Jak Niepokalana sobie życzy

30 I - Lourdes: tramwajem 13 do Groty - Msza św. w krypcie przed bocznym ołtarzem wpisanie do księgi - do Groty; tu miło, deszcz pada wciąż. - Kule świadczą o łaskach udzielanych, a świece o prośbach zanoszonych (ciekło) - cząstka różańca - smutno potem, jak często - wychodzę, deszcz - nie ma gdzie głowy skłonić - przychodzę do "Bureaux", ale zamiast doktorów zastaję okienka na Msze św., prenumerata tygodnika - zaprenumerowałem - pytam o pociąg, o piątej bez III klasy - pytam o zmianę pieniędzy (kaleczę niemożliwie francuszczyznę, a raczej słów brakuje i nie kleją się) - smutno tymczasem, biura zamykają, bo dwunasta, więc znowu głodny pod deszcz. Gdzie wstąpić? Jadę tramwajem na stację dowiedzieć się o pociąg: 14.29 ekspres do Bordeaux i trzecia rano w Paryżu - wracam pożegnać Mamusię, jakoś ochoczo i wesoło się robi i zarazem myśl, że i na misjach często przyjdzie przygnębienie, ale i to potrzebne, bo czegóż ja chcę, czy pociech? (o. Hieronim Biasi z jaką oschłością odjechał). - Wesoło wracam, napiłem się cudownej wody, palec pod strumień postawiłem, pożegnałem Mamusię, w duchu poleciłem wszystkich i wszystko, pocałowałem świętą skalę i do widzenia, Mamusiu; nieco pocztówek i tramwajem na stację. Zmiana pieniędzy?! - coś w restauracji na dworcu 4,50 franka i na peron. Pociąg rusza - zaczynam pisać, patrzę, aż tu przed samą

Grotą z drugiej strony Gawy pociąg mnie niesie; przerywam pisanie! - jak długo jeszcze Grotę i bazylikę widać - rozmawiam z Mamusią, że cały jestem Jej i duszą, i ciałem. Tymczasem Gawa, wśród której wód i wody z cudownego źródła płyną, aż dotąd towarzyszyła jak wysłaniec Niepokalanej na pożegnanie, teraz i ona się pożegnała. -Jakaż czułość Niepokalanej! Gdybym nie jechał na Bordeaux, nie miałbym tych pociech. - Gdy to piszę, jeszcze żegnają mnie góry, które w swoich objęciach piastują tę błogosławioną okolicę i pobielonymi od śniegu szczytami ślą ostatnie pożegnanie. Znowu Gawa się ukazuje i przez chwilę do szyn pociągu się zbliżyła, by znów zniknąć gdzieś w oddali, a słonko ciepło przyświeca. -Cześć Niepokalanej. Nie spodziewałem się takiego pożegnania, gdym zmoczony, trapiony zmęczeniem, przed razami kropel deszczu smutnie od Groty odchodził. -Ale tak było lepiej. -Jak Niepokalana sobie życzy. (Aha, gdym tak smutny na stację jechał, przychodzi mi na myśl: "Czego ty właściwie chcesz? Mszę św. odprawiłeś w bazylice, u Groty byłeś, więc możesz wracać, ale to tak zimno w duszy wtedy było"). Więc do Bordeaux, a potem do Paryża, na rue du Bac, gdzie Niepokalana objawiła Cudowny Medalik. -Trzeba się uczyć francuszczyzny, bo potrzebna.

Pamiętniki: 1930

Grafika do art. Jak Niepokalana...

[Fot. s. 51] "Dogmat Niepokalanego Poczęcia" - mozaika w bazylice w Niepokalanowie.