Ducha pracy ludzkiej nie gaście

Kierownik robót przy remoncie pewnego sanktuarium maryjnego skarżył się, że niemal oglądnąć się nie może, bo praca co chwila doznaje przerwy - na papierosa, pogawędkę czy zwykłą mitręgę. A proszono robotników, by pamiętali dla kogo pracują i zdawali sobie sprawę z tego, jaką oprócz pieniędzy otrzymają nagrodę. Najwidoczniej praca polska jest już tak chora, że nawet najświętsze pobudki nie mogą jej uleczyć. Wyparował z niej duch, któremu chrześcijańska Europa zawdzięcza tyle wspaniałych cudów architektury, taki bujny rozkwit kultury i tyle ludzkiej świętości pod robotniczą bluzą.

Może zawiniły tu już dawne dzieje polskie, które rozwinęły w duszy polskiej pierwiastek rycerski, a zaprzepaściły zmysł pracowitości. O szlachectwie rozstrzygało wszak męstwo w boju, praca zaś była często u góry hańbą (hreczkosiej), a dla dołów katorgą pańszczyźnianą, wypełnianą pod batem. Trud rzemiosła, kupieckie zabiegi i przemysłową przedsiębiorczość zostawiano obcym (Niemcom i Żydom), obcy też uczyli nas pracy (Poznaniaków i Ślązaków); obcy zdołali z polskich emigrantów uczynić znakomite ekipy robotnicze. Za świeżej pamięci kłopoty płacowe i różne naciski pchnęły polskiego robotnika do zemsty w po[135]staci nieróbstwa lub brakoróbstwa, które nas zubożają do reszty.

Prymas Tysiąclecia, kard. Stefan Wyszyński, zostawił po sobie nader pożyteczną w tej dziedzinie książkę pt. Duch pracy ludzkiej. Właśnie "duch" winien się najściślej kojarzyć z pojęciem pracy, a tymczasem tego ducha wygnano, w jego zaś miejsce wkroczył interes, często bardzo niemoralnie pojęty i stąd odbierający pracy wszelkie zalety. Polska praca jest chora, a przez to choruje polska osobowość (m.in. zatracamy prężność) oraz cała nasza kultura i gospodarka. Tak uwidacznia się jeszcze jedna rozbieżność między naszą wiarą i życiem, odpada ważny czynnik w uświęceniu polskiej duszy. Niska kultura pracy to marnowanie w znacznej części życia i zakopywanie hojnie danych nam przez Boga talentów. Jakoś zapominamy, że przez tę samą pracę można zdobyć dwie nierówne wartości: przemijalne środki utrzymania i wiecznotrwałe Królestwo Boże.

"Dopiero kultura pracy połączona z kulturą duchową, ze czcią i miłością Boga, dałaby życiu duchowemu i najwyższą sprawność, i jedynie pod tym warunkiem prawdziwą radość życia" (Eugeniusz Romer). Prawy chrześcijanin nawet nie mógłby przypuścić, żeby życie wypełnione pracą można było wyłączyć ze służby Bożej, odciąć od Boga i wyzuć z zasług, ogołocić ze świadczenia drugim dobra. Kościół w Polsce źle by odczytywał znaki czasu, gdyby ze zdwojoną natarczywością nie otwierał narodowi oczu na zagrożenia w dziedzinie pracy. Na szczęście, poczynając od wspanialej encykliki Jana Pawła II Laborem exercens aż po ważki dokument ks. Prymasa Józefa Glempa na temat Przywrócenia godności i wartości pracy, dostajemy raz po raz nowy snop światła na to niezwykle ważne dla polskiego życia zagadnienie. Nie zamykajmy oczu na to światło.

Przyparci do muru tyloma nędzami musimy dobrać się do siebie i leczyć polską pracę, zrozumieć jej sens i pokochać jej krzyż, tworzyć tradycję rzetelnej i uświęconej pracy. Pojawienie się kiedyś wśród strajkujących w stoczniach robotników kapłana ze spowiedzią, Mszą św. i Komunią św., było zdumieniem dla świata. Trzeba przemienić ten wspaniały zryw w trwały nurt, trzeba zespolić w nierozerwalną więź obecność Chrystusa i Jego Krzyża w pracy. Pracujmy jak Jezus w warsztacie nazaretańskim swego Opiekuna.

"Jeżeli Rodzina z Nazaretu - pisze Jan Paweł II w adhortacji apostolskiej Opiekun Zbawiciela - jest w porządku zbawienia i świętości przykładem i wzorem dla ludzkich rodzin, to podobnie i praca Jezusa przy boku Józefa cieśli. W naszej epoce Kościół szczególnie to uwydatnił poprzez wspomnienie liturgiczne Józefa-Rzemieślnika w dniu 1 maja... Józef z Nazaretu przez swój warsztat, w którym pracował razem z Jezusem, przybliżył ludzką pracę do tajemnicy Odkupienia".

Gdyby tak wrócić do staropolskiego obyczaju, który kazał naszym ojcom zaczynać pracę znakiem krzyża świętego! Może też pozdrowienie "Szczęść Boże", ale wyzbyte machinalnego spłycenia, przyda coś refleksji wyższego rzędu naszej robocie? Istnieje nawet światowa, wielomilionowa organizacja Apostolstwa Modlitwy, która uczy cały trud życia ofiarować Chrystusowi za sprawy Jego Serca i w ten najpiękniejszy sposób uświęcić dzieło rąk i myśli. Nie inaczej postępuje Rycerstwo Niepokalanej, założone przez o. Kolbego.

Na progu odrodzonej Rzeczypospolitej pragnął Żeromski natchnąć polską pracę entuzjazmem. Ktoś inny mówił nie tak dawno o "bodźcach". Ale entuzjazm nie wypływa z samej pracy, a byle jakie bodźce nie obronią jej przed skażeniem. "F. Znaniecki udowodnił ponad wszelką wątpliwość, że z pracy rodzi się raczej przekleństwo, jeżeli ponad nią nie unosi się duch, razem z minimum należnej mu swobody" (ks. K. Michalski). To Norwidowi należy przyznać rację w ocenie należytej motywacji pracy: "Chcesz znać, ile ważną jest twoja praca. Zważ, jak z niej prędko myśl do Boga wraca". Przez pracę wspartą na Bożej pomocy i ku Bogu nakierowaną odbudowujemy w sobie człowieczeństwo i wracamy mozolnie do utraconego raju.