Rycerz Niepokalanej (3)
Panna Kasia jest wychowawczynią w przedszkolu. Mieszka z ojcem staruszkiem w małym pokoiku z kuchenką, a skromna pensja ledwie wystarcza na utrzymanie. Ale panna Kasia nie martwi się tym wcale nie narzeka na kryzys. Jej młodzieńcza, niemal dziecinna jeszcze buzia taką promieniuje radością, że mogłaby nią obdzielić pól świata.
Ludzie kiwają głowami. I czego to się tak cieszy? Ale panna Kasia ma duszę franciszkańską, kocha wszystko, co Bóg stworzy! i cieszy się tym - chciałaby każdemu czynić dobrze, każdemu pomóc, aby wszyscy byli szczęśliwi.
Dziś imieniny Kasi. Tatuś staruszek martwi się bardzo, że nie może niczym tego dnia uświetnić - nic córce podarować. Ale Kasia nie myśli o tym - jest taka pogodna i słoneczna, jakby to nie listopad ale maj zawitał.
Raniutko była z ojcem na Mszy św. i do Komunii św.
- Tatusiu! Jakiej większej uczty nam dziś trzeba.
Staruszek przytakuje całym sercem, ale nie może się pozbyć myśli, że jednak jakiś kwiatuszek, jakaś czekoladka przydałyby się na taki dzień.
Panna Kasia poszła do przedszkola, a ojciec krząta się po mieszkanku, przygotowuje co trzeba do obiadu - to jego funkcja.
Nagle ktoś puka. Staruszek uchyla drzwi i natyka się na bukiet wspaniałych chryzantem - za nimi widać uśmiechniętą wąsatą twarz.
- To z naszego ogrodu pannie Kasi na imieniny za jej złote serce i za opiekę nad naszymi dziećmi! Ojciec nie posiada się z radości. Będzie miał czym powitać Kasię, gdy wróci z przedszkola. Szuka jakiegoś klosza, by w nim kwiaty umieścić - lecz oto znów puk! puk! do drzwi.
- Kto tam?
- Otwierać! Otwierać! Poczta.
Do pokoju wjeżdża dość duża paczka, a listonosz podaje rewers do podpisania. Ojciec nie może uwierzyć swym oczom. A więc będzie mógł urządzić imieniny swej Kasi. Sam Pan Bóg o tym pomyślał. Ostrożnie rozpakowuje paczkę. Od kogo? Od starej ciotki z Belgii. Dotąd nie interesowała się swymi krewniakami w ojczyźnie, ale teraz się tyle za granicą mówi o Polsce i o jej trudnościach gospodarczych, że starą damę ruszyło sumienie: przekazała Kasi i jej ojcu małą pomoc, bo sama też nie jest zbyt bogata. W paczce piękny materiał na płaszcz zimowy i trochę słodyczy. Ależ będą imieniny! Jak nigdy.
Teraz tatuś już nie może się doczekać powrotu Kasi. Nareszcie! Rozpromieniony otwiera drzwi solenizantce i prowadzi do pokoju, gdzie czekają rozłożone na stole prezenty.
- Patrz, kochanie, co ci Pan Bóg przysłał na imieniny. Przyszła paczka z zagranicy od cioci Elzy. Ten wspaniały materia! to dla ciebie na płaszcz zimowy. Poczciwa ciotka do{-82-}łączyła w kopercie nawet- trochę pieniążków na krawcową. Domyśliła się, że u nas krucho.
- O mój Boże! Kochana ciocia! Niech jej Pan Bóg nagrodzi! Toż to radość dla mnie! Bo właśnie tak się martwiłam, że moje dwie dziewczynki - bliźniaczki w przedszkolu nie mają nic ciepłego na zimę i drżące z zimna w jakichś letnich sukienkach przyprowadza je matka. No i już po zmartwieniu. Z tego materiału będą dwa dziecinne płaszczyki jak złoto.
Tatuś trochę pomarkotniał.
- No, ale wiedz, Kasiu, tobie też by się przydał nowy płaszcz, bo ten, w którym chodzisz, jest już taki obskurny, że przykro patrzeć.
Kasia się roześmiała:
- Tatusiu! Ty nie wiesz, ale właśnie tak jest dobrze. Bo jakby przypadkiem ktoś się we mnie zakochał to będę miała pewność, że ja sama mu się podobałam, a nie mój płaszcz.
- A te kwiaty, to skąd?
- Te chryzantemy to przyniósł ogrodnik, którego synek chodzi do przedszkola. Chciał przez to podziękować za opiekę nad jego Wojtusiem.
- A to ślicznie zrobił! Bardzo mi się przydadzą. Właśnie dziś rano widziałam, że w kościele na ołtarzu stoją takie już brzydkie, zeschłe bukiety. Zaraz wieczorem zaniosę te chryzantemy, żeby je kościelny na ołtarzu postawił.
- A nie będzie ci żal? Ty tak lubisz kwiaty.
- Gdzie tam żal! To radość móc coś dać Panu Jezusowi.
- No dobrze! dobrze! Kwiaty dla Pana Jezusa, ale z tych zagranicznych ciasteczek zrobimy sobie elegancki podwieczorek imieninowy. Zaraz nastawię herbatę.
- Tatusiu! Szkoda tak zmarnować te ciasteczka, przecież one mogą przynieść komuś tyle radości. Jak my je zjemy - to dla nas nie będzie znów coś nadzwyczajnego, a jak dam je dzieciakom naszej dozorczyni, to będzie uciecha nie z tej ziemi.
- Ale może ci, tatusiu, będzie żal? - spytała żartobliwie.
- A pewnie, że mi żal, że z tych wszystkich prezentów nie zostanie dla ciebie nic... okrągłe nic!
- O nie, tatusiu! Ja dostałam dziś coś, czego nie oddam, nie odstąpię. No, może tylko z tobą się podzielę. Dziś w przedszkolu dzieci mi winszowały, śpiewały, mówiły wierszyki, a już po całej uroczystości czuję, że jakiś brzdąc przytulii się do mnie i coś mi wciska do ręki szepcząc tajemniczo:
- To jest dla pani - ode mnie - na imieniny. Taki cukierek, dobry "ściekoladowy".
Ucałowałam malca serdecznie, bo ze wzruszenia nie mogłam mówić, a cukierek, zawinięty w różową bibułkę, schowałam do teczki, jak najdroższy podarunek.
No więc teraz zamiast imieninowego podwieczorku podzielimy się tym cukierkiem jak opłatkiem, bo to jest prawdziwy dar serca.
Są tacy ludzie, a jest ich sporo,
Którzy taką bierną naturę mają,
Że zawsze tylko od innych biorą,
Lecz nic nikomu nigdy nie dają.
Nienasycone te jamochłony
Nie przeczuwają w najmniejszej mierze,
jaki skarb szczęścia bywa złożony
W chętnym dawaniu, w chętnej ofierze.[s. 82]

