Jan Paweł II w Katowicach 20 VI 1983

Długie oczekiwanie mimo ulewy

Śląsk jest szary i zadymiony, a dnia 20 czerwca [1983] r. był też zadeszczony. Takiego wrażenia doznali ci, którzy owego dnia przybyli do Katowic ze słonecznego Poznania. Ślązacy jednak mimo deszczu, burzy z błyskawicami i piorunami w dżdżu i w wodzie ciągnęli ze wszystkich kierunków w stronę lotniska na Muchowcu. Samorzutnie powstaje myśl, że to obraz losu ludu śląskiego, który, podobnie jak tego dnia, pokonywał niesprzyjające warunki atmosferyczne, w historii przedzierał się przez burze dziejowe i przeciwności losu, aby złączyć się z macierzą i obronić swoją wiarę. Nawałnica, która rozszalała nad miastem, nie pozwalała na przemarsz okazałych zwartych grup w paradnych strojach, z rozwiniętymi sztandarami i przy dźwiękach muzyki. Na punkt zborny zdążano raczej jakby w rozsypce. Lecz jeśli pod uwagę weźmie się ostateczny efekt w postaci nieprzejrzanych tłumów, które wypełniły 80-hektarowe lotnisko, to trzeba przyznać, że wiara na Śląsku żyje. Pielgrzymi zaczęli się zbierać już od rana, mimo iż wiadomo było, że Papież przybędzie dopiero późno po południu. I rzesze te trwały nieustępliwie, mimo iż nad nimi przewalały się burze, padał deszcz, woda sięgała w niektórych miejscach do kostek. Zauważono, że w Katowicach było mniej dekoracji niż w innych miastach. Spostrzeżenie prawdziwe, ale zapomina się przy tym dodać, że gdzie indziej nie było tak niesprzyjającej aury. Owszem, Śląsk zawsze szary na ten dzień przybrał inne oblicze. Dekoracje, sztandary maryjne, papieskie, narodowe, transparenty, obrazy, figurki Matki Bożej, wstęgi, plakaty na tle codziennej szarzyzny nabierały wymowniejszego wyrazu. A twarze ludzi, mimo pochmurnego nieba, rozjaśnione, pogodne, radosne.

Długie godziny oczekiwania skracano bogatym programem. O godzinie 10 wspólny różaniec. Modlitwę przeplatały występy różnych grup artystów i amatorów. O godzinie 15:30 intronizacja obrazu [358]Matki Bożej z Piekar. Madonna na to spotkanie z Ojcem Świętym wędrowała z Piekar do Katowic od ostatniej niedzieli maja. Po drodze nawiedziła szereg kościołów parafialnych. A wiadomo, że Matka Chrystusa nie przechodzi bez śladu; Szafarka łask Bożych urabiała serca ludzkie, przygotowując je na ten wielki dzień. Obraz umieszczono u stóp olbrzymiego krzyża kwietnego wieńczącego ołtarz. Modlitwy, pieśni, koncerty kierowano teraz do Pani Piekarskiej. O godzinie 16 Msza św. koncelebrowana przez kardynała Jana Króla z Filadelfii wraz z biskupami i kapłanami. Po podniesieniu padający deszcz przekształcił się w burzę. Po Mszy św. znowu część artystyczna; m.in. deklamacja wiersza Słowackiego:

"...Pośród niesnasek Pan Bóg uderza w ogromny dzwon. Dla słowiańskiego oto papieża otworzył tron".

Papież przybywa

Wreszcie nadlatują helikoptery. Radość i wrzawa! Radość próżna, bo w pierwszych maszynach nie było upragnionego Gościa. W końcu przybył ten oczekiwany. Biała sylwetka w drzwiach śmigłowca wywołała nowy wybuch entuzjazmu. Gościa z Watykanu przywitał gospodarz diecezji ks. bp Herbert Bednorz i władze wojewódzkie. W pewnej chwili do aktu powitania przyłączyli się na swój sposób i ci, którzy nie mogli przybyć ze względu na wykonywaną pracę pod ziemią - górnicy - uruchomili syrenę pobliskiej kopalni. Po oficjalnych powitaniach Ojciec Święty zajął miejsce w samochodzie i wśród żywiołowych okrzyków radości, przy śpiewie i owacjach przejechał pasami startowymi pośród tłumów.

Po wejściu Ojca Świętego na podium, bp H. Bednorz wygłosił krótkie przemówienie i nałożył wtedy Papieżowi stułę na ramiona, aby wypełnić swe przyrzeczenie, złożone w 1979 r., gdy Ojciec Święty podarował ją dla sanktuarium piekarskiego, że ją zwróci Papieżowi w swojej diecezji.

