Artykuł pt. "A co ty na to?", umieszczony w lipcowym numerze "Rycerza", wywołał żywy oddźwięk u Czytelników. Chociaż nasz miesięcznik nie ma charakteru polemicznego, sądzimy jednak, że sprawa jest dość ważna oraz: interesuje w jakimś stopniu nas wszystkich, a więc zasługuje, by potraktować ją szerzej. Wobec tego opublikujemy na łamach "Rycerza" przynajmniej niektóre wypowiedzi naszych Czytelników. Na początek drukujemy rozważanie pt. "Gdyby mój syn został księdzem..."
Drogi Przyjacielu, spełniam Twoją prośbę, odpisując na Twój list wydrukowany w lipcowym numerze "Rycerza Niepokalanej". Dostąpiłeś wielkiej łaski: ofiarowałeś na służbę Bogu swoje dziecko.
Ja jestem jeszcze młodym ojcem, mam 35 lat, czwórkę dzieci - w tym trzech synów. Najstarszy, chodzi do II klasy, a najmłodszy kończy 3 lata. Postanowiłem razem ze swą małżonką tak wychowywać nasze dzieci, aby choć jedno z nich poświęciło się służbie Bożej.
Twój artykuł bardzo mnie zainteresował i przeczytałem go uważnie w całości. Obym ja mógł kiedyś dostąpić tak radosnego i wielkiego przeżycia! Pytasz siebie i innych, dlaczego akurat Tobie to się przydarzyło? Odpowiem Ci jednym zdaniem: Wasze życie rodzinne stworzyło podatny grunt. Decyzja Waszego dziecka jest obfitym plonem. Z pięknie przedstawionego dialogu z córką, w którym chciałeś się przekonać o prawdziwości jej powołania, przebija szczere oddanie i wielka miłość Twojej córki do Boga. Aby doczekać takiej szczęśliwej chwili, trzeba wiele czasu poświęcić wychowaniu swoich dzieci. Decyzja należy oczywiście zawsze do dziecka. Wiele jest rodzin wychowujących swoje dzieci w duchu miłości chrześcijańskiej, ale niewielu jest tych, którym Pan Bóg daje taką radość, jaką dał Tobie.
Gdyby mój syn został księdzem, dzień, w którym by się to stało, byłby najszczęśliwszym dniem mego życia. Dotychczas najszczęśliwszym moim dniem jest ten, w którym poślubiłem swoją małżonkę. Gdybym natomiast doczekał dnia święceń kapłańskich swojego syna, uważałbym to za akt otrzymania od Pana Boga "świadectwa dojrzałości". Aby dostąpić takiej łaski Bożej, trzeba żyć tak, aby każdy dzień mijał w atmosferze chrześcijańskiej miłości. Rodzina chrześcijańska powinna być Bogiem silna. A to znaczy, że trzeba w życiu rodzinnym praktykować wspólną modlitwę w domu, przystępowanie do sakramentów św., niedzielną lekturę religijną itp.
Drogi Przyjacielu! Każdy z nas ma wolną wolę, ale musimy pamiętać i o tym, że wszystko w naszym życiu zależy od woli Boga. Zatytułowałem swój artykuł do Ciebie słowami mojej Matki, które wypowiedziała 26 lat temu na łożu śmierci. Miałem wówczas 9 lat i te słowa wziąłem sobie do serca. Przez wszystkie swoje młodzieńcze lata pamiętałem o życzeniu mojej Matki. Jednak inna była wola Boska. Pan Bóg chciał, abym Jemu służył w innym stanie i dał mi szczęście, że w kościele, na nabożeństwie do Matki Boskiej Nieustającej Pomocy, poznałem swoją małżonkę. Może taka jest wola Boża, że chce, aby któryś z moich synów poświęcił się Jemu na służbę i da mi możność przeżywania tak szczęśliwych i radosnych chwil? Gorąco się o to modlę.
To prawda, każdy z nas jest dzieckiem Boga. Również nasze dzieci są własnością Boga. Pan Bóg obdarza nas dziećmi i wybiera te, które chce, zlecając im szczególną służbę ku swojej czci. Dlatego też, jeżeli któreś z naszych dzieci ma wolną i nieprzymuszoną wolę pełnienia tej tak zaszczytnej służby, nie możemy się temu przeciwstawiać.
