Feliksa Żurawik od najmłodszych lat po ostatnie dni sędziwego życia służyła Bogu i ludziom. Jej postać zasługuje więc na uwagę po to, by "ocalić ją od zapomnienia", zaś w jej osobie oddać hołd tym wszystkim, których całe życie upływało i upływa na modlitwie i niesieniu pomocy człowiekowi potrzebującemu.
Urodziła się w 1881 r. w Grzegorzewie koło Koła nad Wartą. Jako 14-letnia dziewczynka opuściła ubogi dom rodzinny, udając się do Łodzi, aby zacząć tu samodzielne życie. Była najpierw służącą w domu fa[-118-]brykanta, a potem robotnicą w fabryce włókienniczej.
Wszystko wskazuje na to, że jej ciche, pracowite życie było świadomym i dobrowolnym wyborem. Może zachwycona postacią Maryi, zapragnęła w możliwie najprostszy sposób naśladować Jej życie, kierując je wyłącznie ku Chrystusowi. Zrobiła to zwyczajnie, w codziennym wirze ludzkich spraw.
Główne jej zajęcie to oczywiście praca zawodowa. 40 lat pracowała jako włókniarka w bardzo ciężkich warunkach, wyniszczających siły i zdrowie. Sumiennością, pracowitością, uczynnością..., niezwykłą wrażliwością na los i potrzeby swoich bliźnich zyskała sobie wielką sympatię robotniczego otoczenia. Wpłynął na to niewątpliwie blask, płonącego w niej od najmłodszych lat, wyjątkowo głębokiego życia wewnętrznego.
Kiedy kilkunastoletnia Feliksa została mieszkanką Łodzi, natychmiast włączyła się całym sercem w życie parafialne przy kościele Podwyższenia Św[iętego] Krzyża. Przez wiele lat wkładała całą duszę we wszelkie poczynania żywo kwitnącego przy tym kościele Apostolstwa Modlitwy. Księża dyrektorzy Apostolstwa zmieniali się często, ono działało jednak sprawnie, przede wszystkim dzięki gorliwości Feliksy Żurawik: przygotowywała zebrania, czuwała nad terminami i intencjami modlitw i Mszy św., przedstawiała duszpasterzom postulaty ludzi, z którymi stykała się bezpośrednio w pracy.
Przed drugą wojną światową w bocznej kaplicy umieszczono marmurową figurę Najświętszego Serca Jezusowego. Cały fundusz - 22 tysiące złotych - zgromadziła Feliksa Żurawik. Najpierw przeznaczyła na ten cel własne oszczędności, następnie organizowała zbiórki, loterie fantowe, przedstawienia, występy chóru.
Przed tą figurą modliła się po codziennej Komunii św., ofiarowywała Jezusowi swoje życie. Tu powzięła myśl zorganizowania dzieła Straży Honorowej: na tarczy zegara wpisywała osoby, które w oznaczonym czasie, nawet w nocy, chciały poświęcić godzinę modlitewnej adoracji. Ci, którzy wspominają panią Feliksę, zapamiętali ją jako osobę rozmodloną i twierdzą, że jej życie to nieustanna modlitwa. W swoim małym pokoiku miała ołtarzyk, przed którym wiele godzin, nieraz nocnych, spędzała na klęczniku rozmawiając z Bogiem. W kościele odprawiała przez całe życie, codziennie, swoją najbardziej ulubioną modlitwę - drogę krzyżową. Udzielała się także w III Zakonie św. Franciszka i Żywym Różańcu, pełniąc tu nieraz odpowiedzialne funkcje. Modlitewna łączność z Chrystusem nadawała głębię jej życiu religijnemu i stała się jeszcze ściślejsza, gdy przyoblekła się w formy miłosierdzia. Pani Żurawik pomagała swej siostrze, zaś po jej śmierci otoczyła troskliwą opieką siostrzenicę.
Najwięcej wysiłków poświęcała jednak ludziom chorym, samotnym, starym. Odwiedzała ich w domach, przynosiła leki, żywność, wyręczała w różnych zajęciach. Zjawiała się zawsze jako gość pożądany, oczekiwany, niosący ulgę. Docierała tam, gdzie nie mógł dotrzeć kapłan. Pomagała nawet ludziom jej nieżyczliwym, nieraz ironicznie czy złośliwie naśmiewającym się z jej pobożności i samarytańskiej posługi. Budowała tą postawą wielu ludzi, a i niejeden z tych, co z niej drwili, zmieniał swoje postępowanie.
