CHCIAŁBYM zobaczyć Maryję, Józefa.
CHCIAŁBYM spotkać Dziecko, Matkę, Ojca.
CHCIAŁBYM pokłonić się Rodzinie.
CHCIAŁBYM współczuć Niemowlęciu, Kobiecie, Mężczyźnie.
CHCIAŁBYM zazdrościć Rodzicielce, Rodzicowi.
CHCIAŁBYM pomóc Bogu, Bogu-Człowiekowi, Człowiekowi.
CHCIAŁBYM zobaczyć... współczuć... pomagać...
Często widzę Marię, Józefa, jak myślą o dziecku.
Spotykam dziecko, co nie ma cukierka.
Kłaniam się rodzinie, co ma dzieci.
Współczuję niemowlęciu, co nie ma rodziców.
Podziwiam tajemnicę stwarzania życia.
Często widzę - ale nie zauważam.
Spotykam - ale nie zapraszam.
Kłaniam się - ale nie szanuję.
W spół czuję - ale nie przynoszę ulgi.
Podziwiam - i... co?
i
SPOTKAŁEM brzemienną Marię w pociągu, w przejściu,
bo nie było miejsca w przedziale,
zmartwionego Józefa, co nie ma mieszkania,
smutne dziecko, co nie ma wózka.
ZAUWAŻYŁEM, że...
POWIEDZIAŁEM: obora przestrzenna, betonowa,
ciepła, cicha jak noc, przenocujcie.
DODAŁEM: dobranoc.
