Ducha Maryjnego nie gaście

Piszący te słowa był w szkole próżniakiem, ale codziennie zachodził przed obraz Matki Boskiej Nieustającej Pomocy (ten sam, przed którym modlił się nasz Papież jako student) i prosił o powodzenie w nauce. Ta Nieustająca Pomoc była aż tak dobra, że wys[ł]uchiwała nawet nielogicznej modlitwy. Mało tego, była przedobra i tak płaskiemu czcicielowi wyjednała laskę najpiękniejszą: powołanie do Towarzystwa Jezusowego. Tu dopiero zdążył zrozumieć, co to znaczy czcić i kochać Matkę Bożą, zawierzyć Jej nie tylko swoje zdrowie i powodzenie, ale nade wszystko swoje gorąco kochające serce.

Matka Boża posiada całe krocie takich prostackich czcicieli, którzy Ją dostrzegają dopiero w swoich kłopotach i nieszczęściach, ale nie w swoim życiu po Bożemu uładzonym i choć jako tako wobec Niej nacechowanym bezinteresowną miłością. To nie jest źle, że ktoś zachowuje w rezerwie rachubę na pomoc swej przepotężnej Matki. Nie chciałbym w nikim gasić tej iskry, która nabiera blasku dopiero w nieszczęściu, choć taka postawa jest po prostu, ciasnotą serca, skąpstwem. Tej dobrej Matce mila jest nawet ta bardzo skąpa obecność w egotycznych sercach, ta interesowna odrobina wiary w Jej miłość i moc. Można i od takiego nikłego punktu zaczynać, ale prosta uczciwość każe jednak z tą miłością wyjść poza siebie, dostrzec pełną wielkość i piękno naszej Matki, by choć trochę odbić je w sobie.

Wobec tej Matki trzeba zawsze pozostać dzieckiem zauroczonym Jej pięknem, bo taka jest potrzeba naszego serca i taki jest ewangeliczny warunek wejścia do Królestwa Bożego. Oznacza to - obok dojrzałej wiedzy o Bożym Macierzyństwie Maryi, Jej Niepokalanym Poczęciu, Jej Wniebowzięciu, o zbawczej roli i pośrednictwie - jakiś samorzutny zachwyt nad pięknem i wielkością naszej Matki, nad Jej ludzkim wdziękiem i powagą Matki Boga, nad dobrocią i wyrozumiałością. Tak odkrywamy pełnię Jej łaski, która sprawia piękno Jej wewnętrznej harmonii, uosabia lad i mądrość zaczerpniętą z Jezusa, utajone w prostocie życia Jej ciepło. Stąd urok Jej twarzy najbardziej przypomina oblicze Jezusa. Tak uszlachetniona miłość naszej Matki sprawia, że jesteśmy rozradowani faktem Jej zaistnienia w naszym życiu, że doświadczamy Jej taką, jaką może wytęsknić nasze serce.

Taką Maryję wymarzyła przez wieki pieśń, poezja i sztuka, taką Jej postać wyrzeźbiło życie - nie tylko w ekstazie dusz seraficznych, ale i w oczach bardzo umazanych grzechem. Angielski pisarz Oskar Wilde, ukarany na mocy prawa za osobiste zdrożności, w poszukiwaniu oczyszczenia i oczyszczającego Chrystusa znalazł Jego Niepokalaną Matkę i poddał się Jej urokowi: "Śmierć najrychlejszą chętnie ścierpię, bylem mógł patrzeć w lic Twych blaski..., racz mnie wysłuchać, o Jedyna, nim słońce grzechy me odsłoni". Wracając pełnią wiary i miłości do Jezusa, musimy się natknąć na Jego Matkę, która tę drogę ludzkości utorowała. Wszak Ona była cała dla Jezusa, On wypełniał Jej duchową przestrzeń.

"Przeznaczeni na to, byśmy się stali na wzór obrazu Bożego Syna" (por. Rz 8,29), spełnimy tę powinność przemierzając drogę życia ręka w rękę z Matką. Obronimy się przed wymijaniem krzyża, walki i cierpienia, gdy się bliżej przyglądniemy Jej niełatwemu życiu. Miłość Maryi jest zaczynem nieskazitelnego człowieczeństwa, szkołą charakterów, a nade wszystko wsparciem dla zahartowanej wiary. Wszak jej szczytną wielkością jest wiara, pielgrzymowanie przez wiarę, tak wspaniale ukazane przez Ojca Świętego. Była to wiara płomienna i czysta, uzdalniająca Ją do przyjęcia Słowa Bożego, do zawierzenia tej tajemnicy, której była świadkiem i uczestniczką. Wiara Maryi oświeca naszą wiarę, uzdalnia ją do wydawania owoców, do rozpraszania trudności i lęków, do służby w miłości. W szkole [56]Naszej Matki uczymy się posiadać radośnie Jezusa i dawać Go innym.

Przez Maryję dostało się nam najpiękniejsze Słońce naszych źrenic, w Jego też blasku dostrzegamy z niczym nieporównywalny urok i potęgę "Niewiasty obleczonej w słońce" (Ap 12,1). Cała w tym pięknie była Ona dla Jezusa, i my również nigdy Jej nie ukochamy piękniej, jak kochając Chrystusa więcej i gotując Mu napełnione blaskiem czystości serce. Niepokalana stanęła u początków odnowy świata i tę służebną rolę, pragnie pełnić wobec każdej duszy, każdego narodu, byle Jej pozwolono zapuścić w sercach korzenie. W takiej roli i w takiej wobec Niej powinności musi ją dostrzegać nasz naród, kuszony spłyceniem zawierzenia swej Matce, odchodzeniem od swego wiekowego Skarbu, zredukowaniem Go do doczesnej monety.

Cześć i miłość naszej Matki będzie wtedy w nas poprawna, gdy nasze oświecone wiarą oczy dostrzegą w Niej nie tylko Jej hojne dłonie, ale stokroć więcej majestat Matki Boga i Jej pełnię łaski Bożej oraz Jej sprzężone z Sercem Jezusa, orędujące za nami Serce Matki. Wielce by nam do tego pomogło zapoznanie się ze wspaniałymi wypowiedziami na Jej temat Kościoła na ostatnim Soborze czy przez postanie Pawła VI i Jana Pawła II. Tak podbudowana miłość nie zamknie się w jakimś interesownym kąciku serca, ale odda je całe w mocy jego wiary i wierności. Dostrzeżoną kiedyś przez Sienkiewicza iskrę Maryjnej miłości w popiele wszystkich polskich cnót przemieniajmy więc - wraz z pielgrzymującą młodzieżą - w miłość oświeconą i zdobywczą, obfitą w cuda łaski i radosną.