Gdy Papieża witał przedstawiciel górników, deszcz ponownie przeszedł w ulewę, a potem w burzę. Bóg doświadczał wiary zgromadzonego ludu. Nikt się jednak nie ruszał, nie szukał schronienia.

Rozpoczęło się maryjne nabożeństwo z Papieżem. Najdoskonalszy opis nie wyrazi w pełni treści nabożeństwa, gdyż występuje tu osobiste przeżycie każdego z uczestników, a także całej wspólnoty w spotkaniu z Chrystusem, który dotrzymuje obietnicy, że będzie zawsze tam, gdzie dwaj lub trzej zgromadzą się w imię Jego.

Wrażenie było wielkie, gdy na poszczególne wezwania odpowiadał potężny śpiew milionowych rzesz: "Maryjo, Maryjo, Polski jesteś Królową". "Maryjo, przyjmij dzięki za hojny łaski zdrój". "Niech łaska Twoja zawsze nam sprzyja, módl się za nami, Zdrowaś Maryjo".

W ostatniej modlitwie nabożeństwa Ojciec Święty. poświęcił kamienie węgielne dla kościołów wznoszonych w wielu miejscowościach.

Następnie Papież zaczął przemówienie.

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Drodzy Bracia i Siostry! Z całego serca dziękuję wam za zaproszenie do Piekar.

Moje pielgrzymowanie do Piekar Śląskich, do sanktuarium Matki Bożej w diecezji katowickiej, ma swoją wieloletnią historię. Jako metropolita krakowski byłem zapraszany ze słowem-Bożym na ostatnią niedzielę maja, kiedy - to odbywa się doroczna pielgrzymka mężczyzn i młodzieży męskiej. Pielgrzymka ta jest szczególnym wydarzeniem w życiu Kościoła nie tylko na Śląsku, ale w całej Polsce. Przybywają wówczas do Piekar mężczyźni i młodzieńcy z rozległego rejonu przemysłowego, który przekracza granice Śląska katowickiego zarówno w kierunku na zachód, w stronę Opola, jak też i na wschód w stronę Krakowa. Dzisiaj - podobnie, z tym, że ramy pielgrzymki rozrosły się. Nie jest to już tylko spotkanie stanowe, ale ogólne: witam przeto i pozdrawiam z całego serca wszystkich obecnych: Braci i Siostry, Mężczyzn i Kobiety, Młodzież męską i żeńską! Wszystkie rodziny!

W tym miejscu nastąpiła dość długa przerwa - zapanowała cisza. Może niektórzy zaczęli się niepokoić. Wówczas z głośników popłynął ponownie głos:

«Żyje i będzie dalej mówił». Wierni zareagowali oklaskami i okrzykami: Niech żyje Papież! Gdy owacje przeciągały się, Ojciec Święty powtórzył:

«Żyje i będzie mówił, jak mu pozwolicie». W odpowiedzi rozległ się śpiew: Sto lat. Wtedy ludzie usłyszeli żartobliwe:

«Lepiej do tych stu lat nie czekać, tylko od razu powiedzieć». To znowu wywołało radość słuchaczy. Papież, gdy doszedł do głosu, kontynuował przemówienie.

Piekary pielgrzymują

Na to spotkanie w Piekarach czekałem od roku 1978. Czekałem wytrwale i z ufnością. I wy również - czekaliście wytrwale [359]i z ufnością. Kiedy zaś stało się ono możliwe w tym roku, okazało się, że na Wzgórzu Piekarskim wszyscy się nie pomieścimy. I dlatego trzeba było przenieść Piekary na to lotnisko w pobliżu Katowic, na którym się znajdujemy. Aby odbyć dzisiejszą papieską pielgrzymkę do Piekar - trzeba było, aby Piekary same tym razem wyruszyły na pielgrzymkę!

Tak się też stało. W ramach Jasnogórskiego Jubileuszu 600-lecia przybywam dziś do sanktuarium w Piekarach, a Matka Boża ze swego sanktuarium łaskawie wychodzi mi na spotkanie.

To spotkanie przybrało kształt wielkiej modlitwy Kościoła Katowickiego. Modlitwa trwa od ostatniej niedzieli maja, odkąd wizerunek Pani z Piekar Śląskich wyruszył w kierunku miejsca dzisiejszego spotkania, nawiedzając po drodze poszczególne parafie. W dniu dzisiejszym zaś tu - na tym lotnisku - od rana trwa modlitwa towarzysząca przybyciu wizerunku z Piekar Śląskich. Przede wszystkim: modlitwa różańcowa - a w parze z tym śpiew, czytania i rozważania wedle z góry przygotowanego programu. Ustalonego i wypełnianego - ze śląską dokładnością.

