Echo św. Franciszka z Asyżu

W roku 1959 papież Jan XXIII w Liście Apostolskim skierowanym do zakonów franciszkańskich wyraził życzenie: "Zabiegajcie u Boga i ludzi, by św. Franciszek wrócił na ziemię". I wrócił, tyle tylko że na imię mu Maksymilian - bł. Maksymilian Kolbe.

Idąc po linii Jana XXIII, który zwracał uwagę na to, co łączy, a nie na to, co dzieli, zestawmy pod tym kątem dwie postacie: św. Franciszka z Asyżu i bł. Maksymiliana Kolbego. Dzieli ich siedem wieków, dlatego tym mocniejsze i ciekawsze jest to, co ich łączy.

Pietro Bernardone, ojciec św. Franciszka, był kupcem w Asyżu. Giovanni - bo takie imię otrzymał Święty na chrzcie - pomagał ojcu w obsługiwaniu klientów i w transakcjach handlowych. Za uzyskane pieniądze miał konia i wzięcie u przyjaciół.

Rajmund - chrzestne imię bł. Maksymiliana Kolbego - pomagał matce w prowadzeniu małego sklepiku spożywczego w Pabianicach. A ponieważ był mocny w rachunkach i z obowiązku sklepowego wywiązywał się świetnie, rodzice zacisnęli pasa i wysłali Rajmunda do szkoły.

Św. Franciszek założył trzy zakony: męski, żeński i tercjarstwo dla ludzi świeckich. Bł. Maksymilian założył dwa klasztory: Niepokalanów polski i japoński, oraz zorganizował dla wszystkich ludzi pobożny związek - Rycerstwo Niepokalanej.

Franciszek nazywał się heroldem Chrystusa Pana, a Maksymilian - rycerzem Niepokalanej. Obaj byli na dworskiej służbie - na tym samym dworze, obaj średniego wzrostu, obaj, przynajmniej przez jakiś czas, nosili zarost na twarzy.

W Kwiatkach świętego Franciszka z Asyżu mamy relację o dwóch drabinach prowadzących do nieba: czerwonej, z Chrystusem stojącym u szczytu, i białej, z Matką Bożą u góry. Św. Franciszek wskazywał braciom zdążającym do nieba najpierw drabinę czerwoną, a gdy po niej nie mieli siły wstępować, zalecał białą.

W życiorysach bł. Maksymiliana wspomina się o dwóch koronach danych mu do wyboru: czerwonej, oznaczającej męczeństwo, i białej, oznaczającej czystość. Błogosławiony wybrał obie.

[18]

Była sobota, dzień Matki Bożej. W Porcjunkuli, ubogim kościółku pod Asyżem, umierał św. Franciszek. Ręce i nogi przebite jakby gwoździami. Twarz rozpromieniona. Prosił stojących przy nim: "Bracia moi, rozbierzcie mnie i połóżcie mnie na gołej ziemi, chcę jej dotknąć, chcę, by i ona mnie dotknęła". I ostatnie słowa Świętego: "Ubóstwo, pokój, miłość - nic innego, bracia moi: ubóstwo pokój, miłość". Zmarł mając około 45 lat życia. Aniołowie zabrali jego duszę do nieba w towarzystwie śpiewających skowronków. Ciało pochowano.

Była wigilia Wniebowzięcia Matki Bożej. W ponurym bunkrze obozu w Auschwitz umierał bł. Maksymilian. Ręce przekłute trującą strzykawką. Twarz promieniała. Leżał nagi na posadzce. Ostatnich jego słów nie znamy. Ledwo poruszał wargami. Nie miał sił wypowiedzieć zdania w sposób słyszalny. Jestem przekonany, że były to słowa pokoju i miłości. Umarł. Miał 47 lat życia. Aniołowie zabrali jego duszę do nieba, a ciało spalono. Pozostał popiół i czarny dym uchodzący z krematorium.

Wszystkie te podobieństwa są zwykłym zbiegiem okoliczności, przypadkowe, odpowiadające sobie na sposób leśnego echa. Nic z nich nie wynika. Jest jednak między Świętym i Błogosławionym jeszcze wiele innych podobieństw. Wypływają one ze świadomego, dobrowolnego pójścia Błogosławionego w ślady Świętego i już nie na sposób echa, lecz na sposób formy pasują one do siebie jak ulał. Założyciel Niepokalanowa podkreślał często, z całą świadomością, że "przecież po to wstąpiliśmy do zakonu, by naśladować św. Franciszka". Oto jest prawdziwa przyczyna następnych analogii i podobieństw ducha i myśli. Obaj Mężowie nosili przepasany białym sznurem habit i kaptur, obaj nazywali się braćmi mniejszymi. Obaj w głębokiej pokorze nisko się cenili. Święty uważał się za osiołka, który służy Panu. Błogosławiony nazywał się miotłą w rękach Niepokalanej. Chociaż naprawdę starał się wykonać wszystko, co było w jego mocy, bardzo często zwracał się do swoich współbraci słowami św. Franciszka, który jeszcze na łożu śmierci mówił: "Bracia, zacznijmy czynić dobrze".

Św. Franciszek wyjaśnił bratu Leonowi, na czym polega radość doskonała. Bł. Maksymilian tę radość przeżywał. Patrzył na świat okiem dziecka i cieszył się, że tyle piękna i dobra uczynił Bóg na ziemi, by ludzie radośnie Mu służyli. Upominał innych: "Żadnych zgryzot, smutków, ale zawsze radość... pokój i pogoda ducha. Czy może się gryźć ten, kto jest własnością Niepokalanej? Nie trzeba [19]upadać na duchu... Nie smuć się, nie trap!" W tej radości odbijał się szacunek obu Mężów nie tylko dla człowieka, lecz dla całej przyrody. Św. Franciszek przemawiał do ptaków i do wilka; za braci i siostry uważał słońce, księżyc, gwiazdy i wodę. U bł. Maksymiliana ptaki również miały szczególny szacunek. Kiedyś polecił zbudować około 60 klatek i umieścić je pod okapami dachów i na drzewach jako mieszkania dla "braci ptaków". W ciężkie zimowe dni w różnych punktach Niepokalanowa wrzucano okruszyny chleba dla poczciwych i wiernych wróbli, by je dożywiać. Bł. Maksymilian wprowadził do tej dworności franciszkańskiej pewną nowość, objął ją nawet maszyny, które kochał, dlatego że pełniąc wolę Niepokalanej służyły Bogu. I tak na przykład w roku 1925 przemawiając do zakonników przy okazji poświęcenia generatora prądu, złożył życzenia "bratu silnikowi", aby jak najwierniej spełniał wolę Niepokalanej.

Grafika przy art. Echo...

[s. 17: Św. Franciszek, Asyż, 1182 - 1982 (rys.)]

Grafika przy art. Echo...

[s. 18: Bł. Maksymilian Kolbe (rys.)]

Fot. pod art. Echo...

[s. 19: Asyż, bazylika św. Franciszka (fot.)]