Donos na Kościół

W niektórych czasopismach, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, pojawiły się artykuły i listy czytelników, szukające przyczyn katastrofalnego stanu budownictwa szpitalnego. Rzecz znana przynajmniej od trzydziestu kilku lat. Wydawać by się mogło, że już nic nowego w tej dziedzinie nie można wymyślić. A jednak można. Otóż Pan KTT, znany felietonista "Polityki", doszedł do oryginalnego wniosku, iż ostatecznym sprawcą tragedii, jaka wydarzyła się w słubickim szpitalu - przypomnijmy, że w konsekwencji pomyłki przy podawaniu leków zmarły cztery młode matki - jest... Kościół! W swoim felietonie pt. W Słubicach czyli wszędzie (z 15 stycznia [1983] r.) dzieli się takim oto skojarzeniem. "Nie wiem co prawda - pisze KTT - jak wygląda szpital w Słubicach. Podobno, jeśli wierzyć prasie, «nie należy do najgorszych», bo nikt z chorych nie leży na korytarzu. Ale taki sam wypadek mógł zdarzyć się w każdym innym polskim szpitalu, gdzie sale zatłoczone są ponad wszelką miarę, gdzie chorzy leżą i umierają na korytarzach, gdzie padający z nóg lekarze i pielęgniarki nie są w stanie stawić czoła zalewającej ich fali ludzkiego nieszczęścia". Kto zatem odpowiada, według autora, za taki stan rzeczy, za zbyt małą ilość szpitali, za zbyt wol[122]ne budowanie nowych, za ciągnące się latami - wystarczy wziąć prasę do ręki - remonty już istniejących? Ministerstwo Zdrowia? Resort budownictwa? Przedsiębiorstwo budowlane? Ależ skąd! Winien jest Kościół! A konkretnie - wierni z miejscowości, w których - o zgrozo! - zachciało im się budować nowe świątynie. Np. tacy katolicy warszawscy budują aż 30 świątyń. I w tym momencie autor niewinnie dodaje: "Chciałbym jednak zapytać, ile szpitali buduje się obecnie w stolicy?" Nie można zręczniej sformułować "donosu". Szpitali jest za mało, bo ONI, katolicy, budują sobie kościoły. To ONI zabierają place, na których mogłyby powstawać tak potrzebne szpitale. To ONI wykupują materiały budowlane, których później brakuje na budowę obiektów służby zdrowia. Owszem, autor przyznaje, że to państwo powinno w zasadzie budować, ale zaraz spieszy z wyjaśnieniem - państwo nie ma na to środków. Może to moja niewiedza, ale jakoś nie dotarła do mnie wiadomość o istnieniu tajnego ugrupowania, które przechwytywałoby pieniądze, jakie od wszystkich obywateli PRL, od wszystkich istniejących na terenie Polski przedsiębiorstw spływają do skarbca państwowego. A może Kościół okrada skarb państwa? A może Ksiądz Prymas trzyma w swoich sejfach wszystkie finanse kraju, dotując tylko budowę kościołów?

Śmiało Panie KTT - niech Pan dopowie do końca, iż przyczyną wszelkich nieszczęść w tym kraju jest Kościół. Niech Pan odkryje, że kryzys, zadłużenia, nie dokończone inwestycje, nawis inflacyjny i nieurodzaje to też sprawka Kościoła. Jak już iść, to na całego...

Poważniej rzecz biorąc, dziwi mnie, delikatnie mówiąc, nielogiczność wywodów autora. Przecież dziecko zrozumie, że dzisiaj budowane kościoły nie mogą być w żadnym stopniu przyczyną braku szpitali trwającego już od wielu lat. A przyczyna, która, jak sądzę, autorowi powinna być znana, tkwi w tym, że w poprzednich latach szpitali nie budowano albo budowano za mało lub opieszale. Chyba że Pan KTT jest wyznawcą powiedzenia: "Cygan zawinił, a kowala (czyt. Kościół) powiesili".

Przykładem bezduszności wierzących w Polsce jest, według KTT, fakt, że w miejscowości, w której on mieszka, powstaje drugi, obok już istniejącego, kościół. Natomiast dotychczas służąca świątynia ma być "podobno" rozebrana. A dzieci z tej miejscowości uczęszczające do "zerówki" uczą się w prywatnym mieszkaniu nauczycielki, ponieważ zabrakło dla nich miejsca w szkole. Kto w tym wypadku ponosi odpowiedzialność? O nie, wytworny felietonista jest zbyt subtelny, aby kogokolwiek wprost oskarżać. On nawet nie sugeruje, żeby w tej miejscowości istniały jakiekolwiek czynniki odpowiedzialne za taki stan rzeczy. On tylko informuje, że widzi budujący się kościół i ciasną szkołę. Ergo - jest budulec na świątynię, ale zabrakło go na rozbudowę szkoły. To znowu ONI, katolicy, zmuszają dzieci do gnieżdżenia się w zatłoczonym mieszkaniu nauczycielki.

Pozostaje dla mnie zagadką, w jaki sposób autor felietonu skojarzył sobie odpowiedzialność za słubicką tragedię z budowaniem kościołów. Dziwne, że katastrofalny stan budownictwa szpitalnego i oświatowego nie skojarzył mu się z innymi budowlami - o wiele liczniejszymi i bardziej okazałymi - jakie powstały i powstają wzdłuż i wszerz Polski. Proponuję np. rozważyć zależność między nowymi gmachami administracji państwowej czy chociażby siedzibą redakcji "Polityki" a ilością żłobków i przedszkoli... A gdy już chodzi o ścisłość, to niech p. KTT przyjmie do wiadomości, jeśli nie wie, że spora liczba budynków kościelnych, klasztorów została decyzją władz PRL przeznaczona właśnie na szpitale szkoły. I taki stan trwa do dzisiaj. Był także czas, kiedy to - mimo powołanych do tego władz państwowych - właśnie Kościół, prócz budowania świątyń, wznosił także szpitale, szkoły i przedszkola. Ale był też - i to do niedawna - czas, kiedy to wierzący nie mogli się doprosić o pozwolenie na choćby jeden kościół w nowych miastach i dzielnicach mieszkaniowych. Jeżeli dziś wreszcie budują - własnym wysiłkiem i za dobrowolnie ofiarowane pieniądze - to nie z materiałów przeznaczonych na budowę placówek użyteczności publicznej. Natomiast, gdyby p. KTT zadał sobie trochę trudu i przejrzał artykuły choćby macierzystej "Polityki", z ostatnich dwóch lat, i wyliczył, ile to pieniędzy i materiałów budowlanych przeznaczanych na państwowe i społeczne inwestycje poszło na całkiem prywatne cele, ile z tych materiałów zostało, dosłownie i przenośnie, wyrzuconych w błoto, to może okazałoby się, że ani polskie szpitale nie musiałyby być tak zatłoczone, ani też dzieci z "zerówek" nie musiałyby szukać schronienia w prywatnych mieszkaniach nauczycielek...

[Ład Boży, nr 4 (375)]