Ślązaków modlitwa nie nuży

Pytam samego siebie: czy po tylu godzinach modlitewnego przygotowania macie jeszcze dość siły, aby wysłuchać papieża?

Tu ponownie Ojciec Święty nawiązał ten niezrównany dialog z ludem, jak to tylko on potrafi. Bo chociaż pytanie skierował do samego siebie, ale lud zakrzyknął: Mamy! I natychmiast zaczął skandować: "Niech żyje Papież!".

- Pytam raz jeszcze: czy nie jesteście nazbyt utrudzeni i przemęczeni? (Odpowiedź: Nie!)

- Przemęczeni to może nie jesteście, ale przemoczeni!

Znowu okrzyk, ale tym razem niezbyt pewny i kłócący się z sobą. Jedni krzyczeli: Nie! inni się śmiali, bo przemoczeni byli. Ojciec Święty rzekł tonem pytania:

- Też nie?

- Nie! - zabrzmiało.

- No więc dzięki Bogu za ten deszcz (wywołało to wesoły śmiech), bo wam ulżył tego upału, jaki dzisiaj mieliśmy w Poznaniu (dokończył Papież). Aż dziw, tutaj deszcz, a tam od rana słońce, czerwcowy upał.

Otóż pamięć dawniejszych spotkań w Piekarach mówi mi o tym, że Ślązacy i wszyscy ludzie ciężkiej pracy z tego rejonu przemysłowego, niełatwo się męczą modlitwą. Prócz tego: potrafią tak modlić się "interesująco" w swojej wielkiej gromadzie, że modlitwa ich nie męczy. Odchodzą ze swojego sanktuarium - może strudzeni - ale nie przemęczeni. Owszem, zabierają z sobą świeże siły ducha do ciężkiej codziennej pracy.

Śląskie "Szczęść Boże!"

I dlatego - dziękuję Kościołowi Katowickiemu za to dzisiejsze spotkanie. Dziękuję Biskupowi Herbertowi, który mnie tu po wielekroć zapraszał jako metropolitę i kardynała - a kiedy postanowił, że zaprosi [360]również jako papieża, nie spoczął, dopóki tego swojego postanowienia nie przeprowadził. Pozdrawiam razem z Nim biskupów: Józefa, Czesława i Janusza, którzy trwają w jedności biskupiego posługiwania. Pozdrawiam Kapitułę i całe Duchowieństwo: was, Drodzy Bracia Kapłani, z którymi wiążą mnie więzy, czasem nie mniej bliskie, niż z moimi braćmi kapłanami z archidiecezji krakowskiej. Pozdrawiam z całego serca Zakony męskie i żeńskie, życząc, aby ich ewangeliczne powołanie owocowało na niwie wielkiej ludzkiej pracy, z jaką się na co dzień spotykają. Pozdrawiam Seminarium Duchowne, z którym byłem w przeszłości związany: jako profesor i jako metropolita krakowski. Niech seminarium to kwitnie nadal obfitością powołań diecezjalnych i misyjnych.

Wszystkim pracowitym instytucjom diecezjalnym (między innymi "Gościowi Niedzielnemu"), mówię po śląsku, w obliczu Matki Bożej z Piekar: "Szczęść Boże!".

Lud odpowiedział trzykrotnym: "Szczęść Boże!"

Pozwólcie, że jeszcze pozdrowię obecnych tutaj Kardynałów polskich: Księdza Prymasa, Metropolitę krakowskiego i niemieckich: z Mogu[n]cji i z Berlina, a także wszystkich obecnych Biskupów z Polski i z zagranicy.

Wierni zaaprobowali powitanie oklaskami. Po chwili Ojciec Święty podjął.

Myślałem, że wszystko wiem - a nie wiem. Okazuje się, że jest też Kardynał Jan Król z Filadelfii w Stanach Zjednoczonych i jest poza tym, jak wspomniałem, wielu Biskupów z Polski, a także z zagranicy, których razem z wami serdecznie witam. (Znowu oklaski).

Praca jako więź z Bogiem

Wchodzę tutaj w wielką modlitwę, która trwa nie tylko od ostatniej niedzieli maja, nie tylko dziś od rana - ale trwa od pokoleń, wypełnia każdy rok, każdy dzień.

