Żegnając się z mymi Rodakami w Krakowie... życzę, aby raz jeszcze, pod opieką Pani Jasnogórskiej, dobro okazało się na ziemi polskiej potężniejsze od zła i odniosło zwycięstwo. I o to się stale modlę
Jan Paweł II, papież [s. 133]
Ostatnie godziny drugiej pielgrzymki Ojca Świętego były wypełnione jeszcze bardziej niż pracowite dni nabożeństw, przemówień i spotkań.
Zakończenie Synodu Prowincji Krakowskiej
Wieczorem 22 czerwca w katedrze wawelskiej Papież wziął udział w zamknięciu pierwszego synodu kościelnej Prowincji Krakowskiej, który rozpoczął jeszcze jako Metropolita w czerwcu 1973 roku. Dokument końcowy Synodu zawiera: teologiczne rozważania na temat roli Metropolii, jej historię i praktyczne normy duszpasterskie.
Głos "Zygmunta" powitał przybywający do katedry orszak papieski, po czym chór odśpiewał Tu es Petrus i kantatę Ortus de Polonia ("Pochodzący z Polski"). Ojciec Święty pomodlił się przed krzyżem z "czarnym" Chrystusem i przy sarkofagu bł. Jadwigi, czemu znowu towarzyszył śpiew Gaude Mater Polonia. Metropolita krakowski Franciszek Kardynał Macharski wygłosił przemówienie powitalne wobec Papieża siedzącego na tronie arcybiskupów krakowskich. Po czytaniach z Pisma świętego wręczono Namiestnikowi Chrystusa uchwały synodalne. Przyjmując je Ojciec Święty podziękował dwudziestu biskupom tej Prowincji Kościelnej oraz wszystkim współpracownikom duchownym i świeckim. Między innymi powiedział:
"Oto jesteśmy raz jeszcze zgromadzeni w królewskiej katedrze przy relikwiach Świętego Stanisława, Błogosławionej Królowej Jadwigi, tu - gdzie cała prawie historia naszego Narodu wpisana jest w tajemnicę Chrystusowego Krzyża i Zmartwychwstania. Tutaj Wy - moi Czcigodni Bracia w biskupstwie, oraz Wy wszyscy, Drodzy Bracia i Siostry - «dopełniacie mojej radości przez to, że będziecie mieli te same dążenia, tę samą miłość i wspólnego ducha». Tymi słowy z Listu świętego Pawła do Filipian można określić i scharakteryzować całe dzieło Synodu prowincjalnego. I oto ja - Jan Paweł II - biorę to dzieło z Waszych rąk i przyjmuję je jako cząstkę tej prawdy i dobra, którym żyje Kościół Chrystusa na ziemi".
Drugie spotkanie z Generałem Wojciechem Jaruzelskim
Poza protokołem, ustalonym uprzednio, Ojciec Święty odbył rozmowę na Wawelu z Generałem Armii W. Jaruzelskim. Prawie stuminutowe spotkanie nie uzyskało żadnego komentarza ani w prasie, ani w telewizji.
Dialog Papieża z tłumnie zebraną młodzieżą przed arcybiskupim pałacem
Po odśpiewaniu Barki Ojciec Święty nawiązał do ostatnich słów pieśni i powiedział:
"Nowi ludzie łowią; łowią nowych ludzi. Tak było od początku. Nowi ludzie, apostołowie, łowili najpierw ryby, potem zostawili ryby i poszli szukać ludzi. I znajdowali ludzi, i doprowadzali ich do Chrystusa. I dziś też tak samo trzeba. I zawsze tak samo trzeba było. I trzeba będzie szukać ludzi, nowych ludzi i doprowadzać ich do Chrystusa, pokazywać, że On jest Prawdą, Drogą i Życiem. Że On otwiera nam pełne perspektywy człowieczeństwa w doczesności i poza doczesnością, w różnych wymiarach życia. Uczyć się Chrystusa i uczyć innych Chrystusa-to jest właśnie ten łów. Piękna bardzo przenośnia. I ta Barka jest ładna; śpiewają ją na całym świecie, w różnych językach. Słyszałem. Czasem przychodzą do mnie do kaplicy siostry albo klerycy, albo inni ludzie i śpiewają w różnych językach. To jest właśnie piosenka o ewangelizacji, o ewangelii, o apostolstwie, o powołaniu. A Wy, jakie macie powołanie? Ci, co tu siedzą na chodniku [mowa o klerykach franciszkańskich], mają powołanie; ale nie tylko oni. Ci, co tam dalej stoją, też mają powołanie, choć są w cywilu.
Wszyscy mamy powołanie do tego, żeby żyć w Chrystusie, czyli żeby stać się dziećmi Bożymi. To jest największe powołanie. To jest pułap ludzkich możliwości, a właściwie jest to ponad pułapem ludzkich możliwości. A poza tym własne, życiowe powołanie: ktoś będzie pianistą, ktoś inżynierem, ktoś nauczycielem... Różne są-mówi się - zawody, ale w końcu zawód też jest powołaniem, bo na nim się koncentruje uwaga i wysiłek naszego życia, ambicja naszego życia. Czy wolno być ambitnym? Zdrowo ambitnym, zdrowa ambicja - tak, jak najbardziej. Tylko nie można być głupio ambitnym...".
