Wywiad o. Jerzego Domańskiego z Iwonem d’Horrer, delegatem dyrektora narodowego MI w Szwajcarii.
- Będę wdzięczny za wieści o Rycerstwie Niepokalanej (MI) w Szwajcarii.
- Nasza "mała MI" w Szwajcarii, mająca też opiekę (z woli Dyrekcji Generalnej MI w Rzymie) nad M I we francuskiej Alzacji i Lotaryngii oraz w Luksemburgu, jest jeszcze słaba. Jesteśmy świadomi tego. Ale dwa sektory naszej działalności są bardzo pozytywne, a nawet możemy być z nich dumni, wydawnictwo i "Expo-Kolbe", wystawa objazdowa. Zwłaszcza ta wystawa od dwunastu już lat oddaje sprawie Niepokalanej rzetelne usługi, i na nią chciałbym zwrócić uwagę.
- Pamiętam dzień inauguracji tej wystawy.1 maja 1974 r. w "Pavillon Notre-Dame" w Lourdes. Było wtedy wielu wybitnych gości: z Lyonu przybył kard. Aleksander Renard, by dokonać otwarcia, z Rzymu przedstawiciele Kurii Generalnej Zakonu Franciszkańskiego i Dyrekcji Generalnej MI, z Niepokalanowa ówczesny gwardian, o. Błażej Kruszyłowicz...
- Na powstanie tej wystawy wpłynęło wielkie wydarzenie, jakim była beatyfikacja o. Maksymiliana Marii Kolbego, założyciela MI, w roku 1971. Wyniesienie na ołtarze dało go poznać szeroko w świecie i wzbudziło zainteresowanie dla dziedzictwa duchowego, jakie zostawił. Trzeba było wyciągnąć wnioski praktyczne, aby bardziej była znana i kochana Niepokalana - Ta, która zadecydowała o jego uświęceniu. Ona sama oczekiwała od nas, byśmy na tym przykładzie ukazali Jej wyjątkową i niezastąpioną rolę w Kościele i w życiu każdego z nas. Zrozumiał to dobrze ówczesny prowincjał franciszkański o. Ludwik Renggli i polecił o. Maurycemu Moulletowi przygotować w tym celu odpowiednią wystawę, tym bardziej, że przyszło zapotrzebowanie na taką wystawę z Lourdes, by z jej pomocą przygotować lepiej rzesze pielgrzymie na Rok Święty.
- Muszę przyznać, że wystawa jest świetna tak pod względem artystycznym, jak ideologicznym. Nic dziwnego, bo jej twórca, o. Moullet, ukończył sztukę i od lat już żyje duchem św. Maksymiliana. Ukazał go jako wiernego tłumacza orędzia Niepokalanej z Lourdes i jako dynamiczny przykład odnowy i pojednania z Bogiem i bliźnimi, co tak harmonizowało z tematem Roku Świętego. Zapewne "Expo-Kolbe" do dziś jest taka, jaką oglądaliśmy w roku 1974?
- Większych zmian nie poczyniono. Na wstępie widnieje medalion św. Maksymiliana z jego dewizą: pro amore usque ad victimam ("o miłość aż do stania się żertwą ofiarną"). Motyw miłości jest widoczny w czterech częściach wystawy, z których trzy pierwsze przedstawiają życie Świętego według jego klasycznego podziału: przygotowanie, praca i cierpienie, a ostatnia, poprzedzona mottem: "jeśli ziarno nie obumrze...", ukazuje owocowanie. Wybija się główna idea o. Kolbego: trzeba wszystkim duszom zanieść Niepokalaną. Całą tę treść wyczytuje się z fotosów, z cytatów (w czterech językach) wziętych z Pisma Św[iętego], homilii beatyfikacyjnej Pawła VI i pism św. Maksymili[a]na oraz z gobelinów wykonanych przez artystkę Soutra. Cała wystawa wraz z metalowymi elementami konstrukcyjnymi zawiera ponad tonę materiałów.
- Wiem, że wystawę o. Kolbego w Lourdes obejrzały dziesiątki tysięcy pielgrzymów, nawet z tak dalekich krajów, jak Kanada, USA, Kolumbia, Brazylia, Argentyna, Uganda, Zair, Mozambik, [106]Indie, Sri Lanka, Japonia, Filipiny, Australia... Była dostępna dla wszystkich przez sześć miesięcy. A potem?