Niegdyś - gdy jeszcze nie było współczesnego Śląska, ale był już wizerunek Matki Bożej w Piekarach - w tę mod[l]itwę włączył się król polski Jan III Sobieski, idąc na odsiecz Wiednia.

Dziś ja - Biskup Rzymu, a równocześnie syn polskiego Narodu, pragnę włączyć się w modlitwę współczesnego Śląska, który w wizerunek Pani Piekarskiej wpatruje się jako w obraz Matki sprawiedliwości i miłości społecznej.

I dlatego też tę modlitwę pragnę wyprowadzić z wielorakiej pracy, tak jak wy ją na co dzień wyprowadzacie, kiedy - właśnie pośród pracy - wymieniacie to pozdrowienie: Szczęść Boże! - Szczęść Boże!

Tak jest. Ażeby sięgnąć do samego korzenia pracy ludzkiej - czy to będzie praca w przemyśle czy na roli, czy to będzie trud górnika, hutnika czy też pracownika umysłowego, czy domowe krzątanie się matki, czy trud służby zdrowia przy chorych - aby sięgnąć do samego korzenia jakiejkolwiek ludzkiej pracy, trzeba odnieść się do Boga: Szczęść Boże! Tym pozdrowieniem "Szczęść Boże" zwracamy się do człowieka, który pracuje, a równocześnie odnosimy jego pracę do Boga.

Współpraca ze Stwórcą

Odnosimy pracę ludzką naprzód do Boga Stwórcy. Przede wszystkim bowiem samo dzieło stworzenia (czyli wyprowadzenie bytu wszechświata z nicości) przedstawione - jest w Księdze Rodzaju jako "praca" Boga rozłożona na sześć "dni stworzenia". Po tych dniach, Bóg odpoczął dnia siódmego (por. Rdz 2,2), przez co Pismo Święte nakłada również na człowieka powinność odpoczynku; oddawania Bogu dnia świętego.

Praca ludzka odniesiona jest do Boga Stwórcy. Bóg bowiem, stwarzając człowieka na swój obraz i podobieństwo, polecił mu czynić sobie ziemię poddaną. To biblijne-wyrażenie jest szczególnie głębokim i bogatym w treść określeniem pracy. Encyklikę Laborem exercens, którą przed dwoma laty poświęciłem pracy ludzkiej, [361]wypadło mi oprzeć w znacznej mierze na analizie owych biblijnych słów, które zawierają się już w Księdze Rodzaju.

Praca Odkupiciela

Kiedy przy pracy pozdrawiamy się wzajemnie zwrotem "Szczęść Boże", wyrażamy w ten sposób naszą życzliwość wobec bliźniego, który pracuje - a równocześnie odnosimy jego pracę do Boga-Stwórcy, do Boga-Odkupiciela.

Aby odkupić człowieka, Syn Boży stał się człowiekiem w łonie Maryi Dziewicy z Nazaretu za sprawą Ducha Świętego. Chrystus odkupił nas przez krzyż i zmartwychwstanie swoje, stając się posłusznym aż do śmierci. W dzieło Odkupienia wchodzi też całe ziemskie życie Syna Bożego, Jego misja mesjańska związana z przepowiadaniem Ewangelii - a przedtem trzydzieści lat życia ukrytego, które to życie od wczesnych lat było poświęcone pracy przy warsztacie u boku Józefa z Nazaretu. Tak więc w słowo Bożego objawienia wpisana jest ewangelia pracy, którą Kościół stale na nowo odczytuje i na nowo głosi wszystkim ludziom. Praca bowiem jest podstawowym powołaniem człowieka na tej ziemi.

Mówię to w tym roku, który jest nadzwyczajnym jubileuszem Odkupienia. Kościół cały pragnie w tym roku szczególnie głęboko zaczerpnąć sił duchowych z tajemnicy Odkupienia. Człowiek pracy wezwany jest do tego, aby pełniej odczytał odkupieńczą treść ewangelii pracy. Wezwany jest również do tego, aby przez swą własną pracę łączył się z Chrystusem - Odkupicielem świata, który także był "człowiekiem pracy".

Przez Matkę sprawiedliwości i miłości społecznej do pełni ładu moralnego

To wszystko - taką bogatą treść - kryją w sobie owe słowa "Szczęść Boże", które tak często słyszy się w Polsce, a zwłaszcza na Śląsku. Do Chrystusa, do ewangelii pracy, do tajemnicy Odkupienia, zbliżamy się przez Maryję. Właśnie przez Tę, która z całymi pokoleniami ludzi pracy na Śląsku związana jest w swoim sanktuarium w Piekarach. Właśnie przez tę Maryję, którą tu na Śląsku wzywacie jako Matkę sprawiedliwości i miłości społecznej.

