Światu całemu Papież słowiański uobecnia Jezusa. Uczynił to w czasie trzydziestu podróży, nieraz trwających cale tygodnie. Mówiąc do każdego ludu jego językiem, znając jego problemy ludzkie, społeczne, kulturalne, dal w świecie terroryzmu i strachu świadectwo miłości i sile miłości.
Pisano mi: czy nie naraża swego życia w Lyonie?
Ale czy on go nie naraża codziennie? Czyż nie Bóg jest jedynie panem życia i śmierci? Człowiek, który zaczął swój pontyfikat od zalecenia: "Nie bójcie się", jako że tylko miłość nie boi się wcale, ten człowiek, cudownie uratowany od śmierci z rąk zamachowcy, poświęcił się wystarczająco, oddał się wystarczająco Maryi potężnej jak armia uszykowana do boju, aby nas nauczyć, raz na zawsze, że strach nie pochodzi nigdy od Boga. Podkreślił to ongiś, nieco ironicznie, pewien stary jezuita. Zauważcie dobrze - mówił - Jezus nie powiedział: Strach niech będzie z wami, ale często powtarzał: "Pokój niech będzie z wami, Pokój wam". Słowa Boże mają znaczenie. Są skuteczne.
Wierzę, że Jan Paweł II, uobecniając całemu światu Jezusa poprzez sprawowanie Eucharystii dla niezliczonych tłumów, poprzez tyle przemówień, których pewne zdania dźwięczą jeszcze w sercach słuchaczy ("czy ty kochasz?"), wypełnia ostatni rozkaz Jezusa: "Idźcie i nauczajcie wszystkie narody!". To było prawie dwa tysiące lat temu. Przebiegając szlaki podniebne, całując ziemię, która go przyjmuje, otwierając niezmordowanie swe ramiona i serce dla wszystkich ludów, Wikary Chrystusa unaocznia nam - widzimy to bezpośrednio na ekranach telewizyjnych - jak wypełnia się rozkaz dany przez Boga-Człowieka Piotrowi i innym apostołom. Tak ja widzę postawę Jana Pawła II. Że już przebiegł dwie trzecie wieku, świadczy o tym jego mądrość. Ale trudniej wyjaśnić jego młodość, jego żywotność, jego gotowość do udzielania się, jego uśmiech...
Tłumaczono z "L’homme nouveau" (7 IX 1986)
