszem - Michała Anioła i z Asyżem - św. Franciszka. Czekałem na te spotkania.

Posąg Mojżesza. Myślę, że czeka, aby przemówić. Nie przemówił do swojego twórcy, ale artysta tchnął w tę bryłę marmuru jakąś tajemnicę tworzenia. I zda się, że Mojżesz przysiadłszy tylko, czeka...

Tam właśnie w kościele św. Piotra w Okowach, przy rzeźbie Michała Anioła mogłem spokojnie podziękować św. Maksymilianowi za te chwile dokonania się czegoś wielkiego, po prostu podziękować za to, że tu jestem...

A Asyż? W tym miasteczku, przylepionym do stoku góry o zagadkowej atmosferze radości i słońca, odczuwałem, jakby ktoś nawoływał: zatrzymaj się!...

Tam trzeba przystanąć, popatrzeć na dolinę umbryjską i odrzucić wszystko; może niekoniecznie tak, jak to zrobił ten Szaleniec Boży... może inaczej...

Wróciłem do swoich z obrazem wciąż aktualnych, prostych, a zarazem głębokich i pięknych idei Franciszkowych. I wydaje mi się, że trzeba było św. Maksymiliana, - aby niejako na nowo zobaczyć św. Franciszka.

(z przemówienia wygłoszonego w kościele OO. Franciszkanów w Warszawie 25 listopada 1982 r.)

Grafika do art. Jeszcze przeżycia...

[Fot. s. 114] Jan Paweł II u stóp figury św. Maksymiliana Marii Kolbego.