Praca ludzka stoi bowiem w pośrodku całego życia społecznego. Poprzez nią kształtuje się sprawiedliwość i miłość społeczna, jeżeli całą dziedzinę pracy rządzi właściwy ład moralny. Jeśli jednakże tego ładu brak, na miejsce sprawiedliwości wkrada się krzywda, a na miejsce miłości nienawiść.

Wzywając Maryję jako Matkę sprawiedliwości i miłości społecznej - wy, Drodzy Bracia i Siostry, jako ludzie pracy Śląska i całej Polski - pragniecie wyrazić, jak bardzo leży wam na sercu ów właśnie ład moralny, który winien rządzić dziedzinę ludzkiej pracy.

Cały świat śledził - i nadal śledzi - z przejęciem wydarzenia, jakie miały miejsce w Polsce od sierpnia 1980 roku. Co w szczególności dawało do myślenia szerokiej opinii publicznej - to fakt, że w wydarzeniach tych chodziło przede wszystkim o sam moralny ład związany z pracę ludzką, a nie tylko o podwyższenie zapłaty za nią. Uderzała również i ta okoliczność, że wydarzenia te były wolne od gwałtu, i że nikt nie poniósł przez nie śmierci ani ran. Wreszcie i to, że wydarzenia polskiego świata pracy z lat osiemdziesiątych nosiły na sobie wyraźne znamię religijne.

Nikogo nie może więc dziwić, że tu na Śląsku w tym wielkim "zagłębiu pracy" - czci się Matkę Chrystusa jako Matkę sprawiedliwości i miłości społecznej.

Sprawiedliwość i miłość społeczna oznacza właśnie tę pełnię ładu moralnego, jaki związany jest z całym ustrojem społecznym, a w szczególności z ustrojem pracy ludzkiej.

Wartość pracy człowieka

Praca posiada swoją zasadniczą wartość dlatego, że jest spełniana przez człowieka. Na tym opiera się też godność pracy, która winna być uszanowana bez względu na to, jaką pracę człowiek wykonuje. Ważne jest [362]to, że wykonuje ją człowiek. Wykonując jakąkolwiek pracę, wyciska na niej znamię osoby: obrazu i podobieństwa Boga samego. Ważne jest także to, że człowiek wykonuje pracę dla kogoś, dla drugich.

Praca jest powinnością człowieka: Zarówno wobec własnej rodziny, jak też wobec narodu-społeczeństwa, do którego należy.

Powinności pracy odpowiadają uprawnienia

Tej powinności - czyli obowiązkowi pracy - odpowiadają też uprawnienia człowieka pracy. Należy je ujmować w szerokim kontekście praw człowieka:-Sprawiedliwość społeczna polega na poszanowaniu i urzeczywistnianiu praw człowieka w stosunku do wszystkich członków danego społeczeństwa.

Na tym tle właściwej wymowy nabierają te sprawy, które związane są z wykonywaną przez człowieka pracą. Nie wchodzę w szczegóły, wymieniam tylko najważniejsze. Jest to przede wszystkim prawo do sprawiedliwej zapłaty - sprawiedliwej, czyli takiej, która starczy również na utrzymanie rodziny. Jest to z kolei prawo do zabezpieczenia w razie wypadków związanych z pracą. Jest to również prawo do wypoczynku. (Przypominam, ile razy w Piekarach poruszaliśmy sprawę wolnej od pracy niedzieli).

Ze sferą uprawnień ludzi pracy łączy się również sprawa związków zawodowych.

Przytaczam dosłownie, co na ten temat napisałem w encyklice Laborem exercens:

"...nowożytne związki zawodowe wyrosły na podstawie walki pracowników, świata pracy, a przede wszystkim robotników przemysłowych o ich słuszne uprawnienia w stosunku do posiadaczy środków produkcji. Zadaniem ich w związku z tym pozostaje obrona bytowych interesów ludzi pracy we wszystkich dziedzinach, w których dochodzą do głosu uprawnienia tych ostatnich. Doświadczenie historyczne poucza, że organizacje tego typu są nieodzownym składnikiem życia społecznego, zwłaszcza w nowoczesnych społeczeństwach uprzemysłowionych. Nie znaczy to oczywiście, że tylko pracownicy przemysłu tworzą - tego rodzaju związki. Służą one zabezpieczeniu analogicznych uprawnień dla przedstawicieli każdego zawodu. Istnieją więc związki rolników i pracowników umysłowych... Są one wykładnikiem walki o sprawiedliwość społeczną, o słuszne uprawnienia ludzi pracy wedle poszczególnych zawodów" (n. 20). W dalszym ciągu encyklika mówi także o obowiązkach, o sposobie i zakresie działalności związków zawodowych.