Po czym długie to spotkanie zakończono Apelem Jasnogórskim i (oczywiście) chóralnym odśpiewaniem: Góralu, czy ci nie żal?
Ostatni dzień
Już o siódmej rano Ojciec Święty przewodniczył grupie biskupów i kapłanów w koncelebrze, a pod koniec Mszy świętej przemówił do nich serdecznie:
"Pragnę bardzo podziękować za to spotkanie przy ołtarzu. Jest ono konsekwencją wielu różnych spotkań w różnych okresach życia i w różnych momentach życia, które były naszym udziałem w czasie, kiedy stale przebywałem w Krakowie. Łączyły się te spotkania z moim powołaniem, kapłańskim naprzód, a potem biskupim; łączyły się także i z Waszym powołaniem, które odkrywaliście i podejmowaliście idąc za Chrystusem tak, jak każdego z Was wołał. Za wszystko, co było Jego łaską na tej naszej wspólnej drodze, wyrażam Mu dzięki i za wszystko, co nadal jest Jego łaską na Waszych drogach, wyrażam Mu [135]dzięki. Równocześnie zaś wszystkie sprawy, które niesie z sobą życie, sprawy często niełatwe, przedstawiam Chrystusowi przez Jego Matkę, tak jak czyniłem to dawniej, i codziennie pamiętam o Was w modlitwie. Wam dziękuję za to samo. Pragnę tu jeszcze, przechodząc od mojego środowiska do innych środowisk, zwrócić się w kilku słowach naprzód do moich kolegów z gimnazjum, którzy przyszli, aby również uczestniczyć w tej Najświętszej Ofierze. W tym roku bowiem minęło 45 lat od naszej matury. Jest to więc równocześnie taki pospieszny, ale bardzo żarliwy zjazd maturalny, spotkanie maturalne przy ołtarzu. Życzę Wam, moi Drodzy Koledzy, by Bóg Wam błogosławił na drogach życia Waszego, Waszym rodzinom i Waszej pracy.
Pragnę także dodać tutaj księży, moich przyjaciół z czasów krakowskich, a zwłaszcza kapłanów, kilku - bo nie ma ich tutaj wszystkich, ale kilku jest - tych, których wyświęciłem dokładnie 20 lat temu. Należy do nich również znany Wam wszystkim dobrze ksiądz Stanisław. To wszystko, jeżeli chodzi o skład naszego spotkania. Ufam, że Chrystus wszedł w to nasze spotkanie łaską swojej Eucharystii, że nas na nowo ze sobą zjednoczył, że nas umocnił tym duchem, którego stale udziela szukającym Go.
Pragnę też udzielić błogosławieństwa obecnym, rozszerzając je równocześnie na wszystkich, którzy nie uczestniczyli w tym spotkaniu, bo nie mogli, a przecież są związani z wymienionymi środowiskami i uczestniczą w tym naszym spotkaniu sercem. Dziękuję bardzo obu Księżom Kardynałom za to, że zechcieli ze mną koncelebrować. Proszę ich, ażeby także w tym błogosławieństwie końcowym zechcieli ze mną uczestniczyć.
Pozwólcie, że ostatnie słowo skieruję ku naszym zmarłym, czy to ze środowiska, czy z grupy moich kolegów maturzystów. Ich polecaliśmy Miłosierdziu Bożemu. Ufamy, że dusze ich w życiu wiecznym odnajdą Chrystusa".
Odwiedziny Tatr
Kilkugodzinny relaks spędził Ojciec Święty w ukochanych górach wraz z dawnymi towarzyszami wycieczek. Nawiedził nawet znajomą sobie rodzinę Ziębów. W górskim otoczeniu rozmawiał prywatnie z rodziną Wałęsów.
Odlot z Balic
Tymczasem zgromadzone tłumy oczekiwały Ojca Świętego na lotnisku krakowskim w Balicach. Gdy wreszcie ukazał się znany z wielu telewizyjnych transmisji helikopter, podniosły się radosne powitalne okrzyki.
Przewodniczący Rady Państwa Prof. Henryk Jabłoński w pożegnalnym przemówieniu przedstawił spodziewane owoce papieskich odwiedzin w Narodzie i w Państwie.
Również Ksiądz Prymas, Józef Kardynał Glemp, serdecznie dziękował za "modlitwy, pouczenia, za ofiarny trud, za chwalę oddaną naszej Jasnogórskiej Maryi, za udział w modlitwach dziękczynnych do świętego Maksymiliana Kolbego w Niepokalanowie, za wszystkie dobrodziejstwa i za radość".
