Wspomnienia z okazji 60-lecia Niepokalanowa
Pewnego pogodnego dnia jesiennego ludzie zauważyli idącego przez wieś zakonnika. Szedł wprost do sołtysa. Pomyślałem sobie, pewnie przyjdzie i do mnie, bo nikt nie zechce oderwać się od pracy w tym pilnym sezonie wykopków i siewów. Rzeczywiście tak się stało. Pochwaliwszy Pana Boga, stanął i patrząc mi pokornie w oczy powiedział:
- Niech pan nie odmawia jako trzeci.
Nie mówiąc słowa, wyłożyłem konie z pługa i poszedłem szykować wóz. Obaj przejechaliśmy wieś, ludzie napełnili cały wóz kartoflami. Życzliwe gosposie przyniosły też inne produkty żywnościowe. Przywiozłem to wszystko do zapracowanych budową zakonników, którzy serdecznie dziękowali za pomoc.
Ojca Maksymiliana wtedy jeszcze nie spotkałem. Zobaczyłem go po raz pierwszy, gdy jednego dnia naładowałem wóz kamieniami ze swego pola i zawiozłem na budowę kaplicy. Konia miałem dobrego, lecz obciążyłem wóz nadmiernie, koń ledwo go zaciągnął na miejsce, cały mokry od potu. Natychmiast przyszedł do mego wozu o. Maksymilian (ale ja jeszcze nie wiedziałem, kto to jest) i powiedział do mnie:
- Panie gospodarzu, bardzo panu dziękujemy za te kamienie. Jak pan dobrze wie, co potrzeba do budowy: wapno, cement, piasek, ale też i kamienie na fundament. Ale dlaczego pan tak tego konia męczy, czy nie mógł pan tych kamieni wziąć na dwa razy?
Odpowiedziałem:
- Proszę brata, teraz na polu jest tak dużo pracy i ja nie mam czasu dwa razy jeździć.
Wtedy o. Maksymilian zwołał wszystkich braci:
- Chodźcie, bracia, musimy jak najprędzej opróżnić wóz, aby gospodarz mógł odjechać do domu, bo już jest późno.
Gdy i on zabrał się do zrzucania kamieni, bracia zaczęli go prosić:
-·Niech ojciec dyrektor nie męczy się, my sami to zrobimy.
Usłuchał i odszedł trochę na bok, a ja się pytam:
- Kto to jest?
- To nasz przełożony, o. Maksymilian.
Bardzo mnie to wzruszyło, że ten kapłan ulitował się nad moim koniem. Odtąd zacząłem mu się baczniej przyglądać i nabrałem dla niego szacunku. Uderzyła mnie jego niezwykła uprzejmość, serdeczność, wdzięczność.
Szczęśliwy jestem, że spotkałem się w życiu z tak wielkim i świętym człowiekiem. Na pewno pamięta teraz przed Bogiem o gospodarzu, co przywiózł kamienie na budowę kaplicy Niepokalanej.
Teresin, 8 września 1987 r.

