Hipokrates zdradzony

"Przysięgam na Appollina..." i w dalszym ciągu Hipokrates zwraca się do Asklepiosa i innych bóstw, ale trudno tutaj cytować całą przysięgę. Chodzi nam o ten passus przysięgi, który ma znaczenie podstawowe dla etyki zawodowej, a mianowicie zdanie: "nigdy nikomu, ani na żądanie, ani na prośby niczyje, nie podam trucizny, ani też nigdy takiego sam nie powezmę zamiaru, jak również nie udzielę żadnej niewieście środka poronnego" (cytowane za Henrykiem Łuczkiewiczem, Warszawa 1964).

Pokolenia lekarzy składały tę przysięgę, pokolenia były jej wierne i jeżeli teraz na całym świecie rośnie fala holocaust - mordowania dzieci nienarodzonych, jeżeli w Polsce aktualnie jest żenująco prymitywna dyskusja na temat praw dziecka do życia, to trzeba jasno stwierdzić, że to jest wina lekarzy. Po prostu to jest zdrada, jaką popełniają lekarze wobec etyki zawodowej, wcale nie chrześcijańskiej, niezależnej od wyznań, od religii, od narodowości czy rasy - zdrada etyki lekarskiej.

Prostej kobiecie bez żadnego wykształcenia ostatecznie można by wmówić, że to "nie jest dziecko", że "to jeszcze nie jest człowiek", choć - powiem - i to byłoby trudno, bo naprawdę każda kobieta, która się zgłasza do przerwania ciąży, wie, że to dziecko, bo ona przecież nie chce dziecka. Gdyby to było coś innego, to niechby sobie rosło - jej "zagraża" dziecko i ona wie, że "zepsuła dziecko". Ale ostatecznie zgódźmy się, że tej niewykształconej kobiecie można wszystko wmówić, ale on - pan doktor, może pan docent, może pan profesor, no on - wie doskonale, bo przecież zdawał egzamin z genetyki, z embriologii, doskonale wie o kodzie genetycznym, specyficznie ludzkim, który człowieka odróżnia od wszystkich zwierząt, o rozwoju dziecka; on ma do dyspozycji ultrasonograf, może powiedzieć w pierwszych tygodniach ciąży czy to chłopiec, czy dziewczynka; on wie, że serce dziecka bije. Więc dlaczego ten lekarz, którego kształcono na koszt państwa, z podatków, które ludzie płacą, żeby mieć pomoc lekarską, ten lekarz, którego uczono historii medycyny i który wie o etyce zawodowej, o Hipokratesie, i wie także o wyroku z 1947 roku w Norymberdze, kiedy 80 lekarzy nazistowskich Najwyższy Trybunał skazał na karę śmierci i wyrok ten wykonano - wyrok za nadużycia właśnie w etyce zawodowej - dlaczego ten lekarz służy śmierci?

Od wielu lat zbieram wypowiedzi dotyczące kolegów lekarzy w Poradni małżeńskiej i w Poradni młodzieżowej, które od lat prowadzę na co dzień, mam relacje o tym, jak traktują kobiety ciężarne panowie lekarze, jak szykanują te kobiety i jak pchają brutalnie do tej tragicznej decyzji. Wiem od kobiet.

Sama miałam też rozmowę z moim lekarzem, którego lata temu wybrałam jako dobrego specjalistę. Pan profesor ginekologii, o opinii dobrego lekarza, powiedział mi wprost: "Chyba pani nie będzie taka głupia, koleżanko, żeby rodzić na studiach?". A jakże, byłam studentką, raczył mnie nazwać koleżanką, a ja odpowiedziałam: "Będę taka głupia, panie profesorze" - i więcej do ginekologa aż do porodu nie poszłam!

Teraz kobiety proszą o adres położnej, która zgodziłaby się, jak dawniej, przyjmować poród w domu, bo nie chcą znać ginekologów, bo - mówi jedna: "Jak ostatnio rodziłam trzecie dziecko, to pan doktór powiedział do mnie: «A cóż pani jak królica rodzi i rodzi»".

