Piotr naszych czasów
Postawiłem Ojcu Świętemu pytania, których zwykle nie ma się okazji Mu stawiać, a które dręczą wielu ludzi.
- Sławne zdanie św. Augustyna: "Kochaj i czyń, co chcesz" niejednemu zastępuje całą doktrynę moralną, a bywa, że i kodeks cywilny. Oczywiście łatwo pojąć, że ten, co kocha, nie może błądzić, skoro wpisuje się w samo serce Bożej ekonomii. Ale bywają i tacy, którzy z całą naiwnością odwracają zdanie św. Augustyna i - skoro robią to, co im się podoba - wyobrażają sobie, że kochają. Czy w ogóle można być pewnym, że się kocha?
- Oczywiście, chodzi o to, co znaczy "miłuj". Jeżeli znaczy - tak jak Pan to pięknie wyraża: "wpisywanie się w samo serce Bożej ekonomii" - wówczas, miłując w ten sposób, możesz "czynić, co chcesz". Możesz, ponieważ sama władza i zdolność miłowania, wola, jest ugruntowana w dobru. Zakorzeniona w Bożej ekonomii, która jest ekonomią zbawienia i łaski - czyli źródłem wyzwalania się dobra w człowieku.
Pyta Pan, czy człowiek może być pewny tego, że miłuje? Czy może być pewny, że jego wola jest zakorzeniona w dobru, w ekonomii zbawienia i łaski? Człowiek może być pewny tego, że Bóg chce, aby prawdziwie miłował. Może być pewny, że Bóg nie odmówi mu łaski, że chce zbawienia człowieka. Innymi słowy: w wielkim dramacie swej egzystencji, postawiony pomiędzy dobrem a złem, człowiek może być pewny, że Bóg chce, aby w człowieku - a przez człowieka w świecie - zwyciężało dobro. Najpełniejszą poręką tej "zbawczej woli" od strony Boga jest Chrystus. Chrystus ukrzyżowany i zmartwychwstały, Chrystus przebaczający, eucharystyczny. Człowiek, patrząc na Chrystusa - czyli, aby użyć Pańskiego wyrażenia, "wpisując się w Bożą ekonomię zbawienia i zakorzeniając w niej" może być pewny miłości jako daru Boga.
Czy może być pewny siebie? Odpowiedź daje nam święty Paweł pisząc: z bojaźnią i ze drżeniem sprawujcie zbawienie wasze. W tych słowach Apostoł określa bliżej, w jaki sposób człowiek "może być pewny swej miłości". To znaczy: musi o nią wciąż zabiegać, nad nią pracować, o nią się modlić,... czynić wszystko ze swej strony, aby rzeczywiście "wpisywać się w samo serce Bożej ekonomii".
- Jeśli nikt nie ma większej miłości od tej, że ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich - jakże nie pomyśleć zaraz o ojcu Maksymilianie Kolbem, który w Oświęcimiu zajął miejsce skazanego na śmierć towarzysza i umarł za niego?
- Trudno nie zastanawiać się nad tą postacią. Trudno nie zdumiewać się nad tym niezwykłym zwycięstwem dobra nad całym splotem zła. Nad tym szczególnym owocem Tajemnicy paschalnej. Zwycięstwo człowieka - a równocześnie przejrzyste świadectwo zwycięstwa Chrystusa w człowieku, zwycięstwo ducha nad ciałem, w całkowitym tego ciała wyniszczeniu. Wreszcie - trzeba to powiedzieć, znając duchowość ojca Maksymiliana zwycięstwo Chrystusa przez Maryję, przez Niepokalaną.
Czy ojciec Kolbe mógł przewidywać, że taki będzie kres jego życia? Że takie znaczenie będą miały owe "dwie korony": biała i czerwona, których kiedyś zapragnął dla siebie?
- Opowiadają, że przyszły ojciec Kolbe, jako dziecko, wstrząśnięty jakąś uwagą swej matki z rodzaju tych: Co z ciebie wyrośnie? - pobiegł do kościoła, padł na kolana u stóp Najświętszej Panny, która mu pozwoliła wybrać jedną z dwóch koron: białą, oznaczającą wytrwanie w czystości lub czerwoną, oznaczającą śmierć męczeńską. A on wówczas poprosił o obie.
- Czy przygotował się do takiej próby, która miała być ostatnią w jego życiu? Myślę, że tak. Przygotowywał się cały czas, nie wiedząc, jaka ona będzie, gdzie i kiedy nastąpi.
Niemniej to, co ostatecznie się stało, zdaje się przerastać nie tylko wszelkie przewidywania człowieka, ale także poniekąd możliwości człowieka: siły jego ducha i ciała. A jednak ostatecznie mógł.
I ostatecznie sprostał. Święty Paweł napisał kiedyś: wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia. Ojciec Kolbe nie był jedynym, który dowiódł na sobie prawdy tych słów.
Tak więc na Pańskie pytanie: czy mogę być pewny, że miłuję? odpowiedziałbym: mogę, a raczej powinienem czynić wszystko, co mogę, aby "wpisywać się w samo serce Bożej ekonomii" i nie pytać o moją miłość. Ona sama będzie wtedy dojrzewać. A kiedy wypadnie człowiekowi stanąć wobec próby, która go przerasta - wtedy trzeba tym bardziej się modlić tak jak Chrystus w Ogrójcu.
Fragment książki Andre Frossarda, "Nie lękajcie się! Rozmowy z Janem Pawłem II", Watykan 1982.