Raz jeszcze zabrał głos Ojciec Święty, pragnąc podziękować ze swej strony wszystkim Przedstawicielom Władz, oraz Przedstawicielom Kościoła z Księdzem Prymasem na czele. Mówił między innymi:
"...Uważam to za szczególną łaskę Bożą, za szczególny znak Opatrzności, że dane mi było uczestniczyć w tym ojczystym jubileuszu Jasnej Góry: że mogłem po sześciu wiekach obecności Bogarodzicy w Jej jasnogórskim Wizerunku wyśpiewać razem z Wami polskie Te Deum laudamus. Że mogłem razem z Wami zaprosić Chrystusa wraz z Jego Matką do tej naszej Kany Galilejskiej na dalsze lata i pokolenia. Że mogłem to uczynić, radując się wspólnie z moimi Rodakami pierwszym polskim Świętym drugiego Tysiąclecia Maksymilianem Kolbem - oraz nowymi błogosławionymi.
Uważam to za szczególny dar Pani Jasnogórskiej, że dane mi było pójść w pielgrzymce do Jej sanktuarium zarówno od strony Warszawy i Niepokalanowa, jak też od strony Poznania, od strony Wrocławia i Góry Świętej Anny, jak wreszcie od strony mojego rodzinnego Krakowa.
Niech mi wolno będzie dodać do tego jeszcze jeden dar ziemi polskiej: mogłem w dniu dzisiejszym spojrzeć z bliska na Tatry i odetchnąć powietrzem mej młodości.
Jeszcze raz pragnę powtórzyć to, co powiedziałem w momencie powitania. Odwiedziny moje, choć przebiegały drogami przed chwilą wymienionymi - były równocześnie skierowane do całej Ojczyzny i do Wszystkich Rodaków. I tak jak w dniu przybycia witałem szczególnie te miasta i te środowiska, które tym razem nie znalazły się na trasie mojej pielgrzymki tak też pragnę je w sposób szczególny pożegnać, dziękując zwłaszcza tym, którzy starali się spotkać papieża w innych ośrodkach, przebywając czasem wiele kilometrów.
Podczas mojego pielgrzymowania do ojczystej ziemi podkreślałem wielokrotnie, że Polska jest dobrem wspólnym całego narodu i na to dobro muszą być otwarci wszyscy jej synowie i córki, bo takie dobro domaga się stałego i rzetelnego wysiłku całego społeczeństwa. Pragnę bardzo, by stopniowo pokonane zostały piętrzące się trudności, by Polacy mogli budować owocnie swoje dziś i jutro. Naród bowiem, jak mówiłem w Warszawie, musi żyć i rozwijać się o własnych siłach.
Odjeżdżając, pragnę jeszcze raz ogarnąć wzrokiem i sercem całą tę ziemię, pragnę spojrzeć na wielkie obszary polskiej pracy, stanąć przy każdym warsztacie pracy, dużym i małym, na roli i w przemyśle, przy warsztacie pracy twórczej - wszędzie tam, gdzie pracuje człowiek. Pragnę stanąć przy każdym warsztacie pracy. Życzę, aby w tę pracę wpisany był cały, właściwy tej dziedzinie życia [137]ludzkiego ład moralny, by wszyscy mogli w pełni wewnętrznego pokoju, przy zabezpieczeniu praw i poszanowaniu godności człowieka i jego pracy, we wzajemnym zaufaniu, odnajdywać i zgłębiać sens tego podstawowego powołania człowieka, jakim jest właśnie praca ludzka. Sens, który jest z kolei najgłębszym i skutecznym motywem mobilizującym człowieka od wewnątrz. Życzę też, by w takich warunkach praca była wykonywana w duchu miłości społecznej, o której mówiłem w Katowicach, by w niej człowiek odnajdywał siebie i poprzez nią służył innym oraz dobru własnego kraju.
Pragnę, życzę mojej Ojczyźnie, by w tę polską pracę wprowadzona była cała «Ewangelia pracy». Zarówno ta, która zabezpiecza człowieka, jego godność i prawa, jak również ta, która zobowiązuje, która jest sprawą sumienia i poczucia odpowiedzialności. Prawa bowiem i obowiązki są ściśle ze sobą powiązane. Osobiście życzę władzom państwowym, ażeby powyższe warunki budowały dobro wspólne Ojczyzny i zabezpieczały zasłużone miejsce państwa polskiego - Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej - wśród narodów Europy i świata.
Żegnając się z mymi Rodakami w Krakowie - tym mieście, które widziało trudne chwile Ojczyzny, ale było też świadkiem okresów jej największego rozkwitu -życzę, aby raz jeszcze, pod opieką Pani Jasnogórskiej, dobro okazało się na ziemi polskiej potężniejsze od zła-i odniosło zwycięstwo.
I o to się stale modlę".
O godzinie 18 zebrani pieśnią religijną My chcemy Boga pożegnali Ojca Świętego odlatującego samolotem Polskich Linii Lotniczych.
Opracowanie według "L’Osservatore Romano".



