Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili (Mt 25,40).
[s. 321]
Spostrzegłeś Mnie w obozach uchodźców
na wybrzeżach Malezji, Tajwanu,
w spiekocie Salwadoru, Hondurasu,
na piaskach Etiopii, Sudanu.
Rozpoznałeś Mnie, choć nie był to krok łatwy,
w rysach bezradnej matki,
w jękach głodnego starca,
we łzach przestraszonej dziatwy.
Nie stawiałeś zbędnych pytań,
wiedziałeś, że nie mam domu,
nie umiałbym odpowiedzieć, dokąd idę,
całym moim majątkiem był mały tobołek,
nie należałem do żadnego kraju,
nie byłem potrzebny nikomu.
Lecz chęć pomocy podyktowało ci twe serce,
zrezygnowałeś z zasłużonych wakacji,
wyrzekłeś się droższego ubioru,
skreśliłeś datę zaplanowanej wycieczki,
by wyciągnąć pomocną dłoń,
by podać Mi miskę ryżu, by ratować Mnie w rozterce.
A potem skierować prośbę do Ojca,
by inni pomogli więcej,
którzy mogą, którym więcej dano,
by nie zwlekali dłużej,
bo na równi ze śmiercią było czekać,
by w bezdomnym i głodnym dojrzeli Me ciało,
by serca otworzyli do uchodźcy-człowieka.
Modliłeś się, bym przeżył tragedię losu,
ból, głód, samotność, cierpienie,
bym ufał wbrew wszystkiemu,
bym nie tracił nadziei do końca.
Do ciebie skieruję te błogosławione słowa,
dla ciebie droga otwarta,
tobie obiecałem:
wejdź do Królestwa Mego Ojca...
