Dziękuję Bogu za cztery "cesarzówny"

Krucjata modlitwy w obronie poczętych dzieci

Kochani i wielce Czcigodni Ojcowie, dziękuję serdecznie za kolejny numer "Rycerza", a jednocześnie przepraszam za moje długie milczenie...

Nasze "cesarzówny" mają się dobrze, za to również składam dzięki Panu i Matce Jego. Pierwsza, która tytuł "cesarzówny" sobie przyniosła - Karolinka, wędruje codziennie do szkoły na zajęcia w grupie "zerowej". Biega także na katechezę i żal mi jej, że skończył się dla niej beztroski dzień. Za rok następna wyrwie się z mojego uścisku. Aż wierzyć się nie chce, że moje maleńkie kruszyny, tak słabe kiedyś i nieporadne, stają się już tak "dorosłe".

I powoli też zapominam cięcia, którymi okupywałam przyjście każdej z moich córek na ten świat. Dziwię się nieraz, że to przeżyłam. A jednak tak było naprawdę i to skłania mnie do przyłączenia się do krucjaty modlitwy w obronie poczętych dzieci. A właściwie do zabrania głosu, ponieważ od dawna już modlę się za te dzieci. Cieszę się, że "Rycerz" tematowi temu poświęca swoje strony. To mnie dopinguje jeszcze bardziej do modlitwy w tej intencji.

Zawsze tkwił we mnie bunt przeciwko zabijaniu ledwo poczętych i bezbronnych istot. Nigdy też nie zdobyłabym się na zabicie własnego dziecka.... A cóż te biedne dzieci są winne? Czemu ręka okrutnych Herodów pozbawia je tego, co człowiek ma najdroższego na ziemi - życia? Czemu giną te małe, niewinne istotki, zabijane przez własnych rodziców i przez takie osoby, które ze swego powołania powinny służyć życiu? To Moloch zwyrodnienia zawładnął całym światem i pochłania biedne dzieci poczęte w łonie matki, pożerając je ze spokojem, bez najmniejszych jęków i krzyku swoich ofiar.

Dla mnie, która jestem matką czwórki małych dzieci, nie istnieje żadne usprawiedliwienie tak podłych czynów. Przeżyłam cztery cięcia cesarskie w ciągu czterech lat! Za każdym razem cierpiałam wiele, jednak ufałam Bogu i Niepokalanej oddając wszystko w Ich ręce. Ryzykowałam wiele, bo swoje własne życie. A dzisiaj patrząc na uśmiechnięte i zdrowe buzie moich miłych dzieci, nie żal mi tego, że tak wiele dla nich wycierpiałam, że nieomal nie przypłaciłam życiem tej mojej dla nich miłości.

Dziś szczęśliwa jestem, kiedy ich oczka patrzą na mnie wesoło, kiedy tulą się do mego serca. I dziękuję Bogu za to szczęście, za ich i moje zdrowie, za wszystkie łaski, którymi Niebo nas darzy.

Słowa te piszę dla ratowania wszystkich zagrożonych istotek i wołam w ich imieniu: Nie zabijajcie!

Niech Bóg matkom bez serca przebaczy! Niech ześle im łaskę pokuty i opamiętania, aby nigdy do tej zbrodni nie powracały!

Strzeż, Panie, życia nienarodzonych dzieci, nie daj im ginąć mamie!

Gdańsk, 20 XI 1986 r.


Intencja Krucjaty Modlitwy na wrzesień

Aby brak środków do życia nie stanowił motywu zabijania dziecka.

[s. 247]