- Potem prowincjał szwajcarski widząc powodzenie wystawy powiedział: "Teraz stwórzcie ekipę, postarajcie się o półciężarówkę i objeżdżajcie z wystawą miasta Europy". O. Moullet zabrał się odważnie do dzieła, choć nieraz był sam, a zazwyczaj wspierała go jedna lub dwie osoby, czasem w okresie letnim więcej, gdy przybyła pomoc z Kolegium Serafickiego w Rzymie lub z instytutu świeckiego MI w Bolonii. Po Lourdes przyszła kolej na Paryż, gdzie pod koniec 1974 r. wystawa znalazła się przy Kaplicy Cudownego Medalika na ulicy du Bac. W ciągu tych kilkunastu lat "Expo-Kolbe" gościła - krócej lub dłużej, nawet po dwa miesiące - w ponad 40 miastach, najwięcej we Francji (24) i Szwajcarii (9), ale też we Włoszech, w Niemczech, w Austrii i w Luksemburgu, nieraz przy wielkich sanktuariach jak Notre Dame de la Garde w Marsylii czy sanktuarium Matki Bożej Różańcowej w Pompei, to znów w katedrach, jak w Lyonie, Dijon, Bordeaux, czy na uniwersytecie, jak we Fryburgu szwajcarskim. "Objazd Europy" trwa. Trudno sprostać wszystkim zaproszeniom.
- Jak wygląda praca ekipy MI na poszczególnych etapach?
- Pamiętając na słowa Pana Jezusa: "beze Mnie nic uczynić nie możecie", które przypomniał Rycerstwu Niepokalanej św. Maksymilian, czuwamy nad naszym życiem duchowym i pilnujemy modlitwy. Każdy dzień zaczyna, przeplata i kończy wspólna modlitwa. "Expo-Kolbe", ze swymi fotosami, tekstami, tkaninami dekoracyjnymi, jest tak pomyśl[a]na, by ją wyjaśniano, toteż cały dzień schodzi nam na oprowadzaniu zwiedzających i objaśnianiu. Staramy się "zajeżdżać na głębię". Oczywiście, każdy z nas ma swą osobowość i po swojemu przeżywa o. Kolbego, więc jeden zwraca większą uwagę na życie wewnętrzne Świętego, drugi na jego podkład teologiczny, trzeci trzyma się ściślej biografii. Ubogacamy się tak wzajemnie. Gdy jest czas, wyświetlamy przeźrocza Sang pour sang (Krew za krew). Mamy też do dyspozycji książki o św. Maksymilianie, jego obrazki i Cudowny Medalik, który rozdajemy systematycznie. W wolnych chwilach udajemy się do osób, które nie mogły obejrzeć wystawy - do chorych w szpitalach, do domów dla starców, do klasztorów sióstr klauzurowych, bywa, że i do więzień - by mówić o św. Maksymilianie i jego ideale. Czasem nasi kapłani głoszą w kościołach homilie lub urządzają nabożeństwa maryjne. Gdy wystawa była w Bordeaux, 22 maja 1983 w czasie Mszy św. zielonoświątkowej, transmitowanej przez telewizję, przemawiał zaproszony przez o. Moulleta o. Bro OP, biorąc jako temat "Zjednoczenie Ducha Świętego z Niepokalaną według św. Maksymiliana".
- Ależ to prawdziwe apostolstwo MI!
- Istotnie. Wystawa o. Kolbego daje nam okazję prowadzenia wędrownego apostolstwa MI; każdy etap przy "objeździe Europy" to misja. Zazwyczaj zainteresowanie przechodzi nasze oczekiwania. Widzi się, że dusze poszukują odnowy życia chrześcijańskiego. A nie myślmy, że przeraża je świętość bardziej wymagająca. Przeciwnie, przyciąga je jeszcze więcej. Misja powszechna Niepokalanej w planie Bożym, przeżyta intensywnie i owocnie przez tego apostoła nowoczesnego, jakim był św. Maksymilian, budzi z kolei pragnienie prawdziwej odnowy ewangelicznej. Im lepiej zwiedzający zgłębią ten plan Boży w Maryi Niepokalanej, tym prędzej odczuwają pragnienie, by stać się Jej narzędziem w odnowie świata. Często po wymianie myśli z jednostkami czy grupami zaczyna się jakaś inicjatywa apostolska, zostawiamy na miejscu ludzi przejętych ideałem św. Maksymiliana i pragnących go urzeczywistniać. Utrzymujemy z nimi kontakt listowy.
- Miałem szczęście przejrzeć "złotą księgę" wystawy z etapu lurdzkiego i paryskiego. Ileż w zapisanych zdaniach ludzi różnych narodowości entuzjazmu dla ideału MI, wcielonego w Założycielu! Ileż chęci, by pójść jego śladem! Zanotowałem sobie niektóre wyznania, na przykład: "Dopóki ziemia będzie wydawać takich ludzi, jak ojciec Kolbe, siły zła nie zwyciężą"; "Mamy na wzór Błogosławionego nieść miłość światu, by go uczynić lepszym"; "Wzrok o. Kolbego wzywa nas do świętości przez Niepokalaną"; "Niech bł. Maksymilian pociąga nas za sobą, byśmy byli rycerzami Niepokalanej i apostołami według Serca Jezusowego"; "Szczęśliwy ten, kto pójdzie śladem o. Kolbego, gdyż będzie nazwany kontynuatorem dzieł Bożych na ziemi".
Czytelnicy "Rycerza" chcieliby wiedzieć czy wasza wystawa przyczynia się też formalnie do rozwoju Rycerstwa Niepokalanej w Europie Zachodniej?