W podobnym duchu wypowiedziałem się też w styczniu 1981 roku w czasie audiencji udzielonej Delegacji "Solidarności", której towarzyszył również Delegat rządu polskiego do stałych kontaktów roboczych ze Stolicą Apostolską.

A tu w Polsce Kardynał Stefan Wyszyński mówił:

...gdy idzie o prawo zrzeszania się ludzi, to nie jest to prawo nadane przez kogoś, bo to jest własne prawo wrodzone. Dlatego państwo nam tego prawa nie nadaje, ono ma tylko obowiązek je ochraniać i czuwać nad tym, aby nie było ono naruszone. Nadane jest to prawo przez Stwórcę, który uczynił człowieka istotą społeczną. Od Stwórcy pochodzi społeczny charakter dążeń ludzkich, potrzeba zespalania się i jednoczenia jednych z drugimi (Przemówienie z dnia 6 lutego 1981 r.).

Potrzeba dialogu

Tak więc sprawa, która toczy się w Polsce na przestrzeni ostatnich lat, posiada głęboki sens moralny. Nie może ona być rozwiązana inaczej, jak na drodze prawdziwego dialogu władzy ze społeczeństwem. Do takiego dialogu Episkopat Polski wzywał, jak wiadomo, w tym czasie wiele razy.

Dlaczego ludzie pracy w Polsce - i zresztą wszędzie na świecie - mają prawo do takiego dialogu? Dlatego, ponieważ człowiek pracujący jest nie tylko narzędziem produkcji, ale podmiotem, który w całym [363]procesie produkcji ma pierwszeństwo przed kapitałem. Człowiek przez swoją pracę staje się właściwym gospodarzem warsztatu pracy, procesu pracy, wytworów pracy i podziału. Gotów jest i na wyrzeczenia, gdy tylko czuje się prawdziwym współgospodarzem i ma wpływ na sprawiedliwy podział tego, co zdołano razem wytworzyć.

Cywilizacja miłości

Zwracamy się do Maryi jako Matki sprawiedliwości społecznej, ażeby te podstawowe zasady ładu społecznego, od których zależy prawdziwy sens ludzkiej pracy, a wraz z nią sens bytowania człowieka, przyoblekły się w realny kształt życia społecznego na naszej ziemi. Człowiek nie jest bowiem w stanie pracować, gdy nie widzi sensu pracy, gdy sens ten przestaje być dla niego przejrzysty, gdy zostaje mu niejako przysłonięty. I dlatego gorąco prosimy Matkę sprawiedliwości społecznej, ażeby pracy wszystkich ludzi, pracy w Polsce, przywróciła sens, poczucie sensu.

Równocześnie zaś wzywamy Maryję jako Matkę miłości społecznej. Poprzez wprowadzenie w czyn zasad sprawiedliwości społecznej możliwa staje się ta miłość, o której mówi Chrystus swoim uczniom: "Przykazanie nowe daję wam, abyście się wzajemnie miłowali" (J 13,34).

Ta miłość społeczna nie jest też niczym innym, jak stale przypominaną przez papieża Pawła VI "cywilizacją miłości", w stronę której trzeba sterować w całym rozwoju życia społeczeństw i życia międzynarodowego. Powiedział ten Papież między innymi: "Cywilizacja, która wyłania się z miłości do ludzi i pragnie dać im jej pełne przeżycie, musi szukać prawdziwych i pełnych wartości życia, ku którym winna stale się zwracać, i musi je afirmować, choćby kosztem niezrozumienia, trudności i sprzeciwu" (Audiencja generalna, środa, 21 I 1976 r).

Miłość jest większa od sprawiedliwości. I miłość społeczna jest większa od sprawiedliwości społecznej. Jeżeli prawdą jest, że sprawiedliwość musi przygotowywać grunt dla miłości - to jeszcze głębszą prawdą jest, że tylko miłość może zabezpieczać pełnię sprawiedliwości.

Trzeba więc, ażeby naprawdę miłowany był człowiek, jeżeli w pełni mają być zabezpieczone prawa człowieka. To jest pierwszy i podstawowy wymiar miłości społecznej.

Wymiarem drugim jest rodzina. Rodzina też jest pierwszą i podstawową szkołą miłości społecznej. Trzeba uczynić wszystko, ażeby ta szkoła mogła pozostać sobą. Równocześnie zaś rodzina musi być na tyle silna Bogiem - czyli miłością wzajemną wszystkich, którzy ją tworzą -że potrafi pozostać ostoją dla człowieka pośród wszystkich niszczycielskich prądów i bolesnych doświadczeń.