Kiedyś kobieta w czwartej ciąży prosiła mnie o zapewnienie miejsca w dobrym szpitalu, bo tam, gdzie mieszka, już przy ostatnim dziecku miała tyle przykrości, że boi się iść do szpitala. Wzięłam ją do Krakowa i sama przeżyłam przy niej szok. Poród wypadł wcześniej niż kobieta planowała, akurat w Wielki Czwartek, kilka lat temu. Zabrałam ją (była u mnie w domu) do dyżurnego szpitala, pojechałam z nią razem i w poczekalni, w izbie przyjęć właśnie przeżyłam ten szok, bo była to izba, w której za parawanem lekarz dyżurny "za[292]łatwiał" właśnie poprzednią pacjentkę i słychać było odgłosy tego "załatwiania". W pewnym momencie kobieta badana krzyknęła z bólu, a pan doktor - cytuję dosłownie - wrzasnął: "A cóż pani teraz ryczy jak krowa, trzeba było mnie słuchać pół roku temu".

Nie przesadzam i mam tę scenę wciąż w uszach. Moja pacjentka, która do Krakowa uciekła z małego miasteczka, bo tam ją znali i źle traktowali, spojrzała na mnie z paniką w oczach. Tamtą pacjentkę odesłano na oddział, a ja weszłam za parawan z tą moją pacjentką i powiedziałam: "Panie doktorze, pan pozwoli, że najpierw się przedstawię i zanim pan zajmie się pacjentką, to ja poproszę o Książkę zażaleń". Żachnął się: "Po co?". A ja na to: "Nic, tylko chciałam wpisać ten budujący cytat z pana wypowiedzi przed chwilą".

Przedstawiłam się wyraźnie - i to już wywołało ze strony pana doktora reakcję; jestem dość starym lekarzem, żeby krakowscy ginekolodzy znali moje nazwisko.

Pan doktor zaczął się tłumaczyć, że jest zmęczony po dyżurze - i pewnie nawet był. Nie wpisałam nic do Książki zażaleń, bo ostatecznie osiągnęłam cel, o który mi chodziło - żeby inaczej potraktował kobietę, którą ja przyprowadziłam.

Brutalni, wulgarni - tacy są oni wszyscy, ludzie, którzy bez skrupułów zabijają dzieci - bo jestem pewna, iż po takiej praktyce lekarskiej ci wszyscy lekarze muszą mieć zmianę osobowości, tak jak mieli zmienioną osobowość esesmani w obozach zagłady, co potwierdzały przeprowadzone badania.

Do zabijania trzeba specjalnych cech - normalny człowiek tego nie potrafi. Trzeba coś w sobie stłumić, zabić wrażliwość, żeby masowo zabijać niewinne dzieci.

Nie ma takich badań nad osobowością "aborterów". W literaturze spotkałam opis jednego wypadku w Anglii, gdy lekarz podczas zabiegu nagle zawołał: "Krew! Krew niewinnych mam na rękach!". I rzucił się do okna w psychozie reaktywnej. Inni latami to wykonują bez skrupułów.

Znam ginekologa - ordynatora oddziału, który swoim asystentom postawił koniak w dniu, w którym wyskrobał tysięczne dziecko.

Lekarze...

Kadra ludzi przez wieki ceniona, pokolenia Judymów, Korczaków, Pasteurów - ludzi wysokiej klasy, o których nieraz się mówiło: "prawdziwy, z prawdziwego zdarzenia lekarz".

A dziś?...

W czerwcu, parę lat temu, jednego dnia do Poradni w Kurii przyszły do mnie dwie kobiety z płaczem, że lekarz zakładowy odmówił zwolnienia, jeżeli nie poddadzą się zabiegowi przerwania ciąży.

Autentycznie - jednej powiedział, że jest "za stara, żeby rodzić": miała 42 lata i olbrzymie obrzęki na nogach, był upał, chciała zwolnienia, bo czuła się źle, a on nie tylko przestraszył ją, że umrze przy porodzie, ale odmówił zwolnienia, póki nie przerwie ciąży.

