Zagrożenia duchowe
Przeżywamy dziś niepokojące zjawisko, jakim jest wyjeżdżanie młodych ludzi na stałe do bogatych krajów Zachodu. Dużo się o tym mówi i pisze. Próbuje się analizować motywy, obliczać straty biologiczne i intelektualne, wyjaśniać zjawisko czy usprawiedliwiać. Natomiast warto też pamiętać o tym, że dzisiaj emigracja łączy się z określonym zagrożeniem duchowym.
Zagrożenia te wynikają w pewnym sensie z motywów wyjazdu. Dotychczas emigracja w naszych dziejach była bolesnym przymusem. Wyjeżdżający za chlebem czy z przyczyn politycznych czynili to z wielkim bólem, niejako wbrew sobie. Znalazłszy się na obcym terenie robili wszystko, by znaleźć dla siebie klimat przypominający dom ojczysty. Emigracja zarobkowa tworzyła parafie polskie i skupiała się wokół nich. Emigracja polityczna tworzyła polskie ośrodki polityczne (zrzeszenia kombatanckie, kluby polityczne, gazety, wydawnictwa). Ani jedni, ani drudzy nie uciekali od polskości, choć nieuchronnie od niej odchodzili.
Dzisiejsza emigracja ucieka od polskości, wstydzi się jej i chce ją jak najszybciej zgubić. W starych ośrodkach polonijnych widzi tylko instytucje charytatywne, od których chce pomocy w zagospodarowaniu się. Skoro wyjazd nie był pod przymusem, ale dobrowolnym wyborem, więc wiąże się z tym świadoma i celowa decyzja zerwania z polskością.
Oczywiście korzeni tak łatwo zgubić się nie da. Dadzą o sobie znać prędzej czy później. Na pewno w przyszłych pokoleniach. Kościół, świadomy tego, robi co może, by wesprzeć tę nową emigrację, by dotrzeć do niej duszpastersko, choć nie często jest to doceniane. Również niektórzy działacze starej emigracji próbują docierać do tych nowych przybyszów, ratować ich godność, wciągać w życie polonijne. Ale faktem pozostaje, że choćby w podświadomości u ludzi tych odbywa się walka między więzią narodową a pragnieniem uwolnienia się od niej.
Socjalizm w duszy
Ludzie ci często uzasadniają swój wyjazd jako ucieczkę od socjalizmu. Tymczasem socjalizm wynieśli w duszy. Znalazłszy się w świecie kapitalistycznym, a więc tam, gdzie jest walka o byt, gdzie trzeba samemu o swoje sprawy walczyć, czekają, by się ktoś nimi zajął. By ktoś znalazł im pracę, by ktoś zorganizował kurs językowy, by ktoś się zatroszczył o wykształcenie ich dzieci, również religijne, by ktoś za nich myślał. Natomiast sami czekają bezczynnie w obozach przejściowych.
Takie czekanie to strata czasu, danego przez Stwórcę do zrobien[i]a czegoś pożytecznego na ziemi. Często jest to strata o trwałych konsekwencjach. Dzieci, np. we Włoszech, w obozach przejściowych, rok, dwa nie uczą się. Potem po dotarciu do kraju osiedlenia zaczynają od nauki języka. Opóźnienie w nauce szkolnej urasta do kilku lat. Oznacza to zwykle przekreślenie możliwości wyższego wykształcenia, które zresztą i ze względów finansowych może się okazać niemożliwe. To, co w Polsce uważano za oczywiście przynależne, tam okazuje się nieosiągalne.
Poniżenie
Gdy wreszcie jakiś kraj wpuści takiego imigranta formalnie i zaproponuje posadę, to często grymasi on, że mu mało odpowiada. Woli zasiłek bezrobotny w kraju bogatym niż pracę w swoim fachu w Polsce. Deklasuje się wykonując prace dużo poniżej kwalifikacji lub nie robiąc nic. Schodzi do lumpenproletariatu a często niestety wchodzi na drogę kryminalną. Wielokrotnie słyszy się o żerowaniu na dobrej woli życzliwych, ale naiwnych ludzi, o kradzieżach dokonywanych w sklepach przez Polaków, o schodzeniu do roli prostytutek czy naganiaczy do nocnych lokali, o nielegalnym handlu itd.
Gdy człowiek godzi się na degradację społeczną, znajduje się w określonych warunkach, gdzie trudno utrzymać osobistą godność. [172]Zaznane poniżenie prowadzi do poniżania innych, do ograniczenia hamulców etycznych, a więc i duchowego staczania się. Nie wszystkim taki los jest pisany, ale jest to zjawisko na tyle częste, że trzeba je ukazywać potencjalnym emigrantom jako realne zagrożenie.