Dalszym wymiarem miłości społecznej jest ojczyzna: synowie i córki jednego narodu trwają w miłości wspólnego dobra, jakie czerpią z kultury i historii, znajdując w nich oparcie dla swej społecznej tożsamości, a zarazem dostarczając tego oparcia bliźnim, rodakom. Ten krąg miłości społecznej posiada szczególne znaczenie w naszym polskim doświadczeniu dziejowym - i w naszej współczesności.

Miłość społeczna jest otwarta ku wszystkim ludziom i ku wszystkim ludom. Jeżeli ukształtuje się ona głęboko i rzetelnie w swych podstawowych kręgach - człowiek, rodzina, ojczyzna - wówczas zdaje również swój egzamin w kręgu najszerszym.

Tak przeto, Drodzy uczestnicy dzisiejszego spotkania na ziemi śląskiej, przyjmijcie w tej naszej wielkiej wspólnocie, którą aż trudno wzrokiem ogarnąć, przyjmijcie raz jeszcze od swego Rodaka i Następcy św. Piotra ewangelię pracy - i przyjmijcie ewangelię sprawiedliwości i miłości społecznej.

Niech ona zespala was głęboko wokół Matki Chrystusa w Jej sanktuarium w Piekarach tak, jak zespalała tutaj całe pokolenia.

Niech promieniuje szeroko na życie ludzi ciężkiej pracy na Śląsku i w całej Polsce.

Wspomnijmy jeszcze wszystkich zmar[364]łych ludzi pracy, tych, którzy ulegli śmiertelnym wypadkom w kopalniach czy innych miejscach - tych, którzy niedawno zginęli w tragicznych wydarzeniach. Wszystkich.

Nas, którzy żyjemy, czeka wielki moralny wysiłek związany z ewangelią pracy: wysiłek zmierzający do wprowadzenia w życie polskie sprawiedliwości i miłości społecznej.

Pod znakiem Maryi - i przy Jej pomocy!

Na ten wysiłek i trud: Szczęść wam Boże!

Trudno zliczyć, ile razy wierni przerywali Papieżowi oklaskami, okrzykami: Niech żyje..., śpiewem: Sto lat itp., przemówienie.

Po modlitwie: Anioł Pański przedstawiciele różnych grup społecznych składali Ojcu Świętemu dary. Stało się to okazją do nowej wymiany zdań, różnych uwag, tak bezpośrednio od serca, co ogromnie ujmuje ludzi. Ojciec Święty zyskuje tym wielką sympatię u ludzi, a im daje niezapomniane przeżycie, które wspominać będą długie lata.

Dla sanktuarium piekarskiego Papież przekazał złoty różaniec, ale większym darem było serce, którym obdzielił wszystkich tam obecnych.

Nawiedzenie chorych w katedrze

Wreszcie udał się samochodem do katedry. Przed odjazdem jednak poprosił z humorem, by mu pozwolono na pół godziny udać się tam na spotkanie z inwalidami, chorymi, upośledzonymi. Obiecał powrócić. Dlatego tylko część ludzi rozeszła się po odjeździe Ojca Świętego, inni czekali na jego powrót.

W katedrze czekali najbiedniejsi z biednych. Brali oni udział w uroczystości na odległość za pomocą radiofonizacji. Ale wiadomo, że pragnęli spotkać się z Papieżem bezpośrednio. Dla tych ludzi, którzy w swym życiu mają tak wiele cierpienia, spotkanie z namiestnikiem Chrystusa jest szczególnie jasnym promieniem. Nic dziwnego, że w katedrze przyjęto Ojca Świętego nie mniej radośnie niż na lotnisku. Ojciec Święty ujmował wyciągnięte dłonie, ściskał, pocieszał. Udał się najpierw przed Najświętszy Sakrament na krótką modlitwę, potem wrócił do cierpiących. Tu skrócone słowo wygłosił bp H. Bednorz, zwracając uwagę na doniosłość cierpienia i modlitwy tych szczególnie wybranych ludzi. W świątyni papieski hymn grała Państwowa Filharmonia Śląska, a chór razem z orkiestrą wykonał utwór Wojciecha Kielara napisany dla uczczenia wiktorii wiedeńskiej. Od podziękowania za ten utwór rozpoczął Ojciec Święty przemówienie do obecnych w katedrze:

Słowa pokrzepienia

Bóg zapłać za tę wspaniałą kompozycję, której mogliśmy wysłuchać w katowickiej katedrze pod wezwaniem Chrystusa Króla. Słowa Jana III Sobieskiego po zwycięstwie pod Wiedniem: Venimus, vidimus, Deus vicit - przybyliśmy, ujrzeliśmy, zwyciężył Bóg - pragnę te słowa o zwycięstwie Boga skierować w szczególny sposób do was, Drodzy Bracia i Siostry, którzy wypełniacie tę katedrę jako inwalidzi pracy, jako osobny zespół głuchoniemych. Wiadomo, że Kato[365]wice mają wielkie pod tym względem tradycje duszpasterskie. Czegóż wam życzyć, jak nie tego, ażeby w waszym trudnym życiu zwyciężył Bóg. W tym życiu, które jest wypełnione cierpieniem, tak dalece, że nie możecie już pracować, że musicie szukać oparcia u innych; ażeby w tym życiu zwyciężył Bóg, bo cierpienie na to jest dane człowiekowi, ażeby Bóg szczególnie mógł w życiu ludzkim zwyciężać.

On sam, ten Bóg, który stał się człowiekiem i umarł na krzyżu, i zwyciężył przez krzyż, zwycięża również przez każdy ludzki krzyż.

Ja wam życzę, ażeby w życiu każdego z was zwyciężył Chrystus - ukrzyżowany Bóg. I życzę wam również, ażeby za cenę waszego cierpienia Bóg zwyciężał w innych, bo my wszyscy jesteśmy połączeni tajemnicą świętych obcowania. Modlitwa i ofiara jednych służy innym. I dlatego wasze cierpienie nie jest tylko cierpieniem, ale jest także apostolstwem. Apostolstwo pomaga zwyciężać Bogu w ludziach, w świecie.

Życzę wam, ażeby wasze cierpienie było Jakim apostolstwem, ażeby Bóg zwyciężał w was i przez was. Przyjmijcie to życzenie moje, Drodzy Bracia i Siostry, przyjmijcie również moją prośbę o modlitwę, bo zawsze z największym zaufaniem, z największą nadzieją zwracam się o modlitwę do ludzi cierpiących - bo przez nich Bóg zwycięża. Przyjmijcie wreszcie moje papieskie błogosławieństwo, połączone z błogosławieństwem waszego biskupa i wszystkich tutaj obecnych kardynałów i biskupów, którzy mi towarzyszą. Udzielimy błogosławieństwa apostolskiego.

Pożegnanie

Ci którzy zaufali obietnicy Papieża i pozostali na lotnisku, doczekali się jego powrotu. Mimo dość już późnej pory Ojciec Święty wszedł jeszcze raz na wysokie podium, by się pożegnać z obecnymi. Pożegnanie było bardzo miłe, ale rzucał się na nie pewien cień, bo to już ostatnie chwile. Wszyscy dobrze rozumieli, że Ojciec Święty musi odejść, bo nie jest papieżem tylko dla nas, potrzebuje go cały Kościół, ale były głosy: "Pozostań z nami!" Wreszcie nadszedł ostatni moment. Maszyna oderwała się od ziemi i uleciała w kierunku Częstochowy.

Było już ciemno i helikopter nie mógł wylądować na nie oświetlonym miejscu przy jasnogórskim klasztorze. Lądowanie od[b]yło się w Rudnikach. Rudniki na tym skorzystały, bo tam przecież nie był zaplanowany pobyt Papieża. Niektórzy obserwatorzy zdziwili się, że mimo niespodzianki i późnej godziny Rudniki były udekorowane, a także trasa przejazdowa, jakby z góry wszystko było przewidziane i zorganizowane. Ale czy to może dziwić? Przecież podczas owych dni cała Polska przeżywała swoje wielkie święto.

Po przybyciu na Jasną Górę Ojciec Święty musiał jeszcze wyjść na wały, bo jakże to sto tysięcy wiernych, czekających na placu na jego słowo, mogło odejść bez zobaczenia go i bez jego błogosławieństwa?

Grafika do art. Jan Paweł II w Katowicach

[Fot. 1, s. 357: Ołtarz papieski w Piekarach Śląskich (panorama).]

Grafika do art. Jan Paweł II w Katowicach

[Fot. 2, s. 359: Ołtarz papieski w Piekarach Śląskich (szczegół).]

Grafika do art. Jan Paweł II w Katowicach

[Fot. 3, s. 364] Spotkanie z chorymi.

Grafika do art. Jan Paweł II w Katowicach

[Fot. 4, s. 365] Ostatnie chwile.