Piotr naszych czasów
Jest poniedziałek 20 maja. Wczoraj na stadionie w Brukseli Papież spotkał się z Polakami mieszkającymi w Belgii, Luksemburgu i Holandii. Było ich ponad 10 tysięcy. Spotkanie przygotowała Misja Katolicka w Beneluksie, której rektorem jest ks. Tadeusz Frankow. Z Rzymu przyjechał biskup Szczepan Wesoły, duszpasterz Polonii. środek stadionu pusty, pokryty murawą, niskie trybuny, rozmiary boiska piłki nożnej z Bizznia. Trybuny i pośrodku specjalne podium dla Ojca Świętego. Śpiewy i modlitwy oczekujących. Dużo dzieci w góralskich i krakowskich strojach. Pełno napisów i sztandarów. Stanowisko prasowe naprzeciw papieskiej trybunki. Widzę przed sobą ściśnięty tłum rodaków każdego wieku, duchownych i świeckich, wśród nich jarzy się obraz Częstochowskiej z żaróweczkami umieszczonymi pod ramą. Ks. Frankow wita wszystkich, razem z chorymi na wózkach oczekującymi na błogosławieństwo papieskie. Na niebie pojawiają się pierwsze helikoptery. Lądują i startują na pobliskim lądowisku. Papież zjawia się wśród chmary agentów policyjnych, wśród których widać też jego najbliższą świtę: chóry śpiewają, Papież pochyla się nad chorymi, tłum napiera z góry, widoczność dla reszty zgromadzonych żadna, wreszcie biała postać pojawia się na wysokim podium.
Przemawia biskup Wesoły, potem Ojciec Św[ięty]. Mówi o bohaterskiej przeszłości tych Polaków, którzy znaleźli się w krajach Beneluksu walcząc o "naszą wolność i waszą", w dziewiętnastym wieku, zwłaszcza w okresie ostatniej wojny, a także o tych, co szukali tu chleba. Czyż o tej woli zwycięstwa - mówi Papież - o jego żywotności nie świadczą także ostatnie dziesiątki lat, czy wręcz ostatnie lata naszej historii?...Ale z tej straszliwej hekatomby naród wyszedł umocniony w przekonaniu o własnej godności, o swoim prawie do życia jako gospodarz swojej ojczyzny o prawie do własnej historii, do pełnej wolności samostanowienia i samorządności, o wierności Chrystusowi, który jest panem historii i naszego życia, do wierności samemu sobie. (...) Na zakończenie Ojciec Św[ięty] pozdrowił w ich językach belgijskie grupy imigracyjne: ukraińską, czeską, słowacką, węgierską, albańską i litewską. Po przemówieniu Papież intonuje Ojcze nasz, Boże coś Polskę i odmawiamy Apel Jasnogórski. Mówi też, że dziękuje Opatrzności, że mógł i w tej podróży spotkać się z Rodakami. Trzeba się żegnać, nie jest to łatwe. Jan Paweł II wraz ze świtą idą wzdłuż trybun. Nagle na życzenie Papieża policja rozsuwa metalowe bariery i Ojciec Św[ięty] idzie przez zielony pusty obszar boiska do tych, którzy oglądali go do tej pory z daleka. Niezwykły entuzjazm. Jest już ciemno, zmęczony Pielgrzym znika w bramie, by iść spać do nuncjatury.
Nie da się tak dokładnie w tej krótkiej korespondencji opisać całości podróży do krajów Beneluksu, która kończy się jutro (...).
Chłodne przyjęcie w Niderlandach stało się powodem, że wierni, kler i władze Luksemburga i Belgii chcieli zrekompensować swojemu Gościowi to, co zepsuli zwariowani - jak niektórzy mówią - Holendrzy. Po deszczowych i mglistych dniach już nie w przenośni zapanowała piękna pogoda.
W Luksemburgu Papież był dwa dni. Wizyta tam miała akcenty maryjne. Odprawił też Mszę św. dla robotników, a wśród nich grup imigrantów polskich, włoskich i innych. Ze względu na spory walońsko-flamandzkie istniała kwestia, gdzie po wylądowaniu w Belgii Ojciec Św[ięty] ucałuje ziemię. Zrobił to za wielkim łukiem na placu Cinquantenaire, upamiętniającym 50-lecie niepodległości belgijskiej. Oczekiwali tam na niego królowa z królem i Episkopat. Potem zatłoczone ulice Brukseli. Znów papamobil, motocykliści, chorągiewki, flagi narodowe. Papież zamieszkał tu, w stolicy, udając się do wielu miast każdego dnia helikopterem.
