Ewa

Krucjata modlitwy w obronie poczętych dzieci

Ewa Konwińska-Iwanicka... Trzydziestopięcioletnia poznanianka. Młoda kobieta, jakich wiele jest pośród nas. Tak bardzo chciałabym o niej opowiedzieć.

Czym jednak jest ludzkie słowo wobec tego, co się już dokonało?

Kiedy zobaczyłam ją pierwszy raz - miałyśmy siedem lat. Posadzono nas razem na szkolnej lawie i tak już przez parę lat zostało. Chociaż bardzo różne - szłyśmy jednak tą samą drogą. A raczej to ona potrafiła być ze mną mimo mojego nie najłatwiejszego sposobu bycia.

Łączyło nas wiele: szkoła podstawowa, katecheza, liceum, znajomi. Ewa miała ogromne powodzenie wśród przyjaciół. Umiała być z ludźmi, nie wynosząc się nad nikogo. Po maturze ona wybrała anglistykę, ja - kierunek ścisły. Nadal jednak spotykałyśmy się na uniwersytecie i w parafialnej wspólnocie D. A.

Po ukończeniu studiów Ewa wyszła za mąż i wyjechała za granicę, gdzie osiedliła się na stałe.

Miała ciekawą pracę, wspaniałego męża, dochowała się trójki dzieci.

I nagle dotarła do nas tragiczna wieść: czwarte poczęcie dziecka przez Ewę zbiegło się z początkiem groźnej choroby nowotworowej. Na ten temat wypowiedziały się największe autorytety medyczne wraz z jej mężem, także wybitnym lekarzem.

Można było uratować matkę, ale za cenę istnienia nie narodzonego jeszcze człowieka. Ewa, która raz na zawsze wybrała Boga, przechodziła trudny egzamin z wierności. Nie zachwiała się. Nowonarodzone maleństwo dane jej było oglądać przez siedem miesięcy. Więcej wyczerpany organizm nie wytrzymał. Ewa zakończyła życie w otoczeniu swoich bliskich w dalekiej Kanadzie.

[280]

Dnia 9 kwietnia kościół parafialny pod wezwaniem św. Michała w Poznaniu wypełnił się po brzegi.

Z różnych stron, oderwani od zajęć, przybyliśmy dosłownie wszyscy - przyjaciele Ewy z czasów szkolnych i studenckich oraz ze spotkań duszpasterskich.

Łączyliśmy się w eucharystycznej ofierze z tą, która oddała swoje młode życie w darze Najświętszej Miłości.

Jakoś dziwnie nie chciało się wyjść ze świątyni.

Mimo bólu wiedzieliśmy jedno: tak naprawdę Ewa nie opuściła nas. Ona jest u Pana i przypomina nam Chrystusowe wezwanie. Jak św. Maksymilian, jak wielu innych, których imion nie znamy.

Krystyna, koleżanka Ewy

Intencja Krucjaty Modlitwy na październik:

Aby wychowawcy pomagali młodym odkryć piękno i bogactwo czystej miłości.