- Owszem. Ojciec zna tę sprawę dobrze. Zaraz po pierwszych etapach postanowiono wprowadzić oficjalnie MI we Francji, dając jej tu [107]nazwę: Misja Niepokalanej. W roku 1975 zawiązało się Stowarzyszenie Misji Niepokalanej, w skrócie AMI, które po zatwierdzeniu przez władze państwowe otrzymało osobowość prawną. Przewodniczącym został kierownik wydawnictwa Lethilleux, Robert Aquettant, który zaczął teraz wydawać u siebie książki o św. Maksymilianie i jego idei. Ukazało się już siedem pozycji, jeżeli nie więcej, w tym bardzo poczytne i korzystne dla sprawy trzy dziełka ks. Franciszka Villepelee. W Lourdes, na ul. Petits Fosses 5 (blisko "Cachot" św. Bernadetty), otwarto stały Ośrodek MI, który też wydaje miesięcznik pt. "Misja Niepokalanej". Przed paru laty bp Henryk Donze, ordynariusz, zaliczył ten ośrodek do Dzieła Groty. Pięknie krzewi MI w Luksemburgu Piotr Bauster, odkąd o. Moullet wystawił tam "Expo-Kolbe" (1978 r.).
- Mam przed sobą list o. Maurycego z 15 września 1980 r. Pisał mi, że nieraz zwiedzający wystawę prosili go o wpisanie ich zaraz do MI. Początkowo nie czynił tego, podzielając zdanie o. Henryka Manteau-Bonamy OP, wiceprzewodniczącego AM I, że zwłaszcza we Francji trzeba zaczynać od stworzenia elity MI, czyli od MI 2, co wymaga czasu. "Teraz - czytam w liście o. Moulleta - żałuję tego bardzo, gdyż wszędzie, gdzieśmy starali się przedstawić ideał MI - w czasie naszych misji wędrownych we Francji, we Włoszech, w Luksemburgu, Szwajcarii i Niemczech mogliśmy zebrać wielką liczbę adresów rzeczywistych członków MI pierwszego stopnia (MI1) ". Zmienił praktykę, gdy mówiąc o MI w klasztorze trapistek w Rivet w 1980 r., usłyszał na końcu prośbę ksieni: "Czy mogłybyśmy wszystkie zostać włączone do MI?" Nie mógł odmówić. Przełożona zachęciła go, by upowszechniał MI we wspólnotach kontemplacyjnych, bo te mogłyby wesprzeć walnie jego apostolat wędrowny modlitwą. Życzliwy dla MI okazał się klasztor wizytek w Paray-le-Monial, który pragnie żyć ideałem św. Maksymiliana. Czuje się jego ducha we Wspólnocie św. Jana i w "Foyers de Charite" ("Ogniska Miłości"), skupionych przy o. Finet i niedawno zmarłej Marcie Robin. O. Moullet nawiązał też kontakty z Legionem Maryi, Focolari i innymi ruchami katolickimi. "Stwierdziłem - mówił mi, gdym go odwiedził osobiście we Fryburgu - że duchowość o. Maksymiliana coraz życzliwiej jest przyjmowana we Francji. To, co posialiśmy w czasie naszych misji, przynosi owoce".
- Panie d’Horrer, o. Moullet kończy w tym roku 80 lat życia. Proszę w naszym imieniu pogratulować mu wspanialej Wystawy św. Maksymiliana i podziękować jak najserdeczniej za trud, którego nie szczędzi dla sprawy Niepokalanej mimo podeszłego wieku i słabego zdrowia.
- Jeszcze słówko od delegata MI szwajcarskiej. Może jakiś przyjaciel polski pragnie dzielić nasze doświadczenie w czasie najbliższych etapów "Expo-Kolbe", a jednocześnie ubogacić nas tym, co mu daje dla lepszego poznania św. Maksymiliana bliskość Niepokalanowa. Liczymy na niego.
O piękno mowy polskiej
W specjalnym liście pasterskim bp Stanisław Nowak, ordynariusz częstochowski, upomniał się o piękno mowy polskiej, zwłaszcza dla dobra duchowego młodego pokolenia. Trzeba oczyścić naszą mowę. Słowo bowiem mówione "czyni zniszczenie w odniesieniach międzyludzkich, gdy rani bliźniego, gdy jest wypowiadane w nerwach i gniewie, gdy w sprawach ludzkiej miłości wyraża się w sposób plugawy i podniecający zmysły, gdy jest kłamliwe, gdy plami honor człowieka, gdy jest obłudne i krzywdzące. Ludzie wypluwają z siebie złość i nieczystość używając przekleństw i ordynarnych słów. Najpierw z nerwów, potem wpadając w nałogi i przyzwyczajenia. Ze smutkiem należy stwierdzić, że używa się przekleństw nawet wobec małych dzieci... Oczywiście, by człowiek mógł dobrze i pięknie mówić, musi czuwać nad kształtem sumienia i serca. «Przecież - mówi Chrystus - z obfitości serca usta mówią» (Mt 12,34)".[s. 107]