Pomoc bliźniemu stała się szczególnie potrzebna po zbrodniach i okrucieństwach drugiej wojny światowej. Obowiązki proboszcza parafii Podwyższenia Św[iętego] Krzyża pełnił wówczas ks. bp Kazimierz Tomczak. Pod jego kierownictwem miłosierdzie parafialne objęło wszechstronną opieką wielu nieszczęśliwych i cierpiących. W tej Chrystusowej akcji [119]Feliksa Żurawik mnożyła swoje wysiłki, stając się jeszcze bardziej niż dotąd pełna gorliwości i zapału.
Pomagała ludziom do ostatnich chwil życia. Siostra Elżbieta Stadnik, pracująca w akcji miłosierdzia, tej już 90-letniej staruszce próbowała tłumaczyć, że wystarczy jej opieka nad jedną chorą. Usłyszała wtedy: "Tylko jedna? - za mało". Pozwoliła jej więc na opiekę nad dwiema chorymi. Pani Żurawik zapytała wówczas z niepokojem: "Siostro, ale siostra na pewno wyśle opiekunki do tamtych?"
W swej posłudze musiała wchodzić na wysokie piętra łódzkich kamienic, pozbawionych windy. Dbała o swoje podopieczne także pod względem duchowym, ułatwiała im szczególnie spotkania z Chrystusem w Eucharystii. Wzywała do nich kapłana przede wszystkim w pierwsze piątki miesiąca, aby mogły zebrać dziewięć pierwszych piątków. Sama zbierała swoje "zestawy" dziewięciu pierwszych piątków i ofiarowywała w intencji zmarłych.
Wszystkie posługi spełniała z uśmiechem, życzliwością, niewymuszenie. Jej skupiona twarz, pogodne spojrzenie promieniujące dobrocią i radością wiary, odzwierciedlały obecność Boga i poczucie dobrze spełnionego obowiązku. Wspomina ks. Maksymilian Skarbek: "Nie zapomnę nigdy odwiedzin duszpasterskich u niej w ostatnim roku jej życia. Kapłana witała jak wysłannika i sługę Chrystusa i Kościoła. Ta skromna staruszka była wtedy Marią i Martą w jednej osobie. Serdeczność, gościnność, radość okazywana przybyłemu kapłanowi były szczere i spontaniczne. Uboga - po franciszkańsku dzieliła się z bliźnimi i tą cząsteczką skromną, którą posiadała".
Jej śmierć to jakby symbol całego jej życia związanego z ofiarą i krzyżem. Odprawiając pewnego dnia drogę krzyżową zasłabła przy dwunastej stacji (oznaczającej jak wiemy śmierć Chrystusa), upadła i złamała nogę w biodrze. Mimo wielkiego bólu spokojnie oczekiwała na przyjazd karetki. Na pytanie: "Czy boli?" - uśmiechnęła się i powiedziała: "Dobrze, że chociaż tyle mogę pocierpieć". Martwiła się wówczas nie o siebie, lecz o swoje chore. Mówiła tak: "Co one, biedne, będą teraz robić?" Ta dwunasta stacja stała się ostatnią w jej życiu. Zmarła w szpitalu po kilkunastu dniach w wyniku zapalenia płuc, wiosną po Wielkanocy 1970 r.
Pogrzeb jej miał swoją wymowę: pięciu księży koncelebrowało Mszę św., w ostatniej drodze na ziemi towarzyszyły Feliksie Żurawik siostry zakonne i rzesze wiernych.
Trwając wiernie przy Ewangelii i czerpiąc z niej siły, uznając we wszystkich ludziach Chrystusa brata, skutecznie miłując tak słowem, jak czynem, dokonała wielkiego dzieła na tej ziemi, dając w ten sposób świadectwo Prawdzie (por. Konstytucja pastoralna Gaudium et spes, nr 93).
W niebie będzie bardzo dużo dusz, o których my nic nie wiemy. I zdarzyć się może, że prosty pastuszek w zapadłej wiosce może być o wiele większym świętym od któregoś z kanonizowanych.
Św. Maksymilian Kolbe [s. 117]