Druga, dziewczyna młoda, dwudziestoletnia - powiedział jej, że jest "za młoda, żeby rodzić".

Nie wytrzymałam i zadzwoniłam do niego, pytając: "Panie doktorze, a w pana pojęciu jakie kobiety mają prawo rodzić?".

"O co chodzi?" - zapytał. Więc wyjaśniłam: "Dzisiaj pan odmówił zwolnienia, nota bene - wbrew prawu - kobietom ciężarnym, jednej, że za stara; drugiej, że za młoda, żądając, żeby się poddały zabiegowi przerwania ciąży - więc według pana, jaki wiek jest odpowiedni do rodzenia? Bo ja osobiście myślę, że jeśli kobieta jest w ciąży, to nadaje się do rodzenia - za stara po prostu nie zachodzi w ciążę, za młoda też nie". Postraszyłam pana doktora prokuratorem, że bezprawnie odmawia zwolnienia. Może najwyżej posłać na komisję lekarską, jeżeli sam nie widzi podstaw do zwolnienia kobiety z pracy. Ale ta kobieta miała tak ogromne obrzęki, że było oczywiste, iż ma niewydolność krążenia.

- No właśnie - podchwycił - ma niewydolność krążenia.

- Więc dlatego pan doktor odmawia zwolnienia?

- No nie, ale jest w ciąży.

- No to właśnie dlatego ma prawo do dłuższego zwolnienia.

- Ale ona nie urodzi.

- A skąd to pan doktor wie? Teraz rodzą kobiety nie tylko z obrzękami, ale nawet z rozrusznikiem w sercu. Medycyna poczyniła postępy. Pan doktor jeszcze nie wie, że w świetle kazuistyki [293]nie ma dawniej cytowanych tzw. wskazań lekarskich do przerywania ciąży?

Jest oczywiste, że żadna choroba matki nie leczy się śmiercią dziecka. Chorą matkę trzeba wziąć pod staranną opiekę lekarską.

Tę kobietę z obrzękami posłałam do znajomego ginekologa. Teraz tylko tak można, trzeba posyłać nie do lekarza w ogóle, ale do konkretnego znajomego, znanego, żeby mieć pewność, że nie zabije dziecka.

Widziałam tę kobietę w dwa dni później - nie miała żadnych obrzęków. Zapytałam: "Co pani zażywa?" A ona mówi: "Nic. Pan doktor powiedział, że lepiej leków w ciąży nie brać, i zalecił, żebym się na dwie godziny kładła zapewniając, że wszystko będzie dobrze".

Sama się zdumiałam. Wystarczyło, że kobieta odpoczęła, przestała się bać i krążenie bez leków się wyrównało. Urodziła zdrowe dziecko bez komplikacji.

Takich przykładów zebranych przez ponad trzydzieści lat swej pracy w tej dziedzinie mogłabym przytaczać wiele. Od postawy lekarza nieraz zależy los dziecka, bo kobieta przychodzi do niego w niepokoju i niekiedy decyzja jej jeszcze nie jest do końca podjęta i życzliwa uwaga lekarza, serdeczne słowa, staranna opieka mogą dziecko uratować.

Ale dziś ginekolodzy od razu stawiają kobiecie pytanie: "To kiedy zabieg?" - i proponują prywatny gabinet po południu (bo są takie, choć niby prywatnej praktyki w tej naszej rzeczywistości nie ma, a do tego celu są i nikt ich nie ściga).

Dawniej Izba Lekarska pozbawiała praw praktyki lekarza, który się tym procederem zajmował, bo taki nie był godny miana lekarza. Więc gdyby ci wszyscy lekarze byli wierni etyce zawodowej, klęska holocaustu zniknęłaby; argument, że byłyby pokątne zabiegi, jest pseudoargumentem, bo te oficjalne i te nieoficjalne robią ci sami ludzie. Zresztą statystyki świata wykazują, że w krajach, gdzie zalegalizowano "zabieg" przerwania ciąży, ilość pokątnych zabiegów nie zmalała, tylko doszły jeszcze tysiące oficjalnie wykonywanych.

