Patrzę w Twoje oblicze stamtąd, z drugiej strony,
zza szczytów, kędy kruche wyniosły mię skrzydła.
Patrzę w Twoje oblicze przez szpary stawidła,
na którym wypisałeś słowa: "Bieg skończony".
Panie mój! - Wiesz, jak mądrość moja mi obrzydła,
jak ciężarem żądz moich bylem udręczony,
jak wszelakie stworzenie nad życiem się biedzi -
wiesz wszystko, lecz wysłuchać racz mojej spowiedzi.
Niech uszy Twoje, Panie, będą nakłonione.
Przybliż je! Wszak uklękam przed konfesjonałem,
co ma kraty dalekie, gwiazdami złocone,
którego ogrom niegdyś niebem nazywałem.
A ja? - Czymże ja jestem? - Ot, dzieckiem zuchwałem,
bawiącym się przez lata w berło i koronę,
zadufanym, że nigdy zawodu nie zazna,
choć potrząsa grzechotką, może czapką błazna.
Więc jeśli Twoich uszu nie przybliżysz ku mnie,
jakżeż głos mój przebije te gwieździste kraty?
Po jakiejż będę musiał wspinać się kolumnie?
jakiż kościół zbudować, by dość był wieżaty?
A skoro mówić zaczniesz, to nie mów zbyt szumnie.
Ze strasznej góry Synaj do nędznej zstąp chaty.
Panie mój! Choć stworzyłeś i niebo, i ziemie,
człowiek Ciebie zrozumie tylko w Betleemie!
I nie strofuj mię zbytnio, że dla mnie, człowieka,
droga do Betleemu tak była daleka,
że bliższe mi się stały bezduszne bałwany,
wśród nich najwszeteczniejszy, ten w mózgu ciosany
ślepiec, głuch, co się Prawdy dopóty zarzeka,
póki dziesięciu palców nie włoży w jej rany -
Panie mój! Choć zapalasz i gasisz gwiazd krocie,
serce ludzkie zapalisz tylko na Golgocie!
Dziś - po długiej wędrówce - kiedym się naszuścił
mierzwą słów do przesytu, kiedym moje ścieżki,
zamiast prostować, równać, krzywił i sczeluścił
czyniąc z przybytku wiary jaskinię zamieszki -
dziś - bo żywot bez Ciebie zbyt gorzki, zbyt ciężki -
błagam, byś mi nie tylko przewiny odpuścił,
ale zechciał królować, Panie mój i Boże,
w myśli moich Sodomie i uczuć Gomorze.
O! bo chociaż na piersi, jak na czole domu,
zawiesiłem znak krzyża - by widział przechodzień,
że tu krzywdy nie robi nikt, nigdy, nikomu,
a ofiara bezkrwawa odprawia się co dzień -
pamiętam Twoje słowa, że sądu mniej godzien,
kto nie wiedząc, co czyni, bluźni Ci bez sromu,
niż ten, co otworzywszy przed Tobą wierzeje
mniema, że cnota jego, nie grzech, olbrzymieje.
Panie! moją pokorą nie darzy mię pycha,
ani w pychę nie wzbija mię moja pokora!
Usycham, jak jesienią liść każdy usycha,
przemijam, jak przemija każdy dzień z wieczora,
czuję, że szata moja, zwietrzała i licha,
z odzyskaniem barw swoich już się nie upora,
więc - by duch mój w ciemnościach nie zgasł jak meteor -
u stóp Twoich odmawiam głośne Confiteor.
Drodzy Czytelnicy «Rycerza» i Czciciele Niepokalanej
Dzieląc się szczęsną wieścią: "Pan rzeczywiście zmartwychwstał" (Łk 24,34), życzymy Wam całą duszą, byście korzystając obficie ze zdrojów łaski, jakie On otwarł nam na Kalwarii, uczestniczyli jak najpełniej w radości wielkanocnej Niepokalanej i tę radość przekazywali bliskim i dalekim.
Niepokalanów [s. 98]