Zagubienie
Bywa, że sytuacja zarobkowa układa się dobrze, że od razu trafiło się na odpowiednią pracę, czy też wyjazd był zaplanowany z góry i miejsce pracy uzgodnione, np. w czasie poprzedniej wizyty za ganicą [zagranicą] na jakimś stażu czy szkoleniu. Nie oznacza to jednak braku zagrożeń.
Typowym uczuciem emigranta jest wyobcowanie, zagubienie. Nie tylko o barierę językową tu chodzi, ale i o uczuciową. W obcym środowisku ludzie inaczej myślą, inaczej reagują, co innego ich śmieszy, a co innego drażni. Ni stąd ni zowąd można powiedzieć coś, co w otoczeniu będzie odebrane jako afront, choć było pomyślane jako żart czy niewinna uwaga. To zagubienie powoduje zamykanie się w sobie. Zacznie braknąć towarzystwa, wobec którego można by się wywnętrzyć, wypłakać. Bardzo często zabraknie spowiednika. Tak, spowiednika. Jeszcze najłatwiej trafi się na polskiego księdza w konfesjonale przy jakiejś polskiej parafii czy okresowym ośrodku duszpasterskim. Na Zachodzie mało ludzi korzysta ze spowiedzi, a więc i księży w konfesjonałach rzadko się widzi. To pot[r]afi być bardzo bolesne - nie móc się wyspowiadać.
Dekadencja
Warto też wiedzieć, że na dłuższą metę grozi nie tylko wynarodowienie - na to się obecne pokolenie emigrantów na ogół łatwo godzi - ale i zdemoralizowanie. Klimat etyczny na Zachodzie jest bardzo niezdrowy. Trwałość rodziny jest znikoma. Ludzie masowo żyją w związkach nieformalnych. Homoseksualizm nie tylko jest pospolity i chorobonośny, ale też nie wolno okazywać niechęci wobec zboczeńców. Nie wolno np. zwalniać takich nauczycieli. Rodzice są bezsilni wobec tego, kto i czego naucza w szkole. Niby u nas tak samo walczymy o wpływ rodziców na szkołę, o jakość podręczników itd., ale tam ta walka jest już albo dawno przegrana przez rodziców, albo o wiele więcej jest spraw, o które trzeba by walczyć.
Sytuacja materialna na ogół zmusza kobiety do pracy zarobkowej, co z kolei utrudnia wychowanie dzieci. Nasi emigranci na ogół nie będą posiadać babć, którym będzie można dzieci podrzucić. Zostają kosztowne i o niskiej wartości wychowawczej niańki czy przechowalnie dzieci. Pieniądz jest tam tak ważny, że wnet staje się głównym motywem życia. My takiego uzależnienia od pieniędzy w Polsce nie znamy. Wreszcie zakłamanie. Tam trzeba bardzo dużo udawać. Trzeba się uśmiechać, gdy smutno, akceptować, gdy się nie akceptuje, bronić poglądów, których się nie wyznaje itd.
Rasizm
Klasycznym przykładem jest tu rasizm. Niby wszyscy są przeciw. Zarzut rasizmu to obelga największa. Ukazywanie jakichkolwiek preferencji rasowych z miejsca dyskwalifikuje. A przy tym wszystkim właśnie z przyczyn rasowych polscy emigranci mogą liczyć na przyjęcie w różnych krajach. Tam bezrobotnych mają dosyć. Ale mają problemy rasowe i liczą, że zastrzyk biologiczny polskiej krwi wzmocni białą rasę. Z Polaków szybko, najpóźniej po dwóch pokoleniach, zrobią Niemców, Francuzów czy Australijczyków. Z Turków, Arabów czy Wietnamczyków nie. Oto główny motyw przyjmowania Polaków.
W Afryce Południowej imigrant z Polski z miejsca dostaje obywatelstwo, wszelkie prawa białych i nienawiść Murzynów, od pokoleń walczących o te właśnie prawa. Warto wiedzieć, że wchodząc w środowisko wielorasowe Polak wchodzi w określoną rasę i z tego tytułu stanowi przedmiot pożądania lub nienawiści.
Nikt nie przyjmuje z samego miłosierdzia. Emigranci z Bangladeszu czy Wietnamu, z Afryki czy Palestyny nigdzie łatwo przyjmowani nie są. Czemu? A czemu chcą brać Polaków? Bo stanowią zastrzyk biologiczny. Kiedyś widziano w nas mięso armatnie - dziś mamy biologicznie ratować tych, co pozbawili się z wygody potomstwa i wymierają, zagrożeni liczebnościowo przez Afrykanów czy Azjatów. Ciekawe, ilu z wyjeżdżających zdaje sobie z tego sprawę?