Zdrada stanu.

Nie można powiedzieć, że wszyscy tak robią - byłoby to krzywdą. W Polsce też, gdy ustawa została zatwierdzona, był protest ze strony uczciwych lekarzy; niektórzy odeszli od specjalizacji, inni heroicznie przetrzymywali i przetrzymują szykany, twardo stojąc na stanowisku prawdziwej etyki - bronią życia.

Na szczęście są i tacy i dlatego można znaleźć właściwe nazwiska. Jest taki lekarz ginekolog w małym miasteczku, o którego istnieniu dowiedziałam się od kobiety w czasie rekolekcji. Opowiedziała swoją historię: trzy Iata temu poszła do tego lekarza z żądaniem przerwania ciąży. Ponieważ nie miała z kim zostawić dziecka (trzyletniej dziewczynki), które miała, wzięła je ze sobą. Wiedziała z prasy, że to taki zabieg jak "wyrwanie zęba", więc ambulatoryjnie można to zrobić. Powiedziała lekarzowi, że ma trudne warunki, więc nie może mieć dziecka. Doktor wysłuchał, pokiwał głową, na chwilę wyszedł i wrócił z wielkim nożem kuchennym, wziął za rączkę małą dziewczynkę, a matce powiedział: "Wie pani, ta duża więcej kosztuje, a mnie wszystko jedno, które dziecko zabiję, to ja pani tę starszą zabiję". I zrobił gest, jakby chciał zabrać dziecko. Kobieta wyrwała dziecko lekarzowi i uciekła, a on jeszcze jej powiedział: "To pani nie wie, że tamto to też pani dziecko?".

Uciekła i mówi: "I wtedy zdałam sobie dopiero sprawę z tego, co chciałam zrobić".

Jak się to drugie dziecko urodziło, posłała lekarzowi kwiaty z podziękowaniem za uratowanie jej dziecka.

Rozmawiałam potem z tym lekarzem. Powiedział: "No, wie pani, to był taki szok, ale ja zawsze pytam kobiety w ten sam sposób: «Czy pani naprawdę chce zabić swoje własne dziecko?» I nieraz otrzymuję zaskakującą odpowiedź: «Ach, nie. Ale to pan doktor mi kazał, bo powiedział, że ja nie urodzę»".

Lekarz kierujący bawi się w proroka - wie, co będzie. Żadna kobieta, którą namówiono do urodzenia, nigdy nie miała pretensji o dziecko żywe - przeciwnie, wyraża w różny sposób wdzięczność.

...

No więc dlaczego ci lekarze to robią? Za pieniądze? Oczywiście także za pieniądze. Między innymi szukając ginekologa uczciwego, nie wiedząc jeszcze, kim jest ten, do którego idziemy, od ludzi dowiadujemy się o jego sytuacji materialnej - luksusowy samochód, [294]luksusowy dom, willa. Młody ginekolog bez zamożnych rodziców zawsze (może zresztą niesłusznie) budzi w takim wypadku podejrzenie. Czasem od pacjentek, które potem przychodzą do poradni psychiatrycznej leczyć się z powodu "post abortion syndrom", wiem, ile zapłaciły.

No więc częściowo dla pieniędzy zwyczajnie dali się sprzedać. Inni z nadgorliwości, żeby być bardzo posłuszni, bo jak jest takie prawo, to żeby byli dobrze notowani, że na pewno nie są przeciw reżimowi, bo ten reżim preferuje zabijanie.

Tak samo było z tymi, co słuchali Hitlera. Tak się na procesie tłumaczyli, że byli posłuszni, a Najwyższy Trybunał Międzynarodowy jednoznacznie orzekł, że lekarz ma obowiązek słuchać tylko jednego prawa - lekarskiego sumienia i postępować zgodnie z etyką zawodową.

Biedny Hipokrates - po latach zdradzany.