W roku bieżącym święcimy sześćsetlecie cudownego obrazu Matki Bożej na Jasnej Górze. Znany każdemu Polakowi obraz jest widomym znakiem obecności na tym miejscu Tej, którą on przedstawia. Naród jest o tym niezbicie przekonany.
Wyrazem tej wiary są pielgrzymki, które zdążają na Jasną Górę. Płyną stulecia, przemijają pokolenia, wartko toczą się dzieje świata, a rzesze pielgrzymie idą i idą. Corocznie szły tysiące, potem dziesiątki i setki tysięcy, teraz coraz częściej miliony. Kto potrafi zliczyć wszystkich pątników, którzy w znoju, w trudzie zdążają na ten szczyt, szczyt nie tak wyniosły, a przecież dostrzegalny w całej naszej ojczyźnie? A gdy zmęczeni ponad miarę, często skrzywdzeni, staną na upragnionym szczycie, zaczynają rozmowę z czułą Matką. Trzeba widzieć te oczy, te twarze rozmodlonych ludzi. Ile w nich wiary! Z jaką ufnością składają u stóp swej Matki i Opiekunki ciężary, których już dłużej dźwigać nie mogą. Skarżą się, płaczą, żalą, wyrażają swą wdzięczność. I czują się zrozumiani, wysłuchani. Znajdują ulgę w bólu, rozwiązanie trudności, pokrzepienie ducha. Nie żałują więc poniesionych trudów w czasie drogi. U Matki czują się szczęśliwi.
Trwałym świadectwem wiary w obecność Maryi w sanktuarium częstochowskim są liczne wota. Na znak wdzięczności zawieszały je na ścianach świątyni tysiączne ręce. Dniem i nocą opowiadają, że wiara tych, którzy zaufali Maryi, nie została zawiedziona. Świadczą, że nie omylili się oni w swojej ufności. Wota są zatem znakiem dwu rzeczy: z jednej strony wiary ludu polskiego, a z drugiej, że Maryja jest tu rzeczywiście, że wysłuchuje modłów i odpowiada działaniem.
Wota i opisy nadzwyczajnych łask, spisanych w kronikach klasztornych, przenoszą sprawę obecności Maryi na Jasnej Górze ze sfery domysłów do kręgu rzeczywistości. Ma to ogromne znaczenie dla nas, ludzi dwudziestego wieku, domagających się faktów i dowodów.
Działanie częstochowskiej Pani jest o wiele rozleglejsze, niż wynikałoby to z ilości widocznych znaków. Przecież stosunkowo niewielki tylko procent pątników wyraża swoją wdzięczność za odebrane łaski w formie znaków materialnych czy zapisów kronikarskich. Któż pozna tych, którzy byli załamani, a odeszli podniesieni na duchu? chwiali się w wierze, a zostali umocnieni? byli zastraszeni, a odzyskali odwagę? w rozpaczy - nadzieję? w zniechęceniu - otuchę? Wszyscy prosili o łaskę i ją otrzymali. Wdzięczność zachowali w sercu, nie mówiąc o tym nikomu. Tak trwa od wieków: lud wierzy, Matka darzy łaskami. Naród coraz ściślej wiąże się ze swoją Matką. Zwycięska obrona klasztoru w czasie "potopu" szwedzkiego zjednoczyła rozbity naród. Śluby Jana Kazimierza i ogłoszenie Maryi Królową Polski oficjalnie oddały Polaków pod Jej władzę, uprawomocniły to, co i przedtem było rzeczywistością. W latach niewoli i podczas ostatniej okupacji, gdy wszystkie światła dla Polski pogasły, Maryja z Częstochowy była ostatnim promykiem świecącym w ciemnościach.
Nic dziwnego, że cześć dla Matki Bożej rośnie i potężnieje w narodzie, zwłaszcza po drugiej wojnie światowej. Kult ten wyrażał się w odnowieniu ślubów królewskich, w uroczystościach tysiąclecia chrztu Polski, w nawiedzeniu wszystkich parafii przez kopię cudownego obrazu i przez niezapomnianą pielgrzymkę oddanego Maryi papieża Jana Pawła II.
W sześćsetną rocznicę pobytu obrazu Matki Bożej na Jasnej Górze pragniemy okazać wdzięczność za wszystkie łaski. Chcemy to zrobić możliwie najdoskonalej. Mamy nadzieję, że w tak ważnej dla nas chwili weźmie udział Jan Paweł II. Ufamy, że Maryja usunie wszystkie przeszkody, aby ten, który przed całym światem wyznał, że do Niej całkowicie należy, mógł przybyć na zaproszenie ks. kard. Józefa Glempa, Prymasa Polski, do swojej Ojczyzny na wielkie dni naszej Matki i Królowej, Jasnogórskiej Pani.