Bogactwo programu nie pozwala mi na pełną relację. Najważniejsze momenty, w których uczestniczyłem, to po kolei - Gandawa. Msza święta po odwiedzeniu Antwerpii, gdzie w katedrze Papież spotkał się z dwoma tysiącami aktywistów świeckich i gdzie na miejscu bitew dwu wojen światowych Jan Paweł II mówił, że [219]walka o pokój to nie sprawa sentymentalnych haseł, lecz obrony i owocujących pokojem i sprawiedliwością wartości. Mówił też o prawie do samoobrony. W Gandawie na lotnisku zgromadziło się około trzysta tysięcy wiernych, polowa z nich miała w ręku kolorowe makietki słoneczników, zwłaszcza młodzież. Przed Eucharystią program artystyczny, tańce i pantomimy, obrazujące ciężkie problemy współczesności i chrześcijan, zaangażowanych w przemianę tego świata. Potem procesja z figurami Matki Bożej czczonymi w tutejszych sanktuariach. We Mszy świętej uczestniczyło 400 księży z miejscowej prowincji kościelnej, był tu także przy ołtarzu kard. Macharski, uczestniczący też w wizycie w Luksemburgu. Śpiewy piękne, chóry wspaniałe, już nie radość, lecz entuzjazm, a zarazem modlitewne skupienie. Na zakończenie uroczystości grupka dzieci, wśród nich czarna dziewczynka, po krótkim pantomimicznym tańcu utworzyła jak gdyby kwiecistą figurę ze słoneczników, z których najwyższy miał napis 65 z okazji 65-tych urodzin Ojca Świętego.
Zebrane tłumy odśpiewały miejscowe pieśni imieninowo-urodzinowe i Sto lat. Z okazji urodzin następnego dnia Papież otrzymał od cukierników w Mechelen wysoki na pół metra tort z napisem: "Sto lat" - po flamandzku i po polsku. Urodziny Ojca Świętego też święcili młodzi w Namur, gdzie po wizycie w Beauraing w sanktuarium maryjnym Jan Paweł II odprawił Mszę z licznym udziałem księży, tudzież zakonów męskich i żeńskich.
Namur. Programy określały pobyt tu jako udział w manifestacji młodzieżowej z okazji Roku Młodzieży ONZ, w której weźmie udział Papież. Stadion wypełniony 40 tysiącami młodzieży. Wśród nich krzyżujące się podesty platformy, na których odegrano przed Gościem pantomimiczne obrazy, ilustrujące duchowe i ideowe zagubienie młodych we współczesnym świecie. (...) W momencie gdy Papież zjawił się na stadionie, istniała obawa kontestacji katolickich radykałów, ale on stanął przed zbitą masą młodzieży i powiedział: Jestem Janem Pawłem Drugim, mam 65 lat i ewentualna bariera psychologiczna prysła, bo brzmiało to trochę jak żart, że on myśli młodziej niż depresyjnie lamentujący młodzi.
Wczoraj w Brukseli 200 tysięcy ludzi uczestniczyło we Mszy św. pod wielką bazyliką Sacre Coeur. Tu jak i wszędzie w Beneluksie tematem przewodnim katechezy papieskiej jest modlitwa Ojcze nasz. Kazanie Papieża dotyczyło miłości rodzinnej i społecznej. Oprawa muzyczna, liturgiczna i atmosfera modlitwy tak dobre, jak w czasie całego nieomal pobytu w Belgii. Nie oznacza to, że pielgrzymka jest bezproblemowa. Istnieją tu te same nurty teologiczne i pastoralne, które aktualne są w Holandii. Jednak potrafiono, zachowując swobodę wypowiedzi różnych stanowisk, utrzymać wizytę w duchu autentycznego i braterskiego dialogu. Taki też charakter miało spotkanie Papieża z biskupami Belgii. Na koniec wspomnę o cudownej wprost oprawie wizyty belgijskiej, jaką tworzą średniowieczne katedry i stare ulice miast, place, ratusze, cala ta zachowana architektoniczna i duchowa oprawa. Toteż i tu Papież mówi wiele o tradycji, mimo że dla wielu wydaje się ona przebrzmiała.
Ale jak budować na niczym? Dziś uniwersytet, Louvain, a przedtem spotkanie z rodziną królewską oraz wizyta w siedzibie Wspólnoty Europejskiej.
(Fragmenty artykułu z "Tygodnika Powszechnego" nr 21/1985).

