Dzielić się dobrem wiary i radości

Kazanie Prymasa Polski z okazji 750-lecia przybycia Franciszkanów do Polski
Niepokalanów, 10 sierpnia 1986

Drodzy Synowie, Drogie Córki,

Drodzy Czciciele świętego Franciszka z Asyżu!

1. Dar zakonów franciszkańskich dla Polski

Oto znaleźliśmy się w Niepokalanowie. Trudno o lepsze miejsce, ażeby wyśpiewać Bogu dziękczynienie za 750 lat obecności zakonów franciszkańskich w naszej Ojczyźnie. Niepokalanów, miasto Maryi Niepokalanej, miasto, z którym związane są dzieje świętego naszych czasów, męczennika miłości, który tu właśnie rzucił ideę wzniesienia klasztoru, sanktuarium, całego ośrodka. Przed chwilą wybita godzina dwunasta. W Castel Gandolfo wyszedł na dziedziniec

Ojciec Święty, głowa Kościoła chrześcijańskiego, aby wszystkim, którzy tam przyszli, pobłogosławić i razem z nimi modlić się do Matki Bożej w tej pięknej modlitwie Anioł Pański. I, jak nas zapewniał w telegramie, wybiega swoją myślą, poprzez dalekie przestrzenie Włoch, Austrii, pasma wysokich gór

Czechosłowacji i naszej Ojczyzny, wybiega swoją myślą do Niepokalanowa i zatrzymuje się z nami i z tymi wszystkimi, którzy w ciągu siedmiu i pół wieku pracowali w naszej Ojczyźnie przybliżając bogactwo ducha świętego Franciszka. Wszyscy, którzy przez ten czas na naszych ziemiach modlili się w duchu świętego Franciszka, dawali świadectwo Ewangelii tak, jak ich nauczył Patriarcha z Asyżu, wszyscy oni w jakiś duchowy sposób stają dziś przed nami.

Stają więc rzesze nieprzeliczone. Nie potrafilibyśmy chyba zliczyć wszystkich członków zakonów męskich, którzy w tym okresie siedmiu i pół wieków uświęcali siebie i innych w naszej Ojczyźnie. Nie moglibyśmy zliczyć tych wszystkich sióstr zakonnych, które, włączając się w regułę świętego Franciszka i świętej Klary, dawały świadectwo niezwykłego życia chrześcijańskiego. Nikt wreszcie nie zliczy świeckich z Trzeciego Zakonu, czcicieli świętego Franciszka, którzy żyjąc w świecie, będąc na zewnątrz, jak gdyby w ukryciu, wnoszą charyzmat tego Świętego w codzienne życie, w codzienność ludzką ciągle potrzebującą ofiary, ciągle potrzebującą miłości, ciągle potrzebującą świadectwa. Tak ogromna jest treść naszego dzisiejszego spotkania. Wszystkie zgromadzenia, które powstały dawno i które powstały później, a wynoszą swoją moc z ducha franciszkańskiego, którego ukoronowaniem był święty Maksymilian Maria Kolbe, dzisiaj święcą swój dzień, wyśpiewują swoje Te Deum.

Cóż się działo w roku 1236, kiedy pierwsi franciszkanie przyszli do Polski? Był to okres rozbicia dzielnicowego. A oni przynieśli to bogactwo ducha, które ujawniło się przez Opatrzność Bożą w Biedaczynie z Asyżu. Jako młodzieniec zbuntował się on przeciwko materialistycznemu stylowi życia. Wybrał jako swoją ukochaną patronkę "biedę" i rozpoczął się w ten sposób w jego życiu okres pełen pogody i wewnętrznej radości, dzięki której potrafił mierzyć się z każdą przeciwnością, z każdym bólem, z każdym ludzkim niepowodzeniem.

Takie to bogactwo innego, prawdziwego, głębokiego odczytania Ewangelii świętej przyszło do naszej

Ojczyzny z zakonami św. Franciszka. To bogactwo trwało poprzez wieki i wyrażało się przez spojrzenie na rzeczywistość oczyma św. Franciszka.

2. Ukazywać treść Ewangelii świętej

Co to znaczy spojrzeć na rzeczywistość oczyma św. Franciszka? To znaczy spojrzeć tak jak on, wznosząc się ponad wszystko, co jest tylko przyziemne, co jest materią, i ukazać to, co jest treścią.

Ewangelii i głoszonej przez nią miłości. Spojrzeć oczyma św. Franciszka na rzeczywistość, to jest spojrzeć z wiarą i przez wiarę, tak jak to nam dzisiaj mówi liturgia w drugim czytaniu. Ojciec Abraham, ojciec wiary, zawierzył Panu Bogu i szedł tam, gdzie Bóg go wzywał. Szedł na niepewne. Nie wiedział, do jakiej ziemi kieruje go Bóg. Ale szedł, bo wierzył Bogu i Jego słowu, wierzył bez cienia wątpliwości. I dlatego stał się wielkim. stał się wzorem, jak dalece człowiek może wyzwolić z siebie wiarę, która staje [263]się potęgą i która kształtuje rzeczywistość. Ileż przykładów wiary dali synowie i córki świętego Franciszka na naszych ziemiach. Czyż nie wystarczy wspomnieć choćby sługi Bożego Ojca Honorata Koźmińskiego?

W niewoli, podczas zaborów, kiedy niewiele można było dokonać, on, ufający Bogu, pełen wiary w Niego, dokonywał rzeczy niezwykłych. Poprzez posługę w konfesjonale kształtował rzeczywistość dzięki zgromadzeniom przez siebie zakładanym, a one, żyjąc w ukryciu, ale w wierności zasadom reguły franciszkańskiego życia, poszły z tym duchem odnowy, z duchem poświęcenia niemal w każdy zakątek życia narodowego, społecznego, rodzinnego. Do dzisiaj czerpiemy z owoców trudu tego wiernego syna świętego Franciszka, kapucyna, który umiał odczytać w wierze znaki czasu, jakie w jego wieku Bóg mu pozwalał odkrywać.

