Moje życie zaczęło się zmieniać od momentu poznania Magdy, którą odprowadzałem na religię, bo to dawało nam możliwość bycia ze sobą. Moje życie toczyło się beztrosko i nie miałem właściwie konkretnego zdania na jego temat. Sprawy religii i Kościoła nie interesowały mnie w ogóle.
Niecały rok temu Magda zaprosiła mnie na rekolekcje ewangelizacyjne, podczas których obejrzałem film "Jezus". Potem były nauki rekolekcyjne i dowiedziałem się wielu zupełnie nowych dla mnie rzeczy. Jednocześnie prowadziłem rozmowy z kolegą z klasy, który znając moją ówczesną sytuację, pomagał mi w przygotowaniu się do chrztu. Już pod koniec roku szkolnego chodziłem na katechizację, a później zdecydowałem się wyjechać na letnie rekolekcje oazowe.
Wyjechałem ze względu na Magdę. Byłem gotów stracić dwa tygodnie, aby być tylko z nią. Myślałem, że ona jest wszystkim.
Na początku bylem "zły jak pies" i chciałem uciekać, ale trzymała mnie ona i wyrzuty sumienia. Często ukryty gdzieś w lesie - płakałem.
Potem zauważyłem, że wszyscy będący obok mnie, zachowują się zupełnie inaczej niż ludzie, których spotykałem do tej pory. Nie chciałem się wyróżniać i postanowiłem być takim jak oni. Wtedy po raz pierwszy zacząłem przeżywać Mszę św. i pozytywnie patrzeć na różne zajęcia grupowe. Bardzo dużo dawała mi "szkoła modlitwy". Czułem, że staję się częścią wszystkich. Zacząłem traktować ludzi jako moje siostry i braci, a mimo to czułem, że jestem inny - brakowało mi chrztu! Z dnia na dzień bylem coraz bliżej Pana, a ks. Andrzej tak szczerze i ślicznie modlił się na głos, tak ślicznie opowiada! nam swoje bajki i recytował wiersze, że Bóg stawał się nam coraz bliższy. Byłbym kłamcą, gdybym odpowiedział Bogu - nie! Wtedy przyjąłem Jezusa za mojego osobistego Pana i Zbawiciela.
Na "szkole modlitwy" nasz ksiądz opowiedział o swoim przyjacielu z klasztoru kontemplacyjnego, który tak pokocha! Boga, że oddal Mu swój głos, rezygnując z mówienia. Wystarczało mu samo oddychanie. Oddycha! Chrystusem i był szczęśliwy, tak bardzo szczęśliwy, że nie musiał już nic mówić.
Zapragnąłem tego i ja. Dlatego w tym samym dniu poszedłem do lasu, położyłem się na ściółce i patrząc w Niebo, wciągałem głęboko powietrze. Poczułem wtedy, że Jezus Chrystus dociera do każdej mojej komórki, aby uzdrowić moje ciało. Wiem dobrze, że On wtedy do mnie przyszedł, bo przecież tak bardzo Go pragnąłem. Potem zacząłem głośno płakać i modlić się do Pana i Matki Niepokalanej za wszystkich: chorych, cierpiących, biednych, kalekich, za zmarłych, dobrych i złych.
Zrozumiałem wówczas, że prawdziwa wiara nie może być tylko wrażeniem, przelotnym uczuciem. Ma kształtować życie nasze, bo nie istnieje nic ponad Miłość Bożą!
Dziś zupełnie inaczej żyję, kocham ludzi i świat stworzony przez Boga, inaczej kocham Magdę. Mam konkretne zdanie o swym życiu i znam jego sens.
Wiem, że żyję dla Boga - mojego Pana i Zbawiciela.
