Dziękuję Bogu za to, kim jestem

Młody Rycerz Niepokalanej (10)

Kartuzy, 12 XII 1984 r.

"W Rycerzu Niepokalanej" czytuję wiele rozmaitych wypowiedzi. Postanowiłem więc i ja napisać.

Od 9 roku życia byłem ministrantem. Służąc Bogu przy ołtarzu byłem przekonany, że zostanę księdzem. Te dziecięce marzenia z wiekiem jakby się pogłębiały. Miałem zamiar zostać bratem zakonnym. I wtedy właśnie wśród starszych ministrantów wyłoniła się grupa, którą prowadził prezes ministrantów, Rajmund Marszałkowski - mój bliski kolega. Przed pójściem do seminarium Rajmund całymi godzinami klęczał w kaplicy SS. Miłosierdzia na modlitwie. Jesienią tego roku on i kilku innych kolegów wstąpiło do seminarium. Ja ciągle się wahałem i byłem bardzo nieszczęśliwy. Po latach niektórzy koledzy zostali kapłanami, a ja ciągle żyłem w rozterce. Często chodziłem do kościoła i przystępowałem do Komunii św. Udzielali mi jej nieraz właśnie moi dawni koledzy. Ja po przyjęciu Komunii św. płakałem, a zwłaszcza gdy przyjmowałem ją z rąk Rajmunda - byłem z nim najbardziej zaprzyjaźniony. [254]Myślałem wtedy, jak on i inni koledzy są szczęśliwi. I oczywiście teraz zwłaszcza Rajmund musi doznawać wiele radości służąc tym, którzy może jeszcze nie znają Chrystusa, tam, w dalekiej Kenii, w Afryce. Jednak po wielu latach wahań i ja znalazłem spokój. Doszedłem do przekonania, że nie każdy musi być kapłanem. Mnie dane było zostać małżonkiem i ojcem rodziny. Znalazłem żonę, dziewczynę współczesną, tak jak większość dzisiejszej młodzieży. Mądra, wykształcona, ale w sprawach wiary - pustka. Nie przejmowałem się tym - zaufałem Bogu. I rzeczywiście, obecnie moja żona zmieniła się: była na Jasnej Górze i w Licheniu. Czyta wiele książek religijnych, co dzień dyskutujemy na tematy wiary, wymieniamy poglądy, codziennie wieczorem odmawiamy cały różaniec przy zapalonej świecy. Atmosfera w rodzinie, którą stworzyłem, jest miła dzięki Chrystusowi, będącemu głównym Panem w naszym domu. Jesteśmy raczej skromni, nie dorabiamy się niczego i nie chcemy być bogaci materialnie, ale duchowo.

Dlatego pragnę powiedzieć tym, którzy nie są pewni powołania, a więc tego, że będą dobrymi kapłanami, iż Bóg zapewne dał im inne zadanie do spełnienia i niech się nie wahają je przyjąć... Mogą stworzyć prawdziwie chrześcijańskie rodziny, mogą być ojcami i kapłanami w tym małym kościele, jakim jest rodzina.

Jeżeli dane mi jest Bogu publicznie dziękować, to dziękuję właśnie za to, że stworzyłem rodzinę taką, jaką pragnąłem mieć. Mogłem zostać może złym duchownym, ale staram się być dobrym ojcem rodziny. Dlatego dziękuję Bogu za to, co jest, i że stało się tak, jak się stało, i że jestem tym, kim jestem.

Zapewniam Was o codziennej modlitwie za kapłanów.