Jestem tutaj

MŁODY RYCERZ NIEPOKALANEJ (3)

Nieraz myślałem, żeby zostać kapłanem, ale to przechodziło. Rzeczy tego świata przesłaniały mi tę myśl. Chciałem zostać aktorem, dziennikarzem, w końcu - lekarzem. Z taką właśnie myślą po szkole podstawowej rozpocząłem naukę w liceum ogólnokształcącym. Byłem także ministrantem. Często zastanawiałem się nad sensem życia, nad jego celem. Wyjeżdżałem też na rekolekcje dla ministrantów, na dni wspólnej służby liturgicznej. Coraz częściej słyszałem w głębi duszy głos Chrystusa: "Pójdź za mną". Im bliższa była matura, tym mocniej dojrzewała we mnie myśl, by zostać kapłanem. Ale z czasem stwierdziłem, że potrzebuję więcej, że kapłaństwo to jeszcze nie to. Chciałem Bogu poświęcić wszystko i nic nie zostawić dla siebie. Zacząłem szukać. Pisałem do bonifratrów, rozmawiałem z marianami, znałem werbistów. Interesowały mnie misje święte, interesował drugi człowiek. Widziałem brak miłości człowieka do człowieka, widziałem, jak odsuwano na bok Boga, jak świat odchodził coraz bardziej z drogi prowadzącej do zbawienia.

W 1983 roku byłem na pieszej pomorskiej pielgrzymce na Jasną Górę. Na jednym z noclegów obok naszej grupy nocowała grupa franciszkańska. Wieczorem jeden z braci kleryków przyszedł do nas po wodę na herbatę. Może to śmieszne, ale zwróciłem uwagę na jego habit. Wiedziałem, że jest to habit franciszkański, ale

o zakonie franciszkańskim nic nie słyszałem ani nie wiedziałem. Po powrocie do domu w "Rycerzu Niepokalanej" znalazłem adres do Kurii Prowincjalnej w Warszawie. Zaraz też napisałem prosząc o informacje o Zakonie. Po pewnym czasie napisał do mnie o. Ignacy Rejch, potem o. Janusz Jędryszek - i tak zaczął się mój kontakt z franciszkanami.

Dlaczego wybrałem Zakon Franciszkański?

To był październik. Byłem już w klasie maturalnej. Trzeba było podjąć decyzję. Materiały i informacje dotyczące Zakonu Św. Franciszka, które otrzymałem, przeczytałem jednym tchem. Zachwyciła mnie postać św. Franciszka, jego miłość, odwaga i radość. W lutym pojechałem na rekolekcje powołaniowe do Łagiewnik. Wróciłem i jeszcze nie wiedziałem. Ale Bóg sam odpowiedział, co mam zrobić. Otóż całkiem przypadkiem w naszej parafii był wyświetlany film o św. Franciszku. To mnie utwierdziło. Franciszkanie - to było to, czego szukałem: życie w ubóstwie, posłuszeństwie, czystości, życie zgodne z ewangelią Jezusa Chrystusa, głoszenie światu Dobrej Nowiny, wzywanie ludzi do pokuty, dawanie przykładu swoim własnym życiem... Wiedziałem już, że Chrystus chce, bym szedł do Niego śladami św. Franciszka, głosząc światu "Pokój i Dobro".

Dlatego jestem tutaj.

Grafika do art. Jestem tutaj

[Fot. s. 82.]