3. Być czujnym i stać na straży spraw Bożych

Patrzeć oczyma świętego Franciszka to znaczy mieć oczy szeroko otwarte na rzeczywistość, to znaczy czuwać. Dzisiaj w Ewangelii świętej Jezus Chrystus wzywa nas, abyśmy byli czujni, aby Pan, kiedy przyjdzie, zastał nas czuwających. Patrzeć więc oczyma świętego Franciszka to znaczy być ciągle świadomym, że trzeba coś czynić, że nie wolno zasypiać, że nie wolno poddawać się zniechęceniu, lenistwu.

Przykładem czujności i stania na straży sprawy Bożej byt właśnie Ojciec Maksymilian Maria Kolbe.

Był nim nie tylko wtedy, kiedy zakładał Niepokalanów pod Warszawą, kiedy zakładał Niepokalanów w Japonii, kiedy wygłaszał setki nauk, kiedy swoich braci umacniał w wierze, ale był czujny i wtedy, kiedy przyszły koszmarne dni obozu koncentracyjnego, kiedy człowiek był sponiewierany, kiedy przekreślona, zredukowana tylko do numeru była jego osobowość - wtedy właśnie ten syn świętego Franciszka miał oczy otwarte i potrafił dostrzec najważniejszy moment, kiedy trzeba było życie dać za drugiego człowieka. Nie spóźnił się ani o sekundę, ale też i nie wyprzedził, lecz czujnie, we właściwym momencie zastąpił pana Gajowniczka. To był znak czujności i otwartych oczu.

4. Mieć miłość i umieć dostrzec dobro

Trzeba wreszcie, patrząc oczyma świętego Franciszka na rzeczywistość, mieć miłość. Miłość, która chce czynić dobrze. Trzeba patrzeć na to, co nas otacza, jako na rzeczy dobre, i trzeba umieć zauważyć dobro. To piękne wezwanie franciszkańskie pokój i dobro każe wam, czcicielom świętego Franciszka, patrzeć na świat jako na dobry i widzieć dobro.

Ludzie tak często zauważają wszystko, co złe, jak gdyby nie chcieli zauważyć dobra. Patrzmy na dobro, służmy dobru! Patrzeć na świat i widzieć w nim dobro to znaczy życzyć każdemu dobra i do tego dobra się przyczyniać.

Pamiętam, jak opowiadał mi jeden ze współbraci, że kiedy zajechał do jednego z klasztorów franciszkańskich na terenie Austrii, zostawił zabłocony samochód na dziedzińcu. Było to po deszczu. Kiedy po krótkiej rozmowie z przełożonymi wracał do swego samochodu, zastał brata franciszkańskiego, jak kończył mycie wozu. Brat był zażenowany, bo ów człowiek dziękował mu za to. W oczach brata kryła się ogromna radość, taka prosta i szczera, że mógł w tym dniu zrobić dobry uczynek, że nie proszony umył samochód, nie proszony, tak po prostu z ludzkiej życzliwości, z wielkiej dobroci serca, którą miał w sobie.

5. Mieć dobro w sobie

Najmilsi! Jak bardzo potrzeba nam, abyśmy mieli dobro w sobie, aby można je było rozdawać, by można się było nim dzielić: dobrym słowem, dobrym uczuciem, dobrym spojrzeniem na rzeczywistość, dobrem wiary, dobrem radości. Te wielkie zadania, jakie stawiał swoim współczesnym święty Franciszek, a które oni ponieśli na cały świat i urzeczywistniali w każdych warunkach: doli i niedoli, radości i niewoli, dzisiaj stają także przed nami: przed ojcami z pierwszego zakonu, i przed siostrami z drugich zakonów franciszkańskich, i przed trzecimi zakonami, i przed wami, drodzy świeccy, którzy włączyliście się w ducha franciszkańskiego - wszystko to dzisiaj jest waszym obowiązkiem. Jest to obowiązek krzewienia ducha franciszkańskiego, niesienia go do nowych parafii, do ośrodków, w których nie ma jeszcze zorganizowanych czcicieli świętego Franciszka. Trzeba nieść tego ducha i mówić światu, że jest dobro, że jest pokój, że jest radość.

Duch świętego Franciszka to przecież nic innego jak duch samego Jezusa Chrystusa. Tego, który stał się pokornym na tej ziemi, który dal się wyniszczyć za nas i dla naszego zbawienia; który oddał się nam tak bardzo, że stał się pokarmem, że obecny jest wśród nas w sakramencie Eucharystii. Tak, to jest to źródło. Ono było dla świętego Franciszka, dla wszystkich świętych i dla każdego z nas: Chrystus eucharystyczny, Chrystus pokorny, którego święty Franciszek odkrył całą prostotą, ale i siłą swojej duszy.

Chrystus, którego chcemy w przyszłym roku czcić przez Kongres Eucharystyczny, szczególnie dla franciszkańskich rodzin staje jako Ten, którego mają nieść swoim życiem, swoim słowem, swoimi czynami i swoim cierpieniem.

Drodzy Czciciele świętego Franciszka! Niech 750 lat tego bogactwa ducha w naszej Ojczyźnie dalej rozwija się, krzepnie, potęguje, aby każdy z was mógł być tą pochodnią, która świeci, i solą, która nadaje smak rzeczywistości potrzebującej Ewangelii. Amen.

Grafika do art. Dzielić się...

[Fot. s. 262]