Wywiad z o. Lanfranco Serrinim, generałem Zakonu.
Rycerstwo Niepokalanej (MI), powstałe w Zakonie franciszkanów konwentualnych, nie jest przeznaczone wyłącznie dla nich. W zamiarach św. Maksymiliana Kolbego, założyciela, ma ono ożywiać każdy odcinek życia religijnego i świeckiego, ma wyjść z klasztorów, chodzić o własnych siłach, rozszerzać się wszędzie, a franciszkanie mają być jego siłą napędową.
Częściowo to się spełniło. Może, zwłaszcza w początkach, franciszkanie zachowali się zbyt biernie. Fenomen "ojciec Kolbe" przedstawiał często dla Zakonu kłopotliwy problem. W zdecydowanie maryjnym rysie, jaki on proponował dla uaktywnienia życia zakonnego, ten i ów widział jeżeli już nie zdradę franciszkanizmu, to na pewno element obcy, trudny do pogodzenia z tradycją franciszkańską.
Natomiast dziś zrozumiano, że silny ładunek maryjny, tak widoczny w doświadczeniu Kolbego, jest naturalnym rozwinięciem franciszkanizmu, jego tradycji teologicznej, oraz pomocą do integralnej realizacji podjętych zobowiązań zakonnych. I coraz bardziej się docenia wartość tego "daru Bożego danego Zakonowi" według wyrażenia Jana Pawła II.
Potwierdza nam to o. Lanfranco Serrini, generał Braci Mniejszych Konwentualnych i z urzędu "najwyższy moderator Rycerstwa Niepokalanej", który udzielił nam wywiadu.
- Co oznacza ojciec Kolbe dla Zakonu franciszkańskiego?
- Przede wszystkim powrót do początków, do ideału św. Franciszka z Asyżu, który o. Kolbe dopasował do wymogów naszych czasów. Mam na myśli zwłaszcza poświęcenie się Bogu w radości i w optymizmie życia, wierność Kościołowi, czujne zważanie na problemy czasu, wyczuwanie potrzeby pokoju i sprawiedliwości. Ideały te urzeczywistnił o. Kolbe aż do ofiary ze swego życia.
- Czy orędzie o. Kolbego jest jeszcze aktualne?
- Jak najbardziej. W wielu sprawach wyprzedził on czasy, antycypując reformy Soboru Watykański[e]go II. Na przykład misyjność Kościoła. Kolbe wyczuł od razu potrzebę, by iść przez świat i szerzyć orędzie ewangeliczne, realizując je przez poświęcenie się Niepokalanej. Posłużył się w tym celu najbardziej nowoczesnymi środkami, jak prasa i radio. Dowartościował pracę, znajdując przy tym roztropną równowagę wewnątrz wspólnoty franciszkańskiej między kapłanami i braćmi zakonnymi.
Urzeczywistniał inkulturację i doceniał wszędzie, gdzie się znalazł, a zwłaszcza w Japonii, dialog z innymi religiami oraz ducha braterskiej współpracy i szacunku dla miejscowej kultury, nie ześlizgując się jednak na podejrzany synkretyzm.
Co się tyczy maryjnego kierunku życia, św. Maksymilian podkreślił rolę Maryi jako Matki Kościoła, co potem wyświetlił Sobór. Na koniec zrozumiał wartość apostolstwa świeckich w ewangelizacji.
- Czy ideał kolbiański ożywia dziś wspólnoty konwentualne?
- Powiedzmy, że dziś dostrzega się wielokrotnie sugestie kolbiańskie, o. Kolbe staje się coraz bardziej bodźcem dla nas. Nade wszystko ruch misyjny, który od pewnego czasu angażuje mocno Zakon, jest w wielkiej mierze dzieckiem owego ideału, owych sugestii. Po kanonizacji o. Kolbego zorganizowaliśmy Kongres międzynarodowy, by wyświetlić jego teologię maryjną i jego dzieło, a potem zwołaliśmy Kapitułę generalną nadzwyczajną, by to, co wynikło z kongresu, przelać w życie codzienne braci. Są oznaki, że ideał kolbiański, mimo początkowych wahań, wchodzi teraz w życie Zakonu.
- Czy uważa się MI jako siłę żywą i zaczyn w Zakonie, czy też jako element obcy Zakonowi?
- Rycerstwo Niepokalanej nie jest darem wyłącznie naszym. Kolbe pomyślał je jako ruch zdolny ożywić wszystkie rzeczywistości Kościoła bez umniejszenia charyzmatu każdej z nich. W początkach traktowanie zbyt dewocyjne MI przeszkadzało w uznaniu jej wartości wewnątrz Zakonu. Jednak zawsze z szacunkiem spoglądaliśmy na rozwój MI, a dziś cenimy ją lepiej nie tyle jako naszą rzecz, ale jako bogactwo całego Kościoła, i czuwamy nad jej rozwojem w wierności dla pierwotnego ideału, broniąc przed ewentualną instrumentalizacją. Uważamy to za swój obowiązek.
- Rycerstwo nie osiągnęło takiego rozwoju, jaki przepowiadał o. Kolbe. Może winę za to ponosi też chłodna postawa naszych braci?
- Było trochę chłodu, który motywowano pewnymi sposobami przedstawiania i realizowania MI. Jest faktem, że jest ona bardziej doceniana w środowiskach poza naszym Zakonem, gdyż można było w nich ustosunkować się do niej z większym spokojem, bez uprzedzeń. Ale trzeba też przyznać, że nasi bracia podjęli ważne inicjatywy maryjne. Mam na myśli zwłaszcza Niepokalanowy, które powstały po śmierci o. Kolbego; Zakon nie utrudniał ich powstawaniu, owszem, wykorzystał je jako zaczyn świętości.
- Czy MI ma przed sobą przyszłość?
- Inicjatywy, jakie podjęli święci, mimo okresów trudności, w końcu znajdują właściwą drogę rozwoju. To samo dotyczy MI. Dowodem tego jest choćby rozwój instytutów żeńskich, we Włoszech i zagranicą, które czerpią natchnienie z ideału kolbiańskiego.
- Czy Ojciec Generał należy do MI?
- Oczywiście.
- Co oznacza dla Ojca ta przynależność?
- Wpłynęła ona na to, że realizuję swoje powołanie w sposób bardziej odpowiedzialny. Uważam, że doświadczy tego każdy - czy to będzie zakonnik, czy siostra zakonna, czy katolik świecki - gdy przeżywać będzie wiernie i w sposób zaangażowany swoje poświęcenie się Maryi.
Tłumaczono z "Messaggero di Sant’ Antonio" nr 12/1988.

