Do kogo podobny?

VIII stulecie urodzin św. Franciszka

Wzrostu był średniego, raczej niskiego. Głowę miał proporcjonalną i okrągłą, twarz nieco podłużną, czoło płaskie i niskie, oczy czarne, normalnej wielkości i pełne prostoty.

Tomasz z Celano, Życiorys pierwszy św. Franciszka, nr 83

Przedłużyć obecność kochanej osoby można przez rzeźbę, portret, fotografię. Ci, którzy spotkali św. Franciszka z Asyżu, chcieli go jak najdłużej zatrzymać nie tylko w pamięci, ale także na obrazie.

W r. 1223 na wiosnę, albo na jesieni, św. Franciszek udał się w dolinę rzeki Aniene, na wschód od Rzymu, aby głosić słowo Boże. Trafił do cudownie pięknego miasteczka Subiaco. W pobliżu, po drodze do Vallepietra, znajdowała się skalna grota, w której spędził trzy lata życia pustelniczego św. Benedykt z Nursji, ojciec życia mniszego na Zachodzie, i klasztor benedyktynów, przywarty do wysokiej skały jak jaskółcze gniazdo. Gdy Franciszek, szeroko już znany i ceniony apostoł, a przy tym zaprzyjaźniony z naśladowcami św. Benedykta, zjawił się w tym miejscu, mnisi przyjęli go nader gościnnie i radzi byli zatrzymać go jak najdłużej. Niestety, Boży Mąż spieszył się, gościł tylko parę dni, odszedł. Wówczas jeden z benedyktynów, nieznany z imienia, wymalował na świeżym tynku w dolnej części nowego kościoła, a ściślej: w kaplicy Św. Grzegorza, portret św. Franciszka, malowidło, które pobudza do rozmyślań i modlitwy. R. Brandstaetter w Kronikach Asyżu tak odczytał ten portret: "Św. Franciszek z fresku nieznanego artysty w klasztorze subiackim jest łatwy do zrozumienia i bliski ludzkiemu sercu. A co najważniejsze, działa pocieszają Boga dokonać się może w każdym ludzkim sercu, na granicy wiary i miłości. W spojrzeniu św. Franciszka na subiackim fresku nie ma srogości sędziego, który wydając wyrok na dobro i zło poniża potępionych. W tym spojrzeniu jest tylko spokojne oczekiwanie i ujawnienie się dobra w sercu człowieka".

[54]

W ciągu wieków wymalowano ogromną ilość portretów Świętego z Asyżu - spotkać je można niemal w każdym kościele. Jednak żadna z tych podobizn nie jest tak szacowna, jak podobizna w Subiaco. Jest ona najstarszą z zachowanych, stąd najcenniejszą i być może - najrealniej oddającą rysy Świętego, bez stygmatów i aureoli, w mniszym kapturze na głowie. Tomasz z Celano, żywotopisarz franciszkański, w trzy lata po śmierci św. Franciszka, którego znał osobiście, przekazał nam opis jego zewnętrznego wyglądu - opis nadający się do portretu w kaplicy w Subiaco. "Był bardzo wymowny pisze o Franciszku br. Tomasz - o radosnej twarzy, łagodnym wejrzeniu, w obejściu ani nieśmiały, ani zuchwały; średniego wzrostu, bliższy niskiemu; głowę miał średnią i okrągłą, twarz raczej szczupłą i podłużną, czoło równe i niskie, oczy średniej wielkości, czarne i szczere, włosy ciemne, brwi poziome, nos zgrabny, delikatny i prosty, uszy odstające, lecz małe, skronie płaskie. Mówił łagodnie, z zapałem i wyraźnie; głos miał potężny, pełny, jasny i dźwięczny; zęby spójne, równe i białe, wargi drobne i subtelne, zarost czarny, rzadko uwłosiony, szyję delikatną, barki proste, ramiona krótkie, dłonie wątłe, palce długie, z wydłużonymi paznokciami, nogi cienkie, stopy małe, skórę delikatną. W szorstkim odzieniu mało było ciała".

Czytam relację naocznego świadka, patrzę na obraz w kaplicy w Subiaco, jak na dziecko, i pytam siebie: Do kogo był on podobny - do ojca, do matki? Po rodzinnej awanturze, w wyniku której Piotr Bernardone, ojciec św. Franciszka, nakłonił syna do wyrzeczenia się ojcowizny i zwrócenia tego, co dotychczas otrzymał, prawdziwy Miłośnik ubóstwa nie zawahał się wyznać wobec wszystkich: "Aż dotąd ciebie nazywałem mym ojcem na ziemi, odtąd zaś śmiało mogę mówić: Ojcze nasz, który jesteś w niebie". Jeśli Jezus Chrystus i św. Franciszek nazywają Boga w niebie swoim Ojcem, są braćmi i to braćmi wyjątkowo podobnymi do siebie. Św. Franciszek upodobnił się do Jezusa Chrystusa przez miłość do Boga, przez ubóstwo, posłuszeństwo i czystość, przez święte znamiona męki krzyżowej na ciele, dlatego słusznie tytułujemy go: Alter Christus - Drugi